Poniedziałek 'Na Surowo'
Po dość ciekawej niedzieli, w poniedziałek, na parkietach NBA rozgrywane było 7 spotkań.
Nets kolejny mecz musieli radzić sobie z Bucks bez Derona Williamsa. W pierwszej połowie gospodarze radzili sobie jednak bardzo dobrze, głównie dzięki Humphriesowi, który miał 31 punktów i 18 zbiórek.
Do tego Farmar i Morrow mieli po 17 punktów. Bucks zaczęli jednak nadrabiać w drugiej połowie. Niwelowali straty głównie dzięki Jenningsowi, który miał 34 punkty, 7 zbiórek i 7 asyst. Gooden z kolei miał 23 punkty, zebrał 8 piłek i asystował 7 razy. Rezerwowi Dunleavy i Udrih dorzucili po 15 punktów, co pozwoliło odrobić straty i wygrać 105-99.
Knicks przegrali 5 meczów z rzędu i grali w Chicago z Bulls, więc przerwanie tej serii porażek było bardzo ciężkie. Mecz był jednak bardzo wyrównany, a żadna drużyna nie prowadziła różnicą większą od 9. Solidnie spisywała się pierwsza piątka Knicks, w której Anthony rzucił 21, Stoudemire 20, Lin 15 (8 asyst), Chandler 13 (10 zbiórek) i Fields 12. Ławka w sumie miała ledwie 18 punktów. Rose tradycyjnie prowadził swoją drużynę z 32 punktami, 7 asystami i 6 zbiórkami. Wracający po chorobie Noah miał 12 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst, a Boozer 15 oczek i 7 zbiórek. Bulls miażdżyli na tablicach, zbierając 56 piłek przy 38 Knicks, mając w dodatku 22 zbiórki w ataku. Był to główny powód ich wygranej 104-99. Knicks przegrali 6 mecz z rzędu, a po wygranej Bucks spadli na 9 miejsce na wschodzie, nie premiowane awansem do Playoffs. W Nowym Orleanie spotkały się dwie drużyny zamykające tabele obu konferencji, czyli Hornets i Bobcats. Mecz był w miare wyrównany i toczył się do ostatniej akcji. W drużynie gości najlepszym strzelcem był Henderson, rzucając 15 punktów. Walker dorzucił 14, a Biyombo 12. W ekipie gospodarzy najlepszy strzelec też miał 15 punktów i był to Jack. Po 12 mieli Belinelli, Ariza i Kaman, który miał też 16 zbiórek. Hornets mieli piłkę w ostatniej akcji meczu, kiedy prowadzili 73-71. Ariza, mając przed sobą wolną drogę do kosza, wjechał pod obręcz, próbując zakończyć wsadem. Jednak wyrósł przed nim Biyombo, który blokiem uratował Bobcats mecz, dzięki czemu wygrali 73-71. Spurs podejmowali Wizards w San Antonio. Ostatnie 11 tych spotkań kończyło się wygraną gospodarzy. Pierwszą kwartę wygrali Spurs 32-24 i nie wyglądało na to, żeby ta seria miała zostać przerwana. Parker rozgrywał kolejny świetny mecz, zdobywając 31 punktów i 7 asyst. Tiago Splitter dołożył 17 punktów i 7 zbiórek, Duncan 14 punktów i 9 zbiórek, a Blair double-double 11/12. Wśród Wizards najlepiej spisał się McGee z 21 punktami i 15 asystami. Crawford zdobył 19 punktów, Wall 12, a obaj mieli po 5 asyst. Jako drużyna rzucali jednak tylko ze skutecznością 45% przy 54% Spurs, przez co gospodarze odnieśli zwycięstwo 112-97. Pistons grali z Jazz w Salt Lake City. Al Jefferson rozgrywał bardzo dobry mecz, trafiając 14 z 18 rzutów (trafił także pierwszą w karierze trójkę), zdobywając 33 punkty i 12 zbiórek. Pod koszem wspierał go Millsap z dobule-double 12/10, a do tego Harris miał 19 punktów i 8 asyst. Wśród rezerwowych solidnie grał Milers, zdobywając 15 punktów. Wśród gości najlepiej wyglądał Stuckey, który miał 29 punktów i 7 asyst. Monroe miał 14 punktów i po 5 asyst oraz zbiórek. Mecz rozstrzygnął się w czwartej kwarcie, w której Jazz zdobyli 30 punktów przy 12 Pistons, co dało im zwycięstwo 105-90. Timberwolves musieli sobie radzić w Phoenix, z Suns bez Rubio dla którego ten sezon się już skończył. Od początku było widać, że w tym meczu obrona nie będzie miała większego znaczenia. W każdej kwarcie bowiem któraś z drużyn zdobywała przynajmniej 34 punkty. W drużynie gości najlepiej spisywali się podkoszowi. Love miał 30 punktów, Pekovic 24, a rezerwowy Derrick Williams 19. Ellington i Beasley, wchodząc z ławki mieli po 15 punktów, a zastępujący Rubio, Ridnour, miał 10 oczek i 9 asyst. W Suns kolejny dobry mecz strzelecki miał Dudley, zdobywając 28 punktów. Zaraz po nim był Nash z 25 punktami i 10 asystami. Frye rzucił 18 punktów, Brown 11, a Hill, Lopez i Telfair mieli po 10. Mecz był cały czas zacięty, a na 11 sekund przed końcem meczu, kiedy Suns przegrywali 125-122, Gortat został sfaulowany i mógł przybliżyć swój zespół do remisu, podczas gdy było jeszcze trochę czasu do gry. Chybił jednak oba i ostatecznie Suns przegrali 127-124.