Derby Florydy dla Magic

Dodano: 9 lutego 2012 08:53
Derby Florydy dla Magic
Tomasz Surowiecki, Informacja własna
WikiMedia

W derbach Florydy Magic podejmowali u siebie Heat. Goście z Miami liczyli na czwartą z rzędu wygraną, ale musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Chalmersa, którego zastępował w pierwszej piątce Cole.

Gospodarze mieli nadzieję na uniknięcie drugiej porażki z rzędu, po tej z Clippers. Kibice zgromadzeni w Amway Arena mogli na to liczyć biorąc pod uwagę grę swojego zespołu w ostatnim meczu.

Gospodarze od razu zaczęli z wysokiego biegu i po niecałych 3 minutach gry trener Spoelstra musiał wziąć czas, jego drużyna przegrywała 7-0. Pomogło. Po powrocie na parkiet Heat zdobyli 6 punktów z rzędu. LeBron, w swoim stylu, bardzo mocno atakował obręcz, a nieradzący sobie z nim Turkoglu musiał usiąść po 5 minutach z 2 faulami na ławce. Magic jednak grali swoje, a większość chybionych rzutów swoich kolegów, Howard zbierał w ataku i zamieniał na łatwe punkty spod kosza. Dało to run 12-4 do wyniku 20-11. Tak było do końca kwarty, na koniec której center Magic miał już double-double 11/10. Na tablicy widniał wynik 26-18.

Od początku drugiej odsłony, gospodarze grali bez swojego All-Stara, ale dzięki świetnemu ruchowi piłki i skuteczności za trzy osiągnęli prowadzenie sięgające nawet 17 punktów. Heat jednak konsekwentnie biegali swoje kontry po przechwytach i długich zbiórkach, odrabiając stratę. Wade i James dzięki temu mieli po pierwszej połowie 37 punktów, tyle co para Howard i Anderson. Magic miażdżyli na deskach, wygrywając je 31-21, ale i tak w trakcie przerwy widniał wynik 53-50 dla Magic.

W trzeciej kwarcie mecz był raczej wyrównany, ale z lekką przewagą gospodarzy dzięki prezencji Howarda i jego bardzo dobrej grze w post-up. Pod koniec kwarty przycisnęli jednak mocniej, szczególnie runem 17-2. W ten sposób wygrali tą odsłonę 24-11, co dało im prowadzenie 16 punktami.

Ostatnie 12 minut zaczęli równie gorąco, co koniec poprzedniej kwarty. Howard zdobył parę punktów w post-up, a równie dobrze pomagali mu koledzy na dystansie. Magic po 3 minutach prowadzili już 19 punktami. Heat powoli jednak odrabiali straty i po połowie kwarty zdołali zredukować stratę punktów do jednocyfrowej różnicy. Magic jednak nie dali się dojść na mniej niż 9 punktów i ostatecznie wygrali 102-89.

Heat przegrali zbiórki 48-38, a także zostali zatrzymani w ataku pozycyjnym z wyjątkiem drugiej kwarty, którą wygrali dzięki bieganiu do kontrataków. Magic z kolei jak rzucali to albo z pod obręczy, albo z dystansu. Owocowało to rekordem klubu w ilości prób za trzy, aż 42 razy, a trafili 17, co daje niezłe 40.5%. Howard dominował tak jakby każdy tego chciał i zaliczył kolejny w tym sezonie mecz 20/20, bo szósty, tym razem 25/24, a drugi podkoszowy Magic, Anderson, miał double-double 27/11. W Heat w drugiej połowie starał się Wade, który ukończył mecz z 33 punktami, a dobrze zaczynający mecz James nie istniał w ostatnich dwóch kwartach i łącznie zdobył 17 punktów i 10 asyst. Ostatni z Big 3, Bosh, miał 12 punktów i 9 zbiórek. