Lakers pewnie pokonali Spurs

Dodano: 12 kwietnia 2012 12:52
Lakers pewnie pokonali Spurs
Mateusz Warzycha, Informacja własna
Obraz własny

Pierwsze starcie tytanów Zachodu na teksańskiej ziemi dla Jeziorowców. Goście z Los Angeles totalnie zdominowali Spurs w walce na tablicach, do tego zneutralizowali siłę rażenia Tony'ego Parkera i Manu Ginobiliego. Pozwoliło to Lakers na odniesienie zwycięstwa 98:84 na wyjeździe.

Najlepszymi strzelcami w szeregach LAL byli Metta World Peace i Pau Gasol, jednak to Andrew Bynum był najważniejszą postacią meczu.

Środkowy Lakers zanotował "tylko" 16 punktów (7/20 z gry), ale miał też 2 bloki i dostarczył swojej drużynie aż 30 z 60 zbiórek (rekord sezonu w NBA). Cały team Spurs miał tylko 3 zbiórki więcej. Bynuma Dzielnie wspierał Pau Gasol, który do 21 punktów dołożył 11 zbiórek. Tego wieczoru było o co walczyć, gdyż oba zespoły nie wykazywały się przesadnie wysoką skutecznością. Lakers trafili 40 z 89 prób (44,9%), ale wypracowali sobie 16 ponowień (Bynum 8). Spurs zamienili na punkty 33 z 81 (40,7%) rzutów z gry, w ataku tylko raz (Parker) udało im się zebrać piłkę.

Statystyka skuteczności o wiele lepiej wygląda w rzutach z dystansu. Goście za 3 celnie rzucali 11 razy (na 23 - 47.8%), w czym przodowali Metta World Peace (26pkt. 10/15 z gry, 5/8 za 3, 2 przech. 4zb.) oraz Matt Barnes (13pkt. 5/8 z gry, 3/6 za 3, 6zb. 4as.). Po stronie gospodarzy dobrą ręką wykazali się Danny Green (22pkt. 7/11 z gry, 5/6 za 3, 2przech.) i Matt Bonner (9pkt. 3/4 za 3). Łącznie Spurs trafili 13 na 24 trójki (54,2%).

Niestety dla "Ostróg", dwucyfrowym wynikiem punktowym po spotkaniu oprócz Greena mógł się pochwalić tylko Tim Duncan (14pkt. 3blk.). Parker i Ginobili zatrzymali się na odpowiednio 4 (2/12 z gry; do tego 8 as.) i 9 (3/8; 5as.) oczkach. Dla Lakers po 10 punktów zdobyli Ramon Sessions i Steve Blake.

Po pierwszej kwarcie to koszykarze San Antonio byli w lepszych nastrojach. Prowadzili 24:21. W drugiej odsłonie do głosu doszli goście, mieli nawet 13 punktów przewagi, jednak "Wielka Trójka" Spurs jeszcze przed przerwą zredukowała stratę do 5 oczek - 43:48.

Decydująca dla losów meczu okazała się trzecia kwarta, wygrana przez Lakers 27:16. Greg Popovich już nie wypuścił na parkiet w ostatniej części meczu Duncana i Parkera, Ginobili zszedł po niecałych 4 minutach czwartej kwarty, kiedy to kilka trafień z rzędu zanotowali World Peace i Gasol. Przewaga Lakers wynosiła wtedy 26 punktów, jednak obaj podstawowi skrzydłowi "Jeziorowców" pozostali w grze, żeby zwycięstwo "dowieźli" bezpiecznie do końca.

Kobe Bryant nie był tym razem w ogóle potrzebny drużynie Lakers. "Czarna Mamba" być może wróci na trzecie starcie ze Spurs, które odbędzie się 20 kwietnia w San Antonio. Trzy dni wcześniej mierzące w mistrzowski tytuł zespoły zagrają ze sobą w Staples Center.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp