Suns biją osłabionych Lakers
Bez kontuzjowanego Kobe Bryanta przystąpili do meczu w Phoenix gracze Los Angeles Lakers. Lider "Jeziorowców" pauzował ze względu na kontuzję spowodowaną zapaleniem ścięgna przy lewej goleni.
Oczywiście brak Bryanta w składzie Lakers miał kluczowe znaczenie dla końcowego wyniku, bowiem Suns wygrali aż 125:105.
Mecz pozbawiony był właściwie obrony. Lakers próbowali wygrać spotkanie podkoszowymi. Statystycznie wyglądało to całkiem nieźle - Bynum 23/18 i Gasol 30/13, jednak w przypadku centra Lakers gorzej wyglądało to pod względem skuteczności z gry, gdzie trafiał zaledwie 10 razy na 27 prób. Z linii rzutów wolnych szło mu jeszcze gorzej - 3 na 9.
Pełną swobodę miał za to Hiszpan, którego w wielu sytuacjach nie pilnował dosłownie nikt przez co zdobywał łatwe punkty rzutami z półdystansu.
Bohaterem Słońc okazał sie Michael Redd, który przypomniał sobie najlepsze lata swojej gry. W ciągu 26 minut uzyskał aż 23 punkty karcąc przeciwnika niesamowitymi "trójkami" z narożnika. Zadowolony z jego postawy był Steve Nash (13pkt,11as):
Jestem podekscytowany jego grą, jego ciało wygląda już znacznie lepiej.
Marcin Gortat zagrał średni jak na swoje możliwości mecz. Polak zanotował 14pkt, 9zb i 4blk w ciągu 27 minut. Środkowy Słońc miał udział przy słabszej postawie w ataku Bynuma, jednak na pewno z czystym sumieniem nie może powiedzieć, że wygrał rywalizację z podkoszowymi Lakers.
Kluczem do zwycięstwa Suns była postawa ich rezerwowych, którzy zdominowali ich vis a vis 58:10. Prócz wspaniale grającego Redda wiele do gry wnieśli Morris i Telfair, którzy uzyskali po 13 "oczek".