Nikola Peković - czyli 'Pek-citement' wciąż na fali

Dodano: 10 marca 2012 17:56
Nikola Peković - czyli 'Pek-citement' wciąż na fali
Eryk Ochmański, Informacja własna
WikiMedia

Nikola Peković we wczorajszej porażce z Lakers zdobył 25 punktów i zebrał 13 piłek (8/14 z gry). Czarnogórzec dokonał tego przebywając 40 minut na parkiecie.

Jego drużyna przegrała, ale Peković swoją grą w ostatnich dniach poważnie zmierza w kierunku bycia opcją nr 1 w obsadzie pozycji centra teamu z Minnesoty.

W Nowym Jorku mają swoją "Linmanię", a w Minnesocie mają "Pek-citement". Miasto, w którym gra wysoki zawodnik urodzony w byłej Jugosławii, nie sprzyja raczej wielkiemu rozgłosowi, jaki towarzyszyć może karierze zdolnego zawodnika kozłującego piłkę choćby w takim "Big Apple"... Nikola ma jednak wszystko inne, co może ten rozgłos mu zapewnić. Ma wolę walki, ogromną chęć zwyciężania i polepszania swojej gry, ma siłę i odwagę w walce z największymi, ma umiejętności, które w pełni wykorzystuje dążąc do bycia lepszym, ale przede wszystkim ma cały ten zasób argumentów poparty statystykami i ostatnimi bardzo dobrymi wynikami swojego zespołu.

Środkowy Timberwolves urodził się 3 stycznia 1986 roku w Bijelo Polje (Jugosławia). Ten mierzący 211 cm wielkolud z czarnogórskim obywatelstwem pierwsze koszykarskie kroki stawiał oczywiście w Europie, gdzie święcił wiele klubowych sukcesów. Najpierw w barwach KK Partizan (3 razy zdobył mistrza kraju, 2 razy wygrał Ligę Adriatycką, raz puchar Serbii), a następnie w greckim Panathinaikosie (wygrana Euroliga 2008/09). W 2008 roku zgłosił się do draftu i został wybrany z nr 31 przez Timberwolves. Był to dość odległy numer jak na niego, bo wszyscy fachowcy spodziewali się go w pierwszej dzisiątce. Powodem odległej pozycji w wyborach nowych graczy do ligi była jego sytuacja kontraktowa (miał podpisaną umowę z greckim klubem na 3 lata za 4.6 mln euro).

30 czerwca 2010 roku oficjalnie ogłoszono, że Peković podpisał kontrakt z Wolves opiewający na 13 mln dolarów płatny w 3 lata. Pierwszy sezon był dla gracza z Europy dość przeciętny. Grając jako zmiennik Darko Milicića nie dawał drużynie wszystkiego na co było go stać, a jego "stado" na cały sezon zadomowiło się na dole tabeli.

Następny sezon się opóźniał (lokaut), a Peković na ten czas powrócił do KK Partizan. Gdy tylko rozgrywki NBA ruszyły, Nikola był gotowy. Przyjechał w formie i z nastawieniem na twardą walkę, jaką od początku sezonu toczą podopieczni Ricka Adelmana. Nie odpowiadało mu tylko jedno. Znowu musiał być zmiennikiem. Był nim. Jako rezerwowy wchodził do gry wnosząc sporą dawkę energii i dając drużynie solidną dawkę fizyczności. Mało kto dostrzegał w nim wtedy wartego zaufania startera, bo przcież nim nie był.

Szansa przyszła jakby z przymusu. Wobec kontuzjii Milicića, jego rodak stał się graczem pierwszej piątki, a Minnesota od tamtej pory ma pierwszy od paru dobrych lat dodatni bilans spotkań. W ostatnich 19 meczach z Pekovićem w składzie, Timberwolves 11 razy schodzili z parkietu jako zwycięzcy. Nikola w całym sezonie notuje 12.7 punktu i 7.3 zbiórki rzucając ze skutecznością 57.1%, ale statystyki z ostatnich gier ma jeszcze lepsze. W lutym notował średnio double-double w każdym spotkaniu, ustępując w tym względzie tylko najlepszym. W ostatnich 10 meczach środkowy T-Wolves zdobywa średnio 16 punktów, zbiera 8.8 piłki (51.3% z gry) grając przeciętnie 32.5 minuty w każdym z nich. Jednak statystyki to nie wszystko. Były gracz Panathinaikosu w ogromnym stopniu odciąża lidera swojej ekipy (Kevin Love) w wykonywaniu czarnej roboty, a jego doskonałość w tym co robi nie jest widoczna na papierze. To zawsze on musi przepychać siępod koszem z najcięższymi i grającymi brutalnie zadaniowcami drużyn przeciwnych. Patrząc na jego gabaryty nic w tym dziwnego, przecież od tego jest. Tak, tylko Peković zaskoczył wszystkich nie twardą grą ani też fizycznością, tylko swoimi umiejętnościami ofensywnymi.

17 lutego w wygranym meczu z Houston Rockets Czarnogórzec zdobył rekordowe w karierze 30 punktów i do tego zebrał 12 piłek, przebywając na parkiecie prawie 42 minuty. Dwa dni wcześniej gdy Wilki pokonywali Charlotte Bobcats osiągnął 21 punktów i 11 zbiórek (10/17 z gry). Od tamtej pory kibice w Minnesocie, podobnie jak jego fani w ojczyźnie, zwariowali na punkcie swojego człowieka od brudnej roboty. Na trybunach czcili Pekovića na przróżne sposoby, a jego gazety w jego rodzinnych stronach miały nagłówki w stylu: "Balkanski Buldożer osvaja Ameriku". Portale społecznościowo-kulturowe rozpisywały się o wyczynach centra. Sam zawodnik pozostał sobą... Nadal utrzymuje podniecenie wśród kibiców swojej drużyny, którzy wiedzą, że mogą liczyć na swojego zadaniowca. Ich center nie tylko staje się jednym z filarów młodej, obiecującej drużyny, ale jeśli utrzyma swoją formę ma szansę stać się najlepszym środkowym w historii teamu z Minnesoty, gdzie tak naprawdę klasowego centra światowego formatu nigdy nie było. Ten ważący 132 kg kolos ma na to szansę i to wielką. Kibice już go kochają i koledzy z drużyny też - wiedząc, że mogą na niego liczyć jeśli chodzi o walkę o zwycięstwa. Trener podobnie, co z resztą sam przyznał w jednej z wypowiedzi na temat jego gry: "Nie próbuje robić nic, co mogłoby być ponad jego siły. Robi to co potrafi najlepiej i jest agresywny. Ludzie powinni to lubić!".

Jeśli Nikola Peković utrzyma poziom gry, a zdrowie oszczędzi mu psikusów, to za kilka lat wszyscy będą wiedzieć, że "Pek-citement", to nie hasło reklamowe jakiegoś gracza, który na chwilę zabłysnął, a coś co wiąże się z solidnym początkiem kariery wyśmienitego gracza rodem z Europy, który wcale nie potrzbuje grać w wielkomiejskiej matropolii żeby zostać zauważonym. Koniec sezonu zbliża się nieuchronnie, a z końcem sezonu wiąże się przyznawanie nagród najbardziej zasłużonym. Gdy przyznana zostanie ta dla zawodnika, który poczynił największe postępy (NBA Most Improved Player Award), wiadomo będzie czy przyznający takie wyróżnienia sugerują się wielkością miasta, gdzie gra nominowany. Większość ludzi ma to narzucone przez media, jednak wielu już wie, że podczas wyboru najbardziej odpowiedniego gracza nikt takimi sprawami się nie sugeruje, dlatego Nikola Peković jest jednym z niewielu odpowiednich do tej nagrody kandydatem. Poczekamy zobaczymy.

"Pek-citement" > "Linsenity" ?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp