Jeremy Lin 'zaczarował' Dallas
W niedzielę Jeremy Lin i jego Knicks (16-16) podejmowali we własnej hali obecnych mistrzów , czyli Dallas Mavericks (20-12).
Mecz zapowiadał się emocjonująco i nie tylko ze względu na "szaleństwa" Lina... Wielu kibiców czekało również z niecierpliwością na debiut J.R. Smitha.
Pierwsza kwarta przebiegała delikatnie pod dyktando gospodarzy, ale ich przewaga nie była zbyt wielka i mecz był wyrównany do stanu 80:78 dla Dallas. W tym to właśnie momencie Knicks postanowili odskoczyć i zaliczyli run 12:1 (trafili 4 razy za 3 punkty) na swoją korzyść. Tym samym objęli prowadzenie różnicą 9 punktów - 90:81, a spory udział w budowaniu tej przewagi miał Steve Novak (14 punktów, 3 zbiórki), który trafił 3 razy za 3 punkty, a Jeremy Lin dołożył trafienie nr 4 i podopieczni Mike'a D'Antoniego objęli prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu.
Do wygranej Knicks przyczynił się również debiutujący w składzie J. R. Smith, który zdobył 15 punktów z ławki, ale to Jeremy Lin (28 punktów, 4 zbiórki, 14 asyst - rekord kariery) sprawił, że drużyna z Big Apple wygrała z aktualnymi mistrzami 104:97. Knicks zagrali świetny mecz, a Lin po raz kolejny udowodnił, że ma wielkie serce do gry!
W ekipie z Dallas doskonałe zawody rozegrał Dirk Nowitzki - zdobywca 34 punktów (5 zbiórek, 3 asysty), a dzielnie wspierali go Shawn Marion (14 punktów, 7 zbiórek, 2 asysty) i Jason Terry (13 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst). Porażka w Nowym Yorku przerwała serię sześciu meczów bez porażki teamu z Dallas.
Warto wiedzieć - w przerwie tego meczu kibic trafił z połowy boiska i wygrał samochód marki Kia.