Czwartek 'Na Surowo'
Czwartkowa noc w NBA dała nam do oglądania 5 spotkań, z czego jedno na samym szczycie wschodu, które przyniosło wiele emocji i dogrywkę.
W meczu o nic, których z końcem sezonu będzie coraz więcej, Bobcats podejmowali Pistons.
Gospodarze grali bardzo szeroką rotacją z której najlepiej spisali się Derrick Brown i Augustin, obaj po 13 punktów. DJ Brown z kolei wchodząc z ławki zdobył 12 oczek. O wiele lepiej radzące sobie trio mieli Pistons. Greg Monroe zaliczył double-double 25/11, Knight dołożył 21punktów i 7 asysty, a Maxiell 17 punktów. Goście prowadzili cały mecz, wygrywając nawet momentami 36 punktami i ostatecznie rozgromili Bobcats 109-85.
Timberwolves musieli radzić sobie z Clippers bez Love’a, który po uderzeniu łokciem przez McGee nie był w stanie grać w tym meczu. Jego koledzy radzili sobie jednak dość dobrze. Sczególnie Pekovic z 17 punktami oraz Anthony Randolph z 16. Double-double 14/10 dodał Beasley, a Webster i Barea (11 asyst) mieli po 10 oczek. Clipper z początku nie wykorzystywali braku kluczowych graczy przeciwników i grali dość zachowawczo. Nie forsowali swoich podstawowych graczy. Chris Paul grał ledwie 28 minut zdobywając po 8 punktów i asyst. Najwięcej przebywał na boisku Griffin i było to 36 minut, które obfitowało w double-double 19/13 oraz 5 asyst. Butler dorzucił 17, Mo Williams 14, Foye 11, a Young 10. Clippers wygrali mecz dopiero dzięki czwartej kwarcie, którą wygrali 22-14, a mecz ostatecznie 95-82. Spurs-Grizzlies, czyli seria z bardzo zaskakującym rezultatem z zeszłego roku. W tym meczu mogli wygrać już czwarty mecz z Niedźwiadkami w tym sezonie oraz uniknąć serii trzech porażek z rzędu. Grizzlies od początku pokazywali dobrą, zespołową koszykówkę, dzięki której wygrywali ostatnio większość spotkań. W tym meczu mieli sześciu graczy z dwucyfrową ilością punktów. Najlepszym strzelcem był Gay z 19 punktami. Zaraz po nim, tzw. „Sixth man”, Mayo miał 16. Speight dołożył 15 punktów i 7 zbiórek, a Gasol double-double 14/10, Randolph też popisał się takim osiągnięciem, a dokładniej 10/11. Mike Colney obok 11 punktów miał też 5 zbiórek i 4 asysty. Spurs przycisnęli w trzeciej kwarcie, wygrywając ją 37-25 głównie dzięki grze Duncana. Zdobył on 28 punktów (14 w 3. kwarcie) i 12 zbiórek. Manu Ginobili z ławki dodał 20 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty. Parker miał 13 oczek i 9 asyst okupionych 7 stratami. Spurs ostatecznie wygrali 107-97, dzięki 3 trójkom więcej oraz 5 trafieniom z linii więcej. Mavericks grali w Oakland z Warriors, którzy po ostatniej porażce nie mają już szans na Playoffs. Mistrzowi NBA z kolei mogli przybliżyć się do Grizzlies po ich porażce. Zaczęli bardzo dobrze, wygrywając pierwszą połowę 14 punktami. W pierwszej piątce bardzo dobrze zagrał Nowitzki, rzucając 27 punktów. Jason Kidd z kolei otarł się o kolejne w swojej karierzę triple-double. Miał 12 asyst i 10 zbiórek, ale brakło mu punkta. Dużo do gry Mavs wnosiła ławka. Po 16 mieli Terry i Wright, 12 dorzucił Carter, a Beaubois miał 11 punktów i 5 asyst. Warriors starali się odrabiać straty w drugiej połowie głównie dziękie grze Davida Lee, który zdobył 30 oczek. Kolejny świetny mecz rozgrywał także Jenkins, notując 24 punkty, 8 asyst i 7 zbiórek. Mavericks jednak zdołali utrzymać prowadzenie z pierwszej połowy i wygrać 112-103.