Bulls znowu bez Rose'a
Chicago Bulls (43-13) na własnym parkiecie podejmowali Boston Celtics (30-24). Ekipa Byków jest aktualnie na pierwszym miejscu w konferencji wschodniej, ale po raz kolejny musieli sobie radzić bez swojego lidera Derricka Rose'a.
W pierwszej kwarcie warunki gry dyktowali goście. Wygrali pierwszą część spotkania 22:18, a u gospodarzy wyraźnie brakowało kogoś kto weźmie na siebie ciężar gry pod nieobecność ich lidera.
Druga odsłona była popisem zespołowej gry gości, którzy odskoczyli rywalom na 11 punktów, wygrywając tą ćwiartkę 27:20. Bulls nie grali tej swojej słynnej defensywy, która prowadzi do łatwych punktów z kontry i schodzili do sztni przegrywając 38:49.
W następnej części od razu można było zauważyć, że coach Byków Tom Thibodeau nie marnował czasu podczas przerwy. Gospodarze wyszli zmobilizowani i od początku kwarty przycisnęli Celtów w obronie. Prowadzeni przez Luola Denga (26 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty) i Carlosa Boozera (12 punktów, 14 zbiórek) ograli gości 29:17 i to oni prowadzili przed rozpoczęciem ostatniej odsłony różnicą jednego punktu (67:66).
Na początku czwartej kwarty John Lucas trafił "trójkę" z dalekiego dystansu, która ośmieliła Bulls. Bulls grali odważnie i konsekwentnie. Szczelna obrona nie pozwalała gościom na rozgrywanie poprawnych akcji, a sami doprowadzali do zdobywania bardzo łatwych punktów spod samego kosza. Nie było innej opcji jak zwycięstwo osłabionych (?) brakiem lidera Byków. Koszykarze Chicago wygrali tą kwartę 26:20 i całe spotkanie 93:86.
Oprócz Boozera i Denga do zwycięstwa w największym stopniu przyczynili się Joakim Noah (17 punktów, 9 zbiórek, 5/6 z gry), który ostatnio jest w bardzo dobrej formie i CJ Watson (15 punktów, 8 asyst, 2 zbiórki).
Wśród gości na uznanie zasługuje występ Paula Pierce'a. "The Truth" zdobył 22 punkty, zebrał 8 piłek i 4 razy asystował kolegom. Rajon Rondo znowu zaliczył double-double (10 punktów, 12 asyst), a Brandon Bass , miał 15 punktów i 5 zbiórek. Ray Alllen, który rozpoczął mecz jako rezerwowy dołożył 14 punktów (5/10 z gry). Kevin Garnett był drugim graczem obok Rondo z podwójną zdobyczą w dwóch kategoriach (12 punktów, 14 zbiórek), jednak jego skuteczność (5/16) pozostawiała wiele do życzenia.
Bulls jak to Bulls - wygrali walkę na tablicach 44:36, ale rzucali ze słabszą skutecznością niż ich rywale. W asystach był remis (22), a Bostończycy popełnili o dwie straty więcej (14:12).
Mecz był pełen gry obronnej zarówno z jednej jak i z drugiej strony, ale Bulls mieli przewagę pod koszem, wykorzystując optymalnie umiejętności swoich wysokich graczy. Po raz kolejny wygrali bez Derricka Rose'a, jednak jego brak jest bardzo widiczny momentami. Doskonała pracę wykonuje trener, który wspaniale mobilizuje swój team gdy widzi, że zaczyna się dziać nie po ich mysli. Ma wyczucie czasu i podejmuje świetne decyzje.
Wart wiedzieć: Ray Allen zagrał dopiero 5 raz w całej karierze wchodząc z ławki.