Fisher rozstał się z Rockets
W niedzielę w nocy Derek Fisher potwierdził, że wraz z kierownictwem klubu z Houston doszedł do porozumienia w sprawie wykupienia kontraktu. 37-letni weteran stanie się wolnym agentem, jak tylko dopełni niezbędnych formalności.
Fisher nie wyjawił jeszcze swoich planów odnośnie jego najblższej przyszłości w NBA, więcej do powiedzenia na ten temat miał przedstawiciel koszykarza.
Pragnieniem Dereka jest wywalczyć szósty mistrzowski tytuł - oświadczył Jamie Wior - Chęć wygranej jest siłą, która go zawsze napędzała i nadal będzie nim kierować przy podejmowaniu dalszych decyzji. Dziękujemy władzom Houston Rockets za ich zainteresowanie, poświęcony czas i pełen profesjonalizm. W tym momencie wstrzymujemy się z kolejnymi komentarzami - zakończył Wior.
Rockets byli podobno bardzo zdeterminowani, by zatrzymać Fishera w drużynie i włączyć go do składu. Zachęcali zawodnika, by ten skorzystał z opcji przedłużenia kontraktu na przyszły sezon, co kosztowałoby "Rakiety" 3,4mln. dolarów.
Derek Fisher nie wyjaśnił więc, czy jego decyzja ma jakikolwiek związek z rzadką chorobą jego córki Tatum, zdiagnozowaną w 2007 roku. Fisher był wtedy zawodnikiem Utah Jazz, jednak poprosił o rozwiązanie kontraktu, gdyż chciał grać w miejscu w którym mógłby zagwarantować córce jak najlepszą opiekę. Władze Jazz spełniły jego prośbę i tak "Fish" wrócił do Los Angeles Lakers. Ponad dwa lata temu Fisher przyznał, że terapia przynosi sukcesy - sprawność chorego oka Tatum oceniano już na 50% (w momencie rozpoznania choroby było to 10%), a nowotwór zaczął ustępować.
Co zrobi Derek Fisher, zapewne dowiemy się w najbliższych dniach.