Magic na 'huśtawce' formy
Mecz w Chicago pomiędzy Bulls (33-9) a Orlando Magic (26-15) zapowiadał się bardzo ciekawie, a powodów był conajmniej kilka. Na przeciw siebie stanąć miały teamy nr 1 i nr 3 w konferencji wschodniej.
Derrick Rose vs Dwight Howard (nie tak do końca oczywiście). Najlepiej zbierający gracz przeciwko najlepiej zbierającej drużynie.
Od pierwszych minut gracze Magic bardzo szybko przemieszczali się z obrony do ataku, nie pozwalając obrońcom Bulls na poprawne ustawienie i razili gospodarzy trafieniami dystansowymi. Po nie całych dwóch minutach grybyło 8:0 dla gości, a zawdzięczali to dwóm celnym "trójkom" Jasona Richardsona (18 punktów, 4/6 za 3) i Ryana Andersona (11 punktów, 10 zbiórek, 3/8 za 3), a pierwsze dwa punkty w tym meczu zdobył Jameer Nelson (9 punktów, 7 asyst), który w dalszej części meczu popisał się kilkoma widowiskowymi asystami. Gracze z Florydy wygrali pierwszą kwartę 37:22.
Druga to pokaz przewagi pod koszami Dwighta Howarda (29 punktów, 18 zbiórek, 3 bloki), który do sztni schodził z 19 punktami i 10 zbiórkami na koncie. "Superman" kończył akcje dunkami, a od czasu do czasu oddał piłkę no obwód skąd jego koledzy c z niezłą skutecznością - 42.3% (przy 22.7% skuteczności gospodarzy). Orlando w drugiej części gry nie powiększyło jednak przewagi, a wręcz przeciwnie. Bulls za sprawą twardej defensywy odrabiali straty, a na koniec kwarty Deng (5 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty) i Rose (buzzer-beater) zaserwowali gościom po "trójce" i prowadzenie podopiecznych Stana Van Gundy'ego skruszało do 5 punktów (57:52).Mecz bardzo podobnie wyglądał w trzeciej odsłonie, tyle, że na koniec tej kwarty to Jason Richardson poczęstował graczy Chicago dwoma trójkami i Magic wciąż prowadzili przed ostatnim starciem - 79:71.
Początek czwartj części spotkania to popis strzelecki Carlosa Boozera (26 punktów, 7 zbiórek, 4 przechwyty). "Booz" zdobył 8 punktów z rzędu dla swojej drużyny, a gdy chwilę po jego serialu "trójkę" trafił Lucas, podopieczni Toma Thibodeau przegrywali tylko dwoma punktami 82:84. Bulls objęli nawet krótki prowadzenie, gdy na 2 minuty i 55 sekund do końca gry Carlos Boozer trafił spod samego kosza (91:89). W następnej akcji DH12 pokazał wszystkim jak należy kończyć alley oop pass i znowu był remis. Mecz w tym momenciem był meczem niesamowitej walki, przez kilka ostatnich minut spotkania gra był bardzo fizyczna i dało się wyczuć nerwową atmosferę. Na minutę i 27 sekund przed końcem Magic znów trafili z dystansu, a dokładnie Ryan Anderson, co dało gościom trzypunktowe prowadzenie, które do końca dowieźli rzucając bardzo skutecznie z lini rzutów wolnych. Mecz zakończył się zwycięstwem Orlando, którzy ostatecznie pokonali drużynę z obecnie najlepszym bilansem w lidze - 99:94.
Wygraną goście zawdzięczają niezłej dyspozycji w rzutach z dystansu (zdobyli 33 punkty zza łuku przy 15 punktach gospodarzy). Bulls, którzy prowadzą w lidze w ilości zbiórek w każdym meczu, tym razem przegrali walkę na tablicach (40:49, Howard-18) i to również miało spory wpływ na końcowy sukces gości, a na dodatek Howard wygrał też pojedynek punktowy z Rose'm (17 punktów, 4 zbiórki, 9 asyst).
Przypomnienie - Orlando Magic w poprzednim meczu przegrali z najsłabszą drużyną obecnych rozgrywek Charlotte Bobcats - 84:100