Środa 'Na Surowo'

Dodano: 22 marca 2012 15:11
Środa 'Na Surowo'
Tomasz Surowiecki, Informacja własna
Obraz własny

Jak na środe, odbyło się stosunkowo mało meczów, bo „tylko” 10, co jest dość małą ilością jak na ten dzień tygodnia.

W pierwszym meczu Raptors podejmowali Bulls, którzy nadal muszą sobie radzić bez Rose’a. Niezbyt specjalnie przeszkadzało to Bykom.

Luol Deng zanotował double-double 17/10, a Watson rzucił 15. John Lucas i Kyle Korver mieli odpowiednio 13 I 10 punktów, a Brewer zanotował ich 12. Dzięki dobrej grze DeRozana, który zdobył 23 oczka, oraz James Johnsona z 16 Raptors wygrali drugą kwartę 28-16 i przez to prowadzili na początku ostatniej odsłony. W przeciągu ostatnich 12 minut Byki zdołały zdobyć 32 punkty przy 13 przeciwników i dzięki temu wygrać w całym meczu 94-82.

Suns po ciężkim meczu z Heat, grali w Orlando z Magic. Marcin Gortat zaliczył blok na Howardzie pod koniec pierwszej kwarty, ale później już nie miał lekko. Sam zdobył 4 punkty oraz 9 zbiórek, podczas gdy jego były kolega z zespołu miał double-double 28/16. Najlepszym strzelcem Słońc był Dudley z 17 punktami, za nim Lopez z 14, następnie Nash z 12, a Telfair i Morris mieli po 10. Najlepszym strzelcem w Magic był jednak Ryan Anderson z 29 punktmi. Z ławki Davis rzucił 16, a Redick 10. W większości elementów drużyny miały podobne statystyki, ale Magic trafili 7 trójek więcej i wygrali 103-93.

Knicks grali u siebie z Sixers, którzy od początku spotkania nie mogli się znaleźć w ataku, przez co nie trafiali nic z gry przez parych dobre minut, a w pierwszej kwarcie rzucili ledwie 11 punktów. Później spisywali się już coraz lepiej i w trzeciej kwarcie odrobili straty. Andre Igoudala zanotował 13 oczek, 8 zbiórek i 6 asyst, po tyle samo punktów mieli też Meeks i Williams z ławki. Jrue Holiday zdobył 16 punktów i miał 6 asyst. Prawdziwym liderem drużyny był Elton Brand z double-double 12/12, 5 blokami, 3 asystami i 2 przechwytami. Swoją energią i walecznością prowadził całą drużynę. W ekipie Knicks bardzo dobrze wyglądał Stoudemire z 21 punktami oraz 9 zbiórkami. Jeremy Lin odnotował 18 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty, a Anthony rzucił 10 oraz zebrał 5 piłek. Obie drużyny rzucały na bardzo niskiej skuteczności w granicach 37-38% przez co wynik końcowy wynosił 82-79. Wygrali Knicks, wytrzymując w końcówce napór gości. Wizards grali w New Jersey. Swój debiut zaliczył Nene i śmiało może go zaliczyć do udanych, bowiem zdobył 22 punkty i 10 zbiórek. Bardzo dobrze grał też Jordan Crawford, który miał 23 punkty. John Wall miał tylko 12 punktów i 8 zbiórek, ale Wizards byli +26, kiedy znajdował się na parkiecie. W trzeciej kwarcie Deron Williams (17 punktów) i Avery Johnson bardzo ekspresywnie wyrażali swoje niezadowolenie z decyzji sędziów, przez co zostali wyrzuceni z boiska. Pozostali na boisku Wallace, Humphries i Morrow starali się trzymać zespół w grze, rzucając po 13 punktów, ale to było za mało. Wizard wygrali 108-89.Cavaliers grali w Atlancie z zespołem Hawks. Goście zaczęli bardzo ostro, wygrywając pierwszą kwartę 36-21, ale w drugiej straty odrobili już straty, wygrywając ją 33-17.  Kyrie Irving prawie że zanotował triple-double, zdobywając 29 punktów, po 9 asyst i zbiórek, ale tracać piłkę aż 7 razy. Solidne double-double zaliczył Jamison, 23/12, Tristan Thompson miał 13 punktów, a Harris 11. Wielki mecz rozgrywał Josh Smith rzucając 32 punkty, zbierając 17 piłek oraz asystując 5 razy. Kiedy Hawks przegrywali 91-88 na parę sekund przed końcem meczu, to ostatni rzut oddał Joe Johnson (22 punkty, 6 zbiórek i 5 asyst), trafiając za 3 i doprowadzając do dogrywki równo z końcową syreną. Ten duet utrzymywał też Hawks w dogrywce, zdobywając wszystkie 12 punktów swojej drużyny. Duet Irving-Thompson też jako jedyni punktowali dla swojej ekipy, ale mieli o 1 punkt mniej. Ostatecznie Hawks 103-102. Hornets podejmowali Warriors, którzy dalej startowali z Robinsonem i Thompsonem, jako obrońcy. Ten pierwszy miał 8 punktów i 10 asyst, a drugi spisywał się bardzo dobrze, rzucając 27 oczek. David Lee dodał do tego double-double 25/11. Drużynę Szerszeni prowadził Jack, notując triple-double 17 punktów, 11 asyst i 10 zbiórek. Po 13 dodali Kaman i Henry. Hornets jako drużyna trafiali blisko 50% z gry, podczas gdy Warriors rzucali ze skutecznością blisko 44%. Goście z Oakland rzucili jednak 11 trójek więcej, co dało im wygraną 101-92. W San Antonio, przed meczem Spurs-Timberwolves, odbyła się ceremonia zastrzeżenia numeru Bruce’a Bowena, po której numer 12 zawisnął pod dachem hali AT&T Center. Spurs w pierwszej kwarcie pokazali, że chcą uczcić to święto wygraną, rzucając 32 punkty przy 16 gości. Po 10 minutach gry mecz skończył Parker, schodząc z naciągniętym mięśniem udowym. Solidne double-double za to zaliczył Duncan, bo 21/15. Po 16 mieli Leonard, Jackson i Neal, a Green rzucił 14. Najlepiej z pierwszej piątki T-Wolves wyglądał Love z 17/12. W porównaniu do pierwszej piątki, bardzo dobrze grała ławka rezerwowych. Barea rzucił 18 punktów i asystował 11 razy. Tolliver dodał 16, a Ellington 15. Spurs jako drużyna zebrali o 15 piłek więcej i ani razu nie przegrywali w meczu, prowadząc nawet 23 punktami, ostatecznie wygrywając 116-100. 

