Wielk(ie)anocne jaja Melo w MSG
Carmelo Anthony udowodnił, że w kluczowych momentach potrafi wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Skrzydłowy Knicks trafił dwie wielkie trójki, które pozwoliły gospodarzom pokonać Derricka Rose'a i Chicago Bulls 100:99 po dogrywce.
New York Knicks odnieśli swoje 29 zwycięstwo w sezonie i w wyścigu po ósme miejsce na Wschodzie mają mecz przewagi nad Milwaukee Bucks (28-28).
Kibice zgromadzeni w Madison Square Garden obejrzeli bardzo emocjonujące widowisko, dla fanów gospodarzy zakończone happy endem po ogromnej huśtawce nastrojów. Bohaterem dnia w NY bez wątpienia został Carmelo Anthony (43pkt. 16/31 z gry, 4/5 za 3, 7zb.), który dwukrotnie celnymi próbami z dystansu ratował swój zespół w samych końcówkach. W czwartej kwarcie doprowadził do dogrywki, a w dodatkowym czasie gry, z ręką Denga tuż przy twarzy, trafił zwycięski rzut.
Początek meczu nie zapowiadał takiego przebiegu wydarzeń. Knicks wymuszali mnóstwo strat i zamieniali je na punkty. Dwucyfrowe prowadzenie wypracowali sobie już po niecałych czterech minutach gry, niedługo potem mieli już 21 punktów przewagi. Rezerwowi Knicks, którzy weszli na pierwszą zmianę, nie byli już tak skuteczni i Bulls zredukowali stratę do 12 oczek (31:19 po I kw.). Szczególnie musiał dać się tutaj we znaki chwilowy brak Tysona Chandlera (8pkt. 16zb. 3blk.), który był zmuszony opuścić parkiet na kilkanaście minut z powodu urazu łokcia.
Druga odsłona była już bardziej wyrównana, Knicks utrzymywali prowadzenie w okolicach 12 punktów. Powracający po kontuzji pachwiny Derrick Rose (29pkt. 8/26 z gry, 6zb.) długo nie mógł znaleźć sposobu na grającego z wielkim animuszem Imana Shumperta (15pkt. 9zb. 6as. 4przech.). Niewiele brakowało, aby aktualny MVP zakończył pierwszą połowę z większością ilością strat (5 z 8 w całym meczu) niż punktów. Jednak goście utrzymali się w grze, głównie dzięki zbiórkom, w których przodował Carlos Boozer (13pkt. 16zb.). Natomiast Taj Gibson (11pkt. 4blk.) dbał o ich odpowiednie wykorzystanie. Do przerwy Knicks prowadzili 53:45.
Po zmianie stron Bulls na serio wzięli się za odrabianie strat, w czym niewątpliwie pomogło im odblokowanie się Rose'a. Rozgrywający "Byków" rzucił w trzeciej odsłonie 14 punktów i poprowadził szarżę, która dała jego drużynie 3 oczka przewagi (75:72) przed czwartą kwartą. Ekipa z Chicago zacieśniła szyki w obronie, a podrywające publiczność z miejsc efektowne akcje Shumperta i poświęcenie Chandlera nie obudziły ich kolegów z ofensywnego letargu. Być może miał na to wpływ fakt, że sędziowie nieco stonowali obu ww. graczy Knicks odgwizdując im przewinienia techniczne. Spore problemy w tym fragmencie spotkanie miał Landry Fields (10pkt.).
Bulls kontynuowali efektywną grę po obu stronach parkietu na starcie czwartej kwarty. Ograniczali skuteczność rywali do minimum, Gospodarze nie mogli trafić nawet z czystych pozycji, o czym mógłby sporo (gdyby nie "odkupienie win" w dogrywce) poopowiadać J.R. Smith (14pkt. 6/22 z gry 2/11 za 3, 5zb.). Na niecałe 4 minuty przed końcem goście mieli już 10 punktów przewagi, jednak skuteczność i niezawodność Anthony'ego pozwoliła Knicks na wyrównanie. "Melo" decydującą o dogrywce trójkę trafił na 11,2 sek. przed końcową syreną, a Rose kryty przez Shumperta spudłował rzut na zwycięstwo. Być może nie musiałby rzucać pod taką presją, gdyby on sam lub Luol Deng (13pkt. 9zb.) trafili choć jeden z czterech rzutów wolnych w końcowych 30 sekundach.
Dodatkowe 5 minut gry lepiej zaczęli goście, dzięki Rose'owi i Joakimowi Noah (10pkt. 5zb.) wyszli na prowadzenie 99:95 na niecałe 3 minuty przed ostatnią syreną. Potem żaden z zespołów stosunkowo długo nie był w stanie znaleźć drogi do kosza, na tablicach rozgorzała prawdziwa wojna o zbiórki. W końcówce lepiej zbierali Knicks (w całym meczu przegrali tę statystykę 47-59), zwłaszcza Chandler zbijał piłkę po niecelnych próbach kolegów i dawał im okazje od ponowień.
Carmelo Anthony swój decydujący o losach meczu rzut oddał na 8,2sek. przed końcem, po trzech kolejnych zbiórkach Knicks w ataku. Derrick Rose miał jeszcze szansę zasmucić MSG, jednak najpierw został skutecznie odcięty od podania przy wznawianiu gry z boku, potem nie był w stanie wypracować sobie dobrej pozycji i spudłował drugi tego wieczoru rzut na wygraną.
Bulls (43-14) pozostaną najlepszą drużyną w NBA, jednak zrównali się w liczbie porażek ze Spurs (39-14). Z Knicks (29-27) zmierzą się jeszcze raz, we wtorek. Być może spotkają się również w I rundzie playoffów.