Z-rzut osobisty - 3 kroki do reanimacji SDC
Konkurs wsadów NBA z roku na rok zawodzi coraz większą liczbę fanów. Nie pomagają wymyślne gadżety, użycie kilku piłek, jedno- i dwu-ślady jako przeszkody, przebieranki i inne zagrywki. A jakoś nie ma emocji. I nawet donośny śpiew chóru nie wywołuje tego przyjemnego dreszczyku na plecach.
Co może przywrócić Slam Dunk Contest do świata żywych?
Wielkie nazwiskaJeremy Evans, Chase Budinger, Derrick Williams i Paul George – ci panowie mieli tworzyć show ostatniego konkursu wsadów? Że niby KTO? Tych gości mogą znać najwyżej zagorzali fani NBA. Największe i najbardziej rozpoznawalne gwiazdy, osobowości, twarze najlepszej ligi świata siedzą sobie na trybunach, podjadają, plotkują, wyglądają, pozują do zdjęć – słowem robią wszystko. Wszystko oprócz zapewniania koszykarskich emocji. Do rywalizacji w SDC trzeba zaprząc takich graczy jak LeBron James, Dwyane Wade, Carmelo Anthony, Kevin Durant, Russel Westbrook, Derrick Rose... Takich, którzy stają ze sobą w szranki również o mistrzostwo, o tytuł MVP sezonu regularnego. Cechą wyróżniającą najlepszych jest niepohamowana chęć wygranej. Przecież „Król” nie potraktuje poważnie rywalizacji z jakimś Budingerem. Za to świadomość, że może być lepszy od kąśliwej „Durantuli” powinna go zmobilizować. Chcemy poważnej potyczki gigantów, a nie zabawy dla każdego, kto ma sprężyny w nogach.
Profesjonalne ocenyW telewizji coraz więcej zależy od odbiorców. Możliwość decydowania o losie innych jest strasznie pociągająca, a że „nasz klient nasz pan” - mnożą się programy typu „Taniec z Gwiazdami”, „X-factor”, „Mam Talent”. No i doszło do tego, że najlepszego dunkera w NBA również wybiera publiczność. Stawiam w ciemno, że jeśli w poprzednim konkursie wsadów wystartowałby Jeremy Lin, wygrałby z ogromną przewagą, nawet jak zaprezentowałby coś w rodzaju wsadu oburącz wybijając się spod samego kosza - „Baby Dunk”. Sędziowie też mają czasem „dziwne odpały” (vide Blake Griffin a DeMar DeRozan w I rundzie SDC 2011), ale! Na miejscach dla jury, zamiast byłych zawodników-gwiazd telewizji mogliby zasiąść ci, którzy na wsadach zjadają zęby. Choćby tacy ludzie, jak Kadour Ziani – widzieliście już jego wyczyny na YT, prawda? I wcale nie trzeba by rezygnować z głosowania dla widzów. Obok tytułu zwycięzcy Slam Dunk Contest, można przyznawać „nagrodę publiczności”. Można?
Kosmiczne ewolucjeWsad z linii rzutów wolnych, wsad z przełożeniem piłki między nogami, wsad z podaniem piłki o tablicę (lub o jej kant), wsad z 360 stopniami obrotu w powietrzu... Czy to oznacza, że wszystko już było? Niekoniecznie. W NBA grają bodaj najlepsi atleci świata. Wysocy, skoczni, silni, gibcy. Wydaje się, że mogą pokazać coś więcej. Mogą stworzyć prawdziwy koszykarski balet nad obręczami, przekraczać kolejne granice. Wystarczy choćby tylko połączyć i pomnożyć znane i lubiane sztuczki. 720 albo i 1080 Dunk, zrobienie piłką „ósemki” pod nogami w powietrzu. I zrobić to wszystko z zasłoniętymi oczami, łapiąc pomarańczową rzuconą od tyłu tablicy. Wierzę, że to jest możliwe, tylko któraś z wielkich gwiazd musiałaby chcieć tego dokonać i ćwiczyć. Nowe pomysły też mogą się pojawiać, warto poszukać inspiracji, choćby w innych sportach – nawet gimnastyce artystycznej. Tomahawk Dunk poprzedzony przetoczeniem piłki za plecami, po rękach – z prawej dłoni do lewej, po wyciągniętych ramionach – ech, marzenia...
Co jeszcze mogłoby uatrakcyjnić konkurs wsadów NBA?