Wtorek 'na surowo'

Dodano: 15 lutego 2012 14:10
Wtorek 'na surowo'
Tomasz Surowiecki, Informacja własna
Obraz własny

Wtorkowej nocy czekało na nas 9 meczów, a od razu na wejście grała sensacja ostatnich dni.

Raptors podejmowali u siebie Knicks, przez co Kanada też mogła poczuć trochę Lin-manii. Po śmierci brata wracał do gry Stoudemire i mogliśmy czekać na rozwiązanie dwóch ważnych pytań: czy to ukróci poczynania Lina oraz czy ta dwójka będzie ze sobą dobrze współpracować.

Można było zobaczyć parę dobrych akcji między nimi pomimo trudnego początku. STAT zaliczył 21 punktów i 9 zbiórek. Lin natomiast po pięciu stratach z pierwszej połowy zdobył 27 punktów, a asystował 11 razy. W ostatniej akcji, gdy obie drużyny miały po 87 punktów, Azjata trafił za 3 na wprost kosza, na pół sekundy przed końcem meczu, nad Calderonem, który zagrał kolejny bardzo dobry mecz z 25 punktami i 9 asystami. Linsanity. Ta piękna historia trwa nadal, a Knicks pod wodzą swojego odkrycia wygrali szósty mecz z rzędu. Czekać tylko jak to będzie wyglądać po powrocie Melo.

Heat grali swój trzeci mecz z back-to-back-to-back z Pacers, którzy zaczynali taką serię trzech meczów dzień po dniu. Gospodarze z Indianapolis nie dość, że dali się zabiegać wyglądającym świeżo gościom, to po 11 minutach stracili Grangera z kontuzją kostki. Pacers jako drużyna bardzo słabo grająca w ataku kompletnie nie radziła sobie z taką obroną jaką prezentują Heat, którzy w przeciągu meczu prowadzili nawet 35 punktami. James zdobył 23 punkty, zebrał 9 piłek i asystował 7 razy. Wade zdobyl 16, Bosh 13, a świetnie grał Cole, który zastępując Chalmersa (kontuzja dłoni po 17 minutach) zdobył 20 punktów trafiając 8 z 12 rzutów. Ostatecznie 105-90 dla Heat.

Kolejny mecz Spurs na wschodzie, tym razem w Detroit z Pistons. Gorący ostatnio gospodarze, którzy wygrali 4 z ostatnich 5 meczów stawiali duży opór w meczu, który rozstrzygnął dopiero Parker w ostatniej minucie. Francuz zagrał nieco słabiej w porównaniu ostatnich występów, bo zaliczył 14 punktów i 7 asyst. Duncan kolejne double-double 18/13, a Jefferson i Splitter mieli po 13. Ginobili grał 24 minuty i będąc 0/4 z gry miał 1 punkt. Zdobył jednak 7 asyst, a Spurs w czasie jego gry byli +17, najwyższy współczynnik +/- w całym meczu. Wśród Pistons bardzo dobrze zagrał Stuckey z 23 punktami, Prince z 18 i Knight 16. To za mało na weteranów z San Antonio, którzy wygrali 8 mecz z rzędu 99-95.

Bulls podejmowali u siebie Kings. Po raz kolejny Byki nie mogły liczyć na Rose’a i Hamiltona, ale zajął się tym All-Star Deng. Ten zaliczył 23 punkty i rekordowe w karierze 11 asyst. Obok niego także double-double zaliczył Noah z 22 punktami i 11 zbiórkami. 16 oczek dołożył Boozer, 18 Korver, a Gibson 15. Kings z kolei mieli bardzo dobrze grające trio: Cousins do 28 punktów zebrał 17 piłek, Evans miał 27 punktów oraz po 8 asyst i zbiórek, Thorton rzucił 27. Dzięki ich postawie Kings liczyli się do końca w meczu, a także rzucili 115 punktów, co jest nie lada wyczynem przy obronie Bulls. Gospodarze jednak rzucili aż 121 oczek i wygrali mecz.

Grizzlies grali u siebie z Rockets. Obie drużyny oscylują w granicach 8 miejsca na zachodzie i teraz takie mecze będą coraz ważniejsze jeżeli chce się myśleć o Playoffs. Obrona Niedźwiadków działała tak jak chciał tego trener Hollins, bo pozwolili rywalom na tylko 38,5% z gry. Lowry zdobył 24 punkty, Lee 13, a Dragic 11. Wśród gospodarzy najwięcej zdobył Conley, bo 21, zaraz po nim był Gay z 20, a następnie Gasol 18. Po 10 dołożyli jeszcze Mayo i Allen, a cała drużyna rzucała ze skutecznością 48% z gry. Taka różnica wystarczyła wygrać Grizzlies 93-83.

Jazz grali w Oklahomie z Thunder, a tam mecze nigdy nie są łatwe. Im bliżej do końca tym bardziej przekonywali się o tym goście. Grzmoty prowadzili nawet 27 punktami, podczas gdy goście nie mieli prowadzenia ani raz w ciągu meczu. Gospodarze atakowali cały czas obręcz, rzucając 60 punktów z pomalowanego, a w całym meczu na skuteczności 54,5%. Harden zdobył 22, Durant 21, a Westbrook i Ibaka mieli po 16. Ciekawostką w meczu był bardzo efektownie, ale i efektywnie podający Perkins, który miał 6 asyst. Wśród Jazz najwięcej zdobył Jefferson, który miał 15 punktów, Favors skończył z 13, a Millsap, Bell i Burks mieli po 10. 111-85 dla Thunder.

Nuggets przegrali u siebie 5 ostatnich meczów. Podejmowali Suns, którzy grając drugi mecz dzień po dniu, nie mogli liczyć na Nasha i Hilla odsuniętych od meczu decyzją trenera. Bardzo dobrze grał jednak Redd, który zdobył 20 punktów, Gortat i Price mieli po 10, a nasz rodak zebrał w dodatku 14 piłek. Rookie Morris dołożył z ławki 21. Nuggets nie mogli dalej liczyć na Gallinariego, ale pod jego nieobecność 6 kolegów miało ponad 10 punktów. Najwięcej Afflalo z 20, potem Lawson 17, Andersen 16, Faried 13, Harrington 12 i Fernandez 11. Ostatecznie to w końcu wygrali Nuggets 109-92.

Blazers po ostatniej porażce po dwóch dogrywkach w Dallas podejmowali u siebie Wizards. Zaczęło się tragicznie dla gospodarzy, bo już po 2 minutach Aldridge skręcił kostkę, co uniemożliwiało mu dalszą grę. Obrońcy Wizards wyczuli szansę wygranej i zagrali bardzo dobre zawody. Nick Young zdobył 35 punktów przy 17 rzutach, a Wall miał 29 punktów i 9 asyst. Z ławki Jordan Crawford dołożył 21, a McGee skończył z double-double 18/11. Gospodarze ze stolicy prowadzili już kilkunastoma punktami, ale pod koniec trzeciej kwarty Batum próbował ratować swoją drużynę. Zdobył on w całym meczu 33 punkty, a obok niego Wallace miał 25, a wycofany do roli rezerwowego Matthews rzucił 15. Camby zaliczył 13 oczek i 12 zbiórek, ale to Wizards byli tego wieczoru lepsi i wygrali 124-109.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp