Suns ponownie nie dali rady wskoczyć do ósemki zachodu
Co prawda przeciwnik był z najwyższej półki, jednak po tym co pokazywali ostatnio Phoenix Suns, kibice tej drużyny mieli prawo wierzyć w zwycięstwa przynajmniej w walkę jak równy z równym.
San Antonio Spurs nie pozostawili jednak wątpliwości, kto jest lepszą drużyną i w meczu bez walki wygrali z Phoenix Suns 105:91.
Srogą lekcję odebrał Marcin Gortat, który grają przeciwko Timowi Duncanowi momentami był wręcz bezradny. W pierwszej kwarcie Duncan pokazał dlaczego jest typowany na jednego z najlepszych skrzydłowych w historii NBA. W pierwszych 12 minutach Duncan rzucił 13 z 35 punktów San Antonio a całe Phoenix miało tyle punków co lider z Teksasu. W zasadzie po pierwszej kwarcie spotkanie się zakończyło.
Spurs mieli taką przewagę, że na parkiecie pojawili się zmiennicy w zasadzie to oni przez kolejne 36 minut przebywali na boisku a nie gwiazdorzy San Antonio. Tim Duncan i Tony Parker przebywali na parkiecie odpowiednio 23 i 21 minut.
Alvin Gentry trener Suns też szybko zrezygnował z graczy pierwszej piątki a szczególnie ze Steve'a Nash'a który już w pierwszej kwarcie przy druzgocącej przewadze gospodarzy opuścił parkiet i już się na nim nie pojawił. 5 minut i 54 to czas przebywania na boisku Nasha a jednocześnie czas, który tak naprawdę wystarczył Spurs na pokonanie Suns. Warto zaznaczyć, że po tym czasie przewaga Spurs wynosiła już 17 punktów.
Szanse Suns na awans do pierwszej ósemki zachodu wyglądają coraz gorzej a jak spojrzymy na kolejne trzy spotkania z których powinni wygrać dwa wręcz nierealnie. Suns w kolejnych spotkaniach zmierzą się z Blazers potem Thunder a następnie Clippers. Pocieszeniem dla kibiców może być to, że wszystkie te spotkania zostaną rozegrane w Arizonie gdzie Suns spisują się dość dobrze i mają bilans 17-11.
Jako ciekawostkę można podać, że pierwsza piątka Suns zdobyła w tym meczu 20 punktów a Tim Duncan zdobył ich 19.