Ostatnie uderzenia Big Bena
Ben Wallace zapowiedział, że po tym sezonie zakończy swoją przygodę z zawodową koszykówką. Chce poświęcić więcej czasu swojej rodzinie.
37-letni center Detroit Pistons na parkietach NBA występuje już 16 rok.
"Big Ben” ma na swoim koncie 1054 mecze w NBA, z czego 911 rozpoczynał w wyjściowej piątce. Razem z Averym Johnsonem dzierży rekord ligi w ilości gier rozegranych przez koszykarza, który nie został wybrany w drafcie od czasu połączenia NBA z ABA. Już dziś w nocy Wallace może zostać samodzielnym liderem w tej kategorii, jeśli pojawi się na parkiecie w meczu przeciwko San Antonio Spurs.
Ben Wallace do najlepszej ligi świata przyszedł w 1996 roku, podpisując kontrakt z Washington Bullets, po zakończeniu nauki w Virginia Union. W stolicy USA spędził trzy sezony, następnie występował przez rok w barwach Orlando Magic. Wreszcie w 2000 roku trafił do Detroit Pistons.
Grając 6 sezonów w Motown, Wallace stał się legendą „Tłoków”. Był prawdziwym tytanem obrony, w swoich najlepszych latach bezapelacyjnie rządził i dzielił tablicami. Zbierał mnóstwo piłek po niecelnych rzutach i rozdawał seryjnie soczyste czapy przeciwnikom, mimo dość niskiego jak na środkowego wzrostu – 206cm. Jednak dzięki świetnej muskulaturze (oraz imponującemu afro), „Big Ben” swoją posturą i tak robił wrażenie na rywalach. W sezonie 2003/04 był ważną postacią w mistrzowskim składzie Detroit Pistons, do spółki z Rasheedem Wallace'em skutecznie powstrzymując w Finałach Shaquilla O'Neala z Los Angeles Lakers.
Wallace cztery razy odbierał nagrodę dla Najlepszego Obrońcy Roku – w 2002, 2003, 2005 i 2006 roku. Za pierwszym razem dołożył do tego tytuły najlepiej blokującego (3,5blk. na mecz) i zbierającego (średnia 13,0) NBA. Rok później Wallace również był najlepszym czyścicielem tablic, notując 15,4 zb. co mecz. W latach 2003-06 występował w Meczu Gwiazd, dwukrotnie jako starter.
W 2006 roku Wallace przeniósł się do Chicago. Bulls zaoferowali mu wyższy kontrakt niż szefowie Pistons. W „Wietrznym Mieście” Wallace miał zarobić 60 milionów dolarów w 4 lata, Detroit proponowali 48mln przy takiej samej długości umowy. Od tego momentu forma „Big Bena” zaczęła powoli, ale konsekwentnie spadać. Jego statystyki nie były już tak znaczące. W drugim roku w koszulce „Byków” w 50 spotkaniach Wallace notował już 8,8zb. i 1,6blk. na mecz. W trakcie rozgrywek 2007/08 roku Bulls zdecydowali się oddać starzejącego się centra do Cleveland Cavaliers. Szeregi „Kawalerzystów” w trójstronnej wymianie zasilili również Delonte West, Joe Smith i Wally Szczerbiak. Mieli pomóc LeBronowi Jamesowi w doprowadzeniu Cleveland do mistrzowskiego tytułu. Nie udało im się. Na ich drodze stanęła „Wielka Trójka” z Bostonu, rok później Cavaliers polegli w Finałach Konferencji z Orlando Magic.
W 2009 roku Wallace ponownie przywdział barwy „Tłoków” z Detroit. Aktualnie jest zmiennikiem i mentorem Grega Monroe, obiecującego i utalentowanego środkowego z Georgetown. Z tej samej uczelni do NBA przychodzili m.in. Patrick Ewing i Alonzo Mourning. Dwie legendy, ich numery zostały zastrzeżone, odpowiednio przez New York Knicks i Miami Heat. A czy Ben Wallace zasługuje na to, żeby koszulka z jego nazwiskiem i numerem 3, z którym występował u szczytu formy, zawisła pod dachem The Palace of Auburn Hills?