Lakers - Mavericks 4:0
Los Angeles Lakers po raz czwarty w tym sezonie zmierzyli się z obrońcami tytułu mistrzowskiego Dallas Mavericks.
Tak jak w poprzednich trzech meczach tego sezonu Lakers, mimo nieobecności Kobe'ego Bryanta, pokonali Mavs po dogrywce 112:108
Mecz, jak przystało na spotkanie pomiędzy drużynami walczącymi o playoff a mierzącymi w mistrzostwo, był niezwykle emocjonujący a jego finał to wręcz nieprawdopodobne emocje.
Początek spotkania to lekka dominacja gości z Teksasu, którzy wyraźnie nie chcieli zakończyć sezonu z czterema porażkami na koncie przeciwko Lakers. Po pierwszych 24 minutach Mavs prowadzili sześcioma punktami i wydawało się, że będą w stanie sięgnąć po to prestiżowe zwyciestwo.
W trzeciej kwarcie to jednak Lakers złapali wiatr w żagle i nie tylko odrobili stratę z pierwszej połowy, ale przed decydującą odsłoną wyszli na jednopunktowe prowadzenie. O wszystkim miała więc zadecydować czwarta kwarta. Okazało się jednak, że tym razem 48 minut to za mało żeby rozstrzygnąć kto jest lepszy i dopiero dodatkowe 5 minut wyłoniło zwycięzcę.
Lakersów do zwycięstwa poprowadzili podkoszowi w składzie Andrew Bynum i Pau Gasol. Pierwszy zaliczył kolejne double-double zaliczając 23 punkty i 16 zbiórek a drugi popisał się 20 punktami, 10 zbiórkami i 5 asystami. Ponownie był widoczny brak po stronie Mavs mocnego centra i ponownie potwierdziło się, że oddanie Tysona Chandlera to był wielki błąd Marka Cubana właściciela klubu z Dallas.
Po stronie Mavs najwięcej punktów 24, zdobył Dirk Nowitzki, jednak potrzebował na to aż 28 rzutów z gry co nie jest powodem do zadowolenia dla jego kolegów i trenera Ricka Carlisle, który tak podsumował grę swojego najlepszego gracza: "Miał przynajmniej kilka okazji w których niespodziewanie nie trafił. 9 na 28 to z pewnością nie jest taki Dirk jakiego wszyscy znamy."
Mavs ciągle nie mogą być pewnie awansu do playoff. Kolejne mecze, które prawdopodobnie o tym zadecydują obrońcy tytułu zagrają z Utah Jazz, Houston Rockets i Golden State Warriors.