Turów rozbił Asseco w ćwierćfinale Pucharu Polski
Powrót mistrza Polski na krajowe parkiety pokazał, że Asseco Prokom Gdynia może mieć duże problemy z obroną tytułu. PGE Turów Zgorzelec zrewanżował się za porażkę w poprzednich finałach PLK, wygrywając we własnej hali 85:70.
Forma obu zespołów przed meczem stanowiła pewną zagadkę. Zgorzelczanie wygrali 2 z 3 ostatnich spotkań I fazy Tauron Basket Ligi, jednak podopieczni Jacka Winnickiego pokonali drużyny z dolnej części tabeli – AZS Politechnikę Warszawską i Polpharmę Stargard Gdański. Z kolei zwolnieni z gry w I fazie PLK Gdynianie nie zachwycali w Europie. W Eurolidze wygrali tylko 1 spotkanie, w lidze VTB mają bilans 5-8. Zajmują 7 miejsce w 9-zespołowej grupie i mają niewielkie szanse na awans.
Wobec takich wyników sukcesy na polskich boiskach powinny być priorytetem Asseco. Jednak Tomas Pacesas nawet nie pojawił się w Zgorzelcu, jego miejsce na ławce trenerskiej zajął Andrzej Adamek. Na dodatek czołowi koszykarze Gdynian, Jerel Blassingame i Donatas Motiejunas dostali wolne. Prosiliśmy zarówno ligę jak i Turów o przełożenie meczu na czwartek. Kiedy jednak nie zgodzili się oni na to, postanowiliśmy dać odpocząć naszym liderom. Nie możemy narażać ich na zbytnie obciążenie fizyczne, przed najważniejszymi meczami sezonu – powiedział przed meczem na łamach Gazety Wyborczej Pacesas. Okazało się, że nie była to najlepsza możliwa decyzja.
Na początku meczu obie drużyny grały nerwowo. Nie brakowało pochopnych decyzji rzutowych. Pierwsi swoją grę uspokoili goście, zdominowali grę na obu tablicach i wygrali pierwszą kwartę 21:17. W drugiej odsłonie koszykarze Turowa zaczęli częściej trafiać z dystansu, w czym brylował Dawid Kickert (4/5 za 3 w I poł.). Gdynianie momentami całkowicie się gubili, popełniali straty, błędy 24 sekund i oddawali coraz więcej rzutów pod presją czasu i obrońców. Do szatni oba zespoły udały się przy wyniku 42:38 dla gospodarzy.
W trzeciej kwarcie Turów Zgorzelec zaczął budować pokaźną przewagę. Kickert i David Jackson regularnie punktowali po kolejnych błędach i stratach koszykarzy Asseco. Po 30 minutach gospodarze mieli już 13 punktów więcej. W czwartej kwarcie kontrolowali przebieg meczu i powoli, ale konsekwentnie powiększali prowadzenie. Odparli Gdynian spod własnego kosza, zaczęli więcej zbierać w obronie i cierpliwie konstruować skuteczne ataki. W całym meczu trafili 10 z 19 prób z dystansu (53%).
Gdynianie również zapisali na swoim koncie 10 rzutów za 3, jednak byli zdecydowanie mniej skuteczni – 10/27, 37%. Zdenerwowani mistrzowie Polski decydowali się na coraz bardziej desperackie, nieprzygotowane próby – rzuty z daleka stanowiły równo 50% ich ofensywy. Zamiast skutecznej pogoni w ich wykonaniu obserwowaliśmy kolejne, coraz bardziej kuriozalne straty, zamieniane przez gospodarzy na zabójcze kontry.
W zwycięskiej drużynie najlepiej zaprezentował się Daniel Kickert – zdobywca 21 punktów, autor 5 celnych trójek. David Jackson dorzucił 13, a Aaron Cel 12 oczek. Michał Chyliński i Konrad Wysocki zaliczyli po 9 punktów. Największy wkład w dorobek mistrzów Polski mieli Przemysław Zamojski (18pkt.), Adam Hrycaniuk (12pkt.) oraz Fiodor Dmitriew (12pkt.).
PGE Turów Zgorzelec dzięki zwycięstwu nad Asseco Prokomem Gdynia awansował do Final Four Pucharu Polski. W półfinale zmierzy się z Treflem Sopot, który pokonał Energę Czarnych Słupsk 86:70. W drugiej parze gospodarz, Zastal Zielona Góra będzie rywalizować ze Śląskiem Wrocław, który po dogrywce wygrał z Anwilem Włocławek 83:80. Oba półfinały Intermarché Basket Cup odbędą się już w tę sobotę, 18 lutego.