Czwartek 'Na Surowo'
Czwartkowej nocy rozgrywane było sześć spotkań, a dwa z nich kończyły się po zaciętych końcówkach.
W stolicy USA Wizards podejmowali Pacers. Gospodarze zaczęli bardzo ostro, głównie za sprawą Jordana Crawforda.
Wygrali pierwszą kwartę 34-18, a wspomniany koszykarz, miał po niej 14 punktów z 21, które zdobył w całym meczu. Pacers zaczęli pogoń w drugiej połowie prowadzeni przez Hibberta z 19 punktami oraz 9 zbiórkami, Grangera z 16 i Westa z George’m, którzy mieli po 13. Ostatnią akcję meczu mieli Wizards przy wyniku 85-83 na ich niekorzyść. Wall (16 punktów, 9 asyst) miał rozstrzygnąć ten pojedynek, ale złe rozpoznanie zegara akcji nie pozwoliło mu oddać rzutu w czasie. Oddał go ułamki sekund za późno, trafiając, ale było za późno żeby doprowadzić do dogrywki, Wizards wygrali 85-83.
Boston Celtics grali w Milwaukee, gdzie swój debiut w Bradley Center, przed kibicami Bucks zaliczał Monta Ellis. Był to mecz z dwoma różnymi połowami. W pierwszej obie drużyny trafiały w granicach 50% z gry. W drugiej połówce gospodarze trafiali już ze skutecznością ledwo 30%. Prowadził ich Jennings z 19 punktami, Delfino z 16 oraz Ilyasova z 12 oraz 14 zbiórkami. Ellis pokazał się przed publicznością w Milwaukee, zdobywając 13 punktów i asystając 7 razy. Gościom nie udało się utrzymać skuteczności z pierwszej połowy, ale ich różnica była mniejsza, bo z 52% zeszli na 44%. Najlepszym strzelcem był Pierce z 25, świetnie rozgrywał Rondo z 14 asystami i 10 punktami, a po double-double zaliczyli Bass i Garnett. Ten pierwszy miał 12/10, a drugi 16/10 z 6 asystami i 3 blokami. Ciekawie wyglądały też statystyki Stiemsmy, który grał 24 minuty i w tym czasie odnotował 6 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty, 4 przechwyty i 5 bloków. Dzięki dobrej gry po przerwie Celtics wygrali 100-91. Rockets podejmowali Warriors w Houston, gdzie uczczona została ich drużyna z lat ’90, która to zdobyła dwa tytuły mistrzowskie. Współcześni zawodnicy grali tak, żeby ci, już emeryci, mieli radość z tego, że drużyna Rakiet jest dalej silna. W pierwszej kwarcie rzucili już 30 punktów, oddając tylko 18. Chandler Parsons zdobył 20 punktów, zbierając 11. Scola rzucił 18, Dragic 17 i asystował 9 razy. Dalambert zanotował double-double 15/10, a z ławki rookie Courtney Fortson miał 12. Warriors grali bardzo słabo, a ich najlepszym strzelcem był Jefferson z 14 punktami. Zaraz po nim Lee miał 12, Robinson 11, a Thompson 10. Lider Rockets z lat ’90 mógł być dumny z postawy na deskach i gry w pomalowanym. Rakiety mieli 17 zbiórek więcej oraz rzucili 58 punktów z trumny, co dało im wygraną 109-83. Kings-Jazz w hali Power-Balance Pavilon, w Sacramento. Bardzo ciekawie zapowiadał się pojedynek dwóch centrów obu ekip i tak było. Al Jefferson zdobył 26 punktów, 7 zbiórek i 4 bloki. DeMarcus Cousin odnotował double-double 22/18 i miał 3 asysty. Obok niego Jason Thompson miał 19/15, a Tyreke Evans, wchodząc z ławki miał 25 punktów. Końcówka była bardzo zacięta, ale na 4 sekundy przed końcem po trafieniu Thortona (16 punktów) Kings wyszli na prowadzenie 102-101. W ostatniej akcji Devin Harris próbował wygrać ten mecz swoim rzutem, ale nie trafił. Jego rzut nie trafił w obręcz, ale był tam Big Al, który dobił w piłkę, kiedy ta była na wysokości kosza i dał Jazz prowadzenie na sekundę przed końcem meczu. Kings nie zdołali już oddać zagrażającego rzutu i przegrali 103-101. Hayward miał 18 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst. Harris rzucił 14 i asystował 6 razy, a Favors zaliczył double-double 12/10. Trail Blazers podejmowali Grizzlies, którzy grali już ze swoim nowym nabytkiem, Gilbertem Arenasem. Grał on 12 minut zdobywając 2 punkty i 3 asysty. Najlepiej wśród jego nowych kolegów spisywał się Marc Gasol. Zdobył on 22 punkty, 9 zbiórek oraz 3 asysty. Tony Allen miał 17 oczek i 6 ostatnich podać. Conley rzucił 13, Randolph 12, a Gay 10. Drużynę gospodarzy prowadził Batum, zdobywając 24 punkty. Matthews, który znalazł się w pierwszej piątce, rzucił 18. Crawford z ławki miał 17 oczek, trafiając 10/10 z wolnych. Aldridge ondnotował 16 punktów, a Felton 13. Blazers jako zespół grali na słabszej skuteczności, zebrali mniej piłek, mieli więcej strat, a jednak wygrali. Uratowało ich to, że trafili wszystkie 25 rzutów wolnych, oraz 7 trójek więcej od rywala. Dało im to wygraną 97-93.