Poniedziałek 'Na Surowo'

Dodano: 27 marca 2012 11:51
Poniedziałek 'Na Surowo'
Tomasz Surowiecki, Informacja własna
MediaWiki

Poniedziałkowa noc, a na parkietach NBA rozegranych zostało dziewięć spotkań, a jedno z nich potrzebowało dogrywki do wyłonienia zwycięzcy.

Pierwszy mecz rozgrywany był w Kanadzie, pomiędzy Raptors i Magic. W drużynie gospodarzy kontuzjowanego DeRozana zastępował Gary Forbes.

Zanotował on najlepszy występ z całej drużyny, rzucając 21 punktów. Kleiza dołożył 18, a James Johnson 13. Calderon bardzo dobrze rozgrywał, rozdając 11 asyst, ale mając tylko 9 punktów. W Magic dominowali podkoszowi, ale na dwa sposoby. Dwight Howard miał double-double 23/10, grając pod obręczą. Ryan Anderson z kolei większość rzutów oddawał za 3 (13 z 15 prób z gry to były trójki), trafiając 8 razy zza łuku, co dało mu 28 punktów. Nelson dodał od siebie 18 oraz 7 asyst, a rezerwowi Davis i Redick rzucili odpowiednio 13 i 12. Magic rzucając ze skutecznością 54% wygrali 117-101.

Pistons grali w Waszyngtonie z drużyną Wizards, którzy w drugiej i trzeciej kwarcie wypracowali sobie przewagę 13 punktów głównie dzięki Crawford’owi, który po raz kolejny rozgrywał bardzo dobry mecz strzelecki, zdobywając 20 punktów. John Wall zagrał na poziomie 14 punktów, 9 asyst i 7 zbiórek, a Seraphin dołożył 12 oczek. Goście z Detroit zaczęli pogoń za wynikiem w ostatniej odsłonie, wygrywając ją 26-15, mając ostatnią akcję meczu przy remisie 77-77. Rodney Stuckey, który grał najlepiej z Pistons, zdobywając 24 punkty, miał piłkę w tej akcji. Trafił z prawej strony nad Crawfordem na 0.2 sekundy przed końcem meczu, dzięki czemu Pistons wygrali 79-77.Bobcats podejmowali Celtics, którzy dalej nie mogli liczyć na Allena. Tym razem najlepiej grał nie młody Bradley, a weteran Pierce. Miał on 36 punktów (15/18 z wolnych), 10 zbiórek, 4 asysty oraz po 3 przechwyty i bloki. Obok niego Garnett zdobył 24, Bass 15, a Bradley 11. Rondo trafił ledwie 1 z 7 rzutów, co dało mu 7 punktów, ale za to miał 13 asyst. W drużynie gospodarzy najlepiej spisał się Henderson, zdobywając 21 punktów. Rezerwowi Mullens i Brown mieli odpowiednio 18 i 16 oczek i to było tyle jeżeli chodzi o Bobcats. Celtics wygrali 102-95. Nets grali u siebie z Jazz, którzy wracali z Atlanty po meczu z czterema dogrywkami. Nie widać było po nich żadnego zmęczenia, głównie dzięki bardzo szerokiej kadrze meczowej. Rządzili podkoszowi Millsap i Jefferson. Ten pierwszy miał double-double 24/13 (10/14 z gry), a drugi 19 punktów i 8 zbiórek. CJ Miles dorzucił 10, a z ławki Burks miał 15. Bardzo słabo przeciwko swojej byłej drużynie rzucał Deron Williams, trafiając 7 z 21 rzutów z gry, co dało mu 17 punktów, rozdając przy tym 11 asyst. Najlepiej spisał się, wchodzący z ławki, Gerald Green, który zdobył 20 oczek. 14 punktów dodał Wallace, a 13 rookie Jordan Williams. Nets trafili ledwie 36% swoich rzutów. Jazz wykorzystali ich aż 52%,  co pozwoliło im rozgromić Nets 105-84. Mecz Knicks-Bucks, czyli dwóch drużyn walczących o 8. miejsce na wschodzie. Gospodarze z Nowego Jorku nie mogli liczyć na Lina oraz Stoudemire’a. Grali przez to z Davisem i Shumpert’em w bardzo niskim pierwszym składzie. Najlepiej spisywał się Anthony, rzucając 28 punktów (12/12 z wolnych) oraz zbierając 12 piłek. Chandler i Davis mieli po 13, a Shumpert 11. Najlepiej spośród czwórki rezerwowych spisał się Smith rzucając 9 punktów oraz mając 10 zbiórek. Pierwsza piątka Bucks grała tragicznie, a Jennings, któremu udało się rzucić 15 punktów, trafił ledwie 6 z 22 rzutów oraz przestrzelił wszystkie 7 trójek. Jedynym zawodnikiem, który w ich składzie dobrze się prezentował był Dunleavy z 26 punktami (10/14 z gry). Obie drużyny grały na bardzo słabej skuteczności, około 35%. Decydujące było trafienie 30 z 35 wolnych Knicks, którzy przez to wygrali 89-80. Bulls, nadal bez Rose’a, podejmowali Nuggets, bez Gallinariego. Byki grali szeroką rotacją, 10 zawodnikami. Najlepiej z nich spisał się Watson, zdobywając 17 punktów oraz 8 asyst. Po 14 mieli Boozer, Lucas oraz Korver. Nuggets mieli jednego zawodnika mniej, ale ich gracze byli bardziej produktywni. Szalał Lawson, rzucając 27 oraz rozdając 9 asyst. Obok niego Afflalo zdobył 22 punktów, a McGee miał 10 oczek oraz 8 zbiórek. Rezerwowi Harrington i Miller mieli odpowiednio 17 oraz 10 punktów, a ten drugi dodał do tego 10 asyst. Goście z Denver grali bardzo dobre spotkanie przez cały meczu, rzucając ze skutecznością 50% oraz zbierając o 13 piłek więcej, a także rzucając 54 punkty z pomalowanego (Bulls ledwie 24) oraz tracąć tylko 9 piłek. Taka gra pozwoliła im wygrać 108-91. Kings grali w Houston z Rockets. Goście z Sacramento zaczęli dobrze, wygrywając pierwszą kwartę 29-17, głównie za sprawą świetnego Cousinsa, który to zdobył 38 punktów (rekord kariery), 14 zbiórek. Najwięcej w swojej karierze rzucił też jego były kolega z Kentucky Wildcats, Patrick Patterson, zdobywając 24 punkty. Przez resztę spotkania Rockets odrabiali powoli stratę z pierwszej kwarty. Scola zaliczył w tym czasie double-double 18/14, Parsons i Lee zdobyli po 16, Dragic 14 oraz 10 asyst. Rezerwowi Budinger i Boykins mieli po 11 oraz 10 punktów. Gospodarzom udało się doprowadzić do remisu 99-99, a w ostatniej akcji Thorton, który miał 27 punktów w całym meczu, nie trafił za 3 z lewej strony, przez co czekała nas dogrywka. W dogrywce obie drużyny trafiły po 3 rzuty z gry, ale Rockets wykorzystali jeszcze 7 z 8 wolnych i ostatecznie wygrali 113-106.  

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp