Pierwszy buzzer-beater 'Masked Mamby'

Dodano: 7 marca 2012 10:10
Pierwszy buzzer-beater 'Masked Mamby'
Eryk Ochmański, Informacja własna
Obraz własny

Po głośnej wygranej z Miami Heat, drużynę z Los Angeles (23-15) czekał mecz w Detroit z miejscowymi Pistons (13-26).

Kibice z Miasta Aniołów podchodzili do tego spotkania z entuzjazmem i sporymi nadziejami, bo Lakers wyglądali naprawdę nieźle w poprzednim spotkaniu, kiedy podejmowali liderów Wschodu.

Tym razem mieli zmierzyć się z teamem, który wygrał dopiero 12 spotkań w tym sezonie, ale Jeziorowcy na wyjeździe to zupełnie inna drużyna niż przed własną widownią.

W pierwszej odsłonie LAL zaczeli od niezłej obrony i mimo słabszej postawy Kobe Bryanta (1/6 z gry), podopieczni Mike'a Browna wygrali pierwszą kwartę różnicą 8 punktów (24:17). "Masked Mamba" (22 punkty, 5 zbiórek, 7 asyst) rozpoczął mecz w nowej, czarnej masce (zaprojektowanej przez tego samego człowieka co maski Richarda Hamiltona), ale po słabym początku Kobe zamienił ją z powrotem na przezroczystą gdyż twierdził, że przeszkadza mu ona w oddawaniu rzutów.

Lakers utrzymali swoje prowadzenie do połowy czwartej kwarty, kiedy to rozszalał się Rodney Stuckey (34 punkty). Rozgrywający Pistons nie widząc dla siebie przeciwnika, robił co chciał. Rzucał z dystansu, wchodził pod kosz, a na koniec wziął na siebie całą odpowiedzialność i kilkoma świetnymi akcjami wyprowadził Tłoki na prowadzenie 78:76, gdy do końca meczu pozostawało9.5 sekundy. Piłkę mieli Lakers (wszystko jasne).Kobe, który wcześniej miał problemy ze skutecznością (8/26 w całym meczu) podjął wyzwanie. W swoim stylu poszedł na prawą stronę i trafił z okolicy szóstego metra nad wyciągniętym jak struna Tayshaun'em Prince'm (10 punktów, 2 zbiórki, 4 asysty). Tym samym doprowadził do dogrywki. Jest to kolejny buzzer-beater w karierze Kobe Bryanta, ale pierwszy odkąd gra on jako "Masked Mamba".

W dogrywce to gospodarze przejęli inicjatywę, Stuckey zdobył w dodatkowym czasie gry 6 ze swoich 34 punktów. Wspomagany przez niesamowitego fightera jakim jest Jason Maxiell (10 punktów, 10 zbiórek), point guard ekipy z "Mo-Town" zapewnił wygraną swojej drużynie. Była to dopiero 13 wygrana w sezonie podopiecznych Lawrence'a Franka, którzy zaczęli obecny sezon od bilansu 4-20. Od tamtej pory jednak grają coraz lepiej, a z ostatnich 15 spotkań wygrali 9.

Jeziorowcy w końcówce mieli jeszcze szanse wyrównać, ale heroiczne próby Bryanta (0/3 za 3 w dogrywce) i Metty World Peace'a okazały się nieskuteczne. Team z LA ma fatalny bilans spotkań wyjazdowych (6-13) i dziś po raz kolejny przegrali na obcym parkiecie. Doskonały mecz Andrew Bynuma (30 punktów, 14 zbiórek, 2 asysty, 3 bloki) i Pau Gasola (20 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst, 4 bloki) oraz rzut w ostatniej sekundzie Kobe'go nie dały Lakers zwycięstwa być może dlatego, że po raz kolejny zawiedli zadaniowcy, a Derek Fisher (2 punkty, 1 asysta w 32 minuty) i Steve Blake (0 punktów, 4 asysty w 21 minut) nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie Rodney'a Stuckey'a (13/20 z gry).

W ekipie z Detroit niezłe spotkanie z ławki zaliczył Ben Gordon. Zdobył 15 punktów (5 zbiórek, 5 asyst), a gdy przebywał na parkiecie jego drużyna była na +24.

Warto wiedzieć - Metta World Peace spudłował wszystkie próby za trzy punkty (0/5) i obniżył swoją skuteczność w sezonie do zaledwie 24.1%.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp