Bulls zerwanżowali się Knicks
Chicago Bulls nie musieli czekać długo na okazję do zrewanżowania się Nowojorskim Knicks za świąteczną porażkę w Madison Square Garden.
Już dziś, tym razem w United Center Bulls pokazali, że nawet bez ponownie wpisanego na listę kontuzjowanych Derreka Rose'a, są w stanie ograć ósmą aktualnie ekipę konferencji wschodniej.
Już przed meczem było jasne, że duma jedynki na wschodzie została mocno nadwyrężona i że Bulls zrobią wszystko aby zmazać plamę na honorze odniesioną dwa dni wcześniej.
Tak też się stało. Bulls wygrali mecz 98:86 pokazując, że porażka w MSG była spowodowana przede wszystkim nieuwagą no i co trzeba oddać znakomitą postawą lidera Knicks Carmelo Anthonego. Dziś Melo był już mniej skuteczny i mimo iż nie zagrał źle (29 punków, 5 asyst) nie był w stanie poprowadzić swoich kolegów do kolejnego zwycięstwa nad Bulls.
Chicago rozstrzygnęli mecz już w drugiej kwarcie wygrywając ją 25:10. W tej części meczu Bulls pokazali nieprawdopodobną obronę a Knicks absolutną niemoc w ataku. 10 punków w 12 minut to nie wymaga dodatkowego komentarza.
W kolejnych dwóch kwartach Bulls kontrolowali już tylko wynik i spokojniedowieźli zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Do zwycięstwa Bulls poprowadzili Richard Hamilton (20 punktów, 5 asyst) i Luol Deng (19 punktów, 10 zbiórek).
Dla Knicks porażka ta jest niezwykle istotna, bo stawia ich ponownie zaledwie o jedno zwycięstwo przed, depczącymi im po piętach w walce o ósme miejsce w konferencji, Milwaukee Bucks z którymi zmierzą się oni już w kolejnym meczu. Będzie więc to mecz, który może zadecydować o tym, która z ekip zagra w tegorocznym playoff.