W spotkaniu na szczycie konferencji lepsi Bulls
Przed meczem pomiędzy Chicago Bulls i Miami Heat to zespół z Florydy był faworytem, tym bardziej, że było wielce prawdopodobne, że Bulls zagrają bez swojego lidera MVP poprzedniego sezonu Derricka Rose'a.
Jednak jak to często bywa w sporcie faworyt uległ i mimo wspaniałej gry liderów Heat Jamesa i Wade'a to Bulls schodzili z parkietu jako zwycięzcy.
O losach meczu zadecydowała druga kwarta kiedy to Bulls eksplodowali w ataku i zdeklasowali rywali wygrywając tę część gry 34:19. Na boisku szalał John Lucas III, któy w poprzednim meczu został lekko ośmieszony przez LeBrona Jamesa, któy wykonał wsad przeskakując niskiego zawodnika Bulls. Tym razem Lucas grając z ławki rzucił 24 punkty i był najlepszym strzelcem Chicago.
Po stronie Heat szaleli LeBron James i Dwyane Wade którzy rzucili odpowiedni 35 i 36 punktów. LeBron dołożył do tego 5 zbiórek i 4 asysty a Wade 7 zbiórek i 2 bloki. Jednak to byli jedyni gracze po stronie Heat, ktorzy próbowali walczyć z będącymi w świetnej formie zawodnikami Chicago.
Warto podkreślić że to czwarta kolejna porażka Heat na parkietach przeciwników. Czyżby Heat stawali się drużyną własnego parkietu? W kontekście walki w finale konferencji z Bulls i to z przewagą parkietu tych drugich kibice mogą mieć nadzieję na wspaniały finał konferencji, choć warto przypomnieć, że rok temu podczas serii pomiędzy tymi zespołami Bulls prowadzili 1-0 mieli przewagę parkietu i nie byli w stanie przeciwstawić się Miami, którzy trafili do wielkiego finału NBA.