Knicks grali u siebie z Sixers, którzy od początku spotkania nie mogli się znaleźć w ataku, przez co nie trafiali nic z gry przez parych dobre minut, a w pierwszej kwarcie rzucili ledwie 11 punktów. Później spisywali się już coraz lepiej i w trzeciej kwarcie odrobili straty. Andre Igoudala zanotował 13 oczek, 8 zbiórek i 6 asyst, po tyle samo punktów mieli też Meeks i Williams z ławki. Jrue Holiday zdobył 16 punktów i miał 6 asyst. Prawdziwym liderem drużyny był Elton Brand z double-double 12/12, 5 blokami, 3 asystami i 2 przechwytami. Swoją energią i walecznością prowadził całą drużynę. W ekipie Knicks bardzo dobrze wyglądał Stoudemire z 21 punktami oraz 9 zbiórkami. Jeremy Lin odnotował 18 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty, a Anthony rzucił 10 oraz zebrał 5 piłek. Obie drużyny rzucały na bardzo niskiej skuteczności w granicach 37-38% przez co wynik końcowy wynosił 82-79. Wygrali Knicks, wytrzymując w końcówce napór gości. Wizards grali w New Jersey z Nets. Swój debiut zaliczył Nene i śmiało może go zaliczyć do udanych, bowiem zdobył 22 punkty i 10 zbiórek. Bardzo dobrze grał też Jordan Crawford, który miał 23 punkty. John Wall miał tylko 12 punktów i 8 zbiórek, ale Wizards byli +26, kiedy znajdował się na parkiecie. W trzeciej kwarcie Deron Williams (17 punktów) i Avery Johnson bardzo ekspresywnie wyrażali swoje niezadowolenie z decyzji sędziów, przez co zostali wyrzuceni z boiska. Pozostali na boisku Wallace, Humphries i Morrow starali się trzymać zespół w grze, rzucając po 13 punktów, ale to było za mało. Wizard wygrali 108-89.Cavaliers grali w Atlancie z zespołem Hawks. Goście zaczęli bardzo ostro, wygrywając pierwszą kwartę 36-21, ale w drugiej straty odrobili już straty, wygrywając ją 33-17.  Kyrie Irving prawie że zanotował triple-double, zdobywając 29 punktów, po 9 asyst i zbiórek, ale tracać piłkę aż 7 razy. Solidne double-double zaliczył Jamison, 23/12, Tristan Thompson miał 13 punktów, a Harris 11. Wielki mecz rozgrywał Josh Smith rzucając 32 punkty, zbierając 17 piłek oraz asystując 5 razy. Kiedy Hawks przegrywali 91-88 na parę sekund przed końcem meczu, to ostatni rzut oddał Joe Johnson (22 punkty, 6 zbiórek i 5 asyst), trafiając za 3 i doprowadzając do dogrywki równo z końcową syreną. Ten duet utrzymywał też Hawks w dogrywce, zdobywając wszystkie 12 punktów swojej drużyny. Duet Irving-Thompson też jako jedyni punktowali dla swojej ekipy, ale mieli o 1 punkt mniej. Ostatecznie Hawks 103-102. Hornets podejmowali Warriors, którzy dalej startowali z Robinsonem i Thompsonem, jako obrońcy. Ten pierwszy miał 8 punktów i 10 asyst, a drugi spisywał się bardzo dobrze, rzucając 27 oczek. David Lee dodał do tego double-double 25/11. Drużynę Szerszeni prowadził Jack, notując triple-double 17 punktów, 11 asyst i 10 zbiórek. Po 13 dodali Kaman i Henry. Hornets jako drużyna trafiali blisko 50% z gry, podczas gdy Warriors rzucali ze skutecznością blisko 44%. Goście z Oakland rzucili jednak 11 trójek więcej, co dało im wygraną 101-92. W San Antonio, przed meczem Spurs-Timberwolves, odbyła się ceremonia zastrzeżenia numeru Bruce’a Bowena, po której numer 12 zawisnął pod dachem hali AT&T Center. Spurs w pierwszej kwarcie pokazali, że chcą uczcić to święto wygraną, rzucając 32 punkty przy 16 gości. Po 10 minutach gry mecz skończył Parker, schodząc z naciągniętym mięśniem udowym. Solidne double-double za to zaliczył Duncan, bo 21/15. Po 16 mieli Leonard, Jackson i Neal, a Green rzucił 14. Najlepiej z pierwszej piątki T-Wolves wyglądał Love z 17/12. W porównaniu do pierwszej piątki, bardzo dobrze grała ławka rezerwowych. Barea rzucił 18 punktów i asystował 11 razy. Tolliver dodał 16, a Ellington 15. Spurs jako drużyna zebrali o 15 piłek więcej i ani razu nie przegrywali w meczu, prowadząc nawet 23 punktami, ostatecznie wygrywając 116-100.   

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp