'Szerszenie' będą mocno żądlić

Dodano: 16 kwietnia 2012 12:41
'Szerszenie' będą mocno żądlić
Mateusz Warzycha, Informacja własna
WikiMedia

New Orleans Hornets (18-42), po powrocie Erika Gordona i ogłoszeniu sprzedaży klubu w ręce Toma Bensona, powoli wracają na właściwy kurs.

Zespół z Luizjany wygrał już trzecie spotkanie z rzędu, tym razem ich wyższość musieli uznać zawodnicy Memphis Grizzlies (35-25), którzy ulegli gosopdarzom 75:88.

Początek spotkania nie zapowiadał zwycięstwa Hornets. Wprawdzie Grizzlies wyglądali ospale w ataku i mieli problemy ze skutecznością (35,7% w całym meczu), ale potrafili wymuszać na rywalach mnóstwo strat (łącznie 21, przy 15 własnych) i dzięki temu mozolnie budowali przewagę. W drugiej kwarcie prowadzenie gości wynosiło nawet 11 punktów, jednak gospodarze zakończyli pierwszą połowę "runem" 10:3. Po 24 minutach gry wynik brzmiał 37:33 na korzyść Memphis.

Na trzecią odsłonę zespół Hornets wyszedł zupełnie odmieniony. "Szerszenie" zaczęły grać znacznie agresywniej, częściej wchodzić pod kosz (40:22 w punktach z pomalowanego), co od razu przyniosło wymierne efekty - kwartę wygraną dziesięcioma punktami (29:19). Podobnie wyglądała ostatnia część meczu, w której Hornets kontrolowali wynik (26:19 w 4thQ) i tempo spotkania. Po zmianie stron gracze New Orleans wyraźnie poprawili skuteczność - z 30,8% (12/39) w pierwszej połowie do 58,8% (20/34) w drugiej.

Dobrą formę potwierdził Eric Gordon - najlepszy strzelec Hornets tego wieczoru (18pkt.), nieźle zaprezentował się też Al-Farouq Aminu (12pkt. 7zb.). Double-double popisali się Carl Landry (16pkt. 11zb.) oraz Jason Smith (14pkt. 10zb.), a blisko takiego osiągnięcia był dobrze znany fanom Grizzlies Greivis Vasquez (8pkt. 9as.).

W szeregach gości najlepiej wypadł Rudy Gay (24pkt., 9/17 z gry), jednak do jego efektywności nie dostosował się żaden z partnerów. 11 punktów (2/6 z gry) i 7 zbiórek zapisał na swoim koncie Marc Gasol, 11 oczek zanotował O.J. Mayo, jednak zrobił to na słabiutkiej skuteczności - 3 z 12. Zach Randolph dobrze radził sobie po tablicami (13 zbiórek), jednak niewiele mógł dać drużynie w ataku (2pkt. z dwóch rzutów). Mały plusik można dopisać przy nazwisku Gilberta Arenasa, który w niecałe 11 minut gry miał po 2 asysty i przechwyty, trafił 2 z 3 trójek, a w tym czasie Grizzlies byli +10.

Przegrywając czwarty z ostatnich 14 meczów, "Niedźwiedzie" oddaliły się od czwartego miejsca na Zachodzie. Jest o co walczyć, gdyż dałoby im to przewagę własnego parkietu w I rundzie PO, w której prawdopodobnie zmierzą się z Los Angeles Clippers (37-23). Bardziej od porażki może ich zaboleć uraz Gasola , który w czwartej kwarcie zderzył się kolanami z Xavierem Henrym (byłym kolegą z drużyny) i nie powrócił już na parkiet.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp