Z-rzut osobisty - Przebić Jordana: Mission Impossible?

Dodano: 6 marca 2012 11:22
Z-rzut osobisty - Przebić Jordana: Mission Impossible?
Mateusz Warzycha, Informacja własna
Obraz własny

Kobe Bryant powiedział niedawno, że nie spotkał w swojej karierze równorzędnego przeciwnika. Takiego, z którym mógłby toczyć wojny na zdobyte tytuły i jeden na jednego w każdym pojedynczym spotkaniu.

"Czarna Mamba” rywalizuje więc korespondencyjnie, z najlepszymi w historii. Ale Michaela Jordana nie przeskoczy. Ani Bryant, ani LeBron James, ani nikt inny.

I to nie dlatego, że nikt nie osiągnie więcej. 6 pierścieni, 6 razy MVP Finałów, pięciokrotnie najbardziej wartościowy w sezonie regularnym, 10 tytułów króla strzelców, najwyższe średnie punktowe wszech czasów – 30,1 w rozgrywkach zasadniczych i 33,4 w playoffach. Długo by jeszcze wymieniać. To jednak tylko matematyka, cyferki – a przecież zbiór liczb jest nieskończony. Pobicie MJ-a w ilości sukcesów jest więc w teorii jak najbardziej wykonalne (choć biorąc poprawkę na realia NBA, dość mało prawdopodobne).

Wielkość Jordana polega również na tym, że to właśnie on pokazał wspaniałość NBA całemu światu. Kiedy gwiazda „Latającego Byka” świeciła coraz jaśniej, blask innych wielkich (Magic Johnson, Larry Bird dla przykładu) powoli gasnął. Kiedy Dream Team ukazał pełną potęgę amerykańskiej koszykówki zawodowej i zachwycił wszystkich bez wyjątku, na szczycie ligi był właśnie Jordan. „Jego Powietrzna Wysokość” wrył się w świadomość na całym ziemskim globie. Podbił Europę dla NBA. Wielbi go Azja. Docenia go Afryka. Zna go Australia. Wie o nim Ameryka Południowa. Pewnie nawet białe niedźwiedzie na mroźnym i odludnym biegunie północnym rozpoznałyby pewnego czarnego faceta z wywalonym językiem i charakterystycznym wąsikiem, wyczyniającego prawdziwe cuda małą pomarańczową.

Michael Jordan dla wielu pozostanie najlepszym koszykarzem w historii już na zawsze. Bo był genialny. Racja. Bo dla wielu był pierwszym Wspaniałym, którego ujrzeli na własne oczy. A jak to mówią w marketingu – lepiej być pierwszym niż lepszym.

Dlatego jeśli ktoś chce odebrać Jordanowi miano najlepszego... nie może chcieć zostać drugim Jordanem. Musi dokonać prawdziwej rewolucji w koszykówce, swoimi wyczynami zaszokować umysły milionów fanów. Wynieść tę grę na kolejny, wyższy poziom popularności. Stać się bardziej rozpoznawalnym niż teraz są Lionel Messi czy Cristiano Ronaldo. Seryjne kolekcjonowanie pierścieni byłoby tylko jednym z wielu koniecznych kroków do tego celu. I to niekoniecznie najważniejszym. Ktoś dostrzega jakiś śmiałków na horyzoncie?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp