Andrew Bynum nie poszaleje w Orlando
Zawodnik Los Angeles Lakers zapowiedział, że nie chce grać długo w Meczu Gwiazd. Wybrany do pierwszej piątki Zachodu center obawia się o zdrowie swoich kolan.
Bynum ma dopiero 24 lata, a doznawał już poważnych urazów obu kolan, które wymagały interwencji chirurga. Teraz również nie wszystko jest w porządku.
Bynum na każdy mecz zakłada imponujących rozmiarów stabilizator na prawe kolano, miał go również na piątkowym spotkaniu z mediami, dzień po przegranej Lakers z Thunder.
"Dostaję zastrzyki w kolano, dla zmniejszenia bólu. Prawdopodobnie nie pogram za wiele" - powiedział Bynum - "Moim wcześniejszym kontuzjom nie mogłem zapobiec. Raz to ja stanąłem na nodze kolegi z zespołu, innym razem to ktoś z drużyny wpadł z impetem na moją nogę. Niewiele brakowało, a właśnie coś takiego stałoby mi się w ostatnim meczu. Dlatego noszę stabilizator" - uzasadniał środkowy Lakers.
Bynum na zawodowych parkietach jest obecny już 7 rok, a tylko w swoim drugim sezonie w NBA wystąpił we wszystkich 82 meczach rozgrywek regularnych, grając w nich po 22 minuty. Kiedy zdobywał 2 tytuły mistrzowskie z Lakers (2009 i 2010), opuścił łącznie 49 spotkań.
Trwający sezon może być przełomowy dla potężnie zbudowanego środkowego. Zagrał w 30 z 34 meczów, przebywa na parkiecie średnio prawie 35 minut. Jego średnie to 16,3 punktów, 12,8 zbiórek i 2 bloki na mecz.
Bynum jest często porównywany z Dwightem Howardem. Łączy ich wiele, obaj imponują warunkami fizycznymi, dominują pod koszami. Lakers próbowali pozyskać Howarda oferując Magic Bynuma (i Pau Gasola). O fiasku wymiany być może zadecydowała jedna, zasadnicza różnica między tymi centrami. Howard to okaz zdrowia, prawdziwy "Superman" w porównaniu z dość "kruchym" Bynumem.
Kiedy obaj są zdrowi, ich pojedynki zawsze zapowiadają się ekscytująco. Niestety wygląda na to, że w All-Star Game nie obejrzymy "Starcia Tytanów" z prawdziwego zdarzenia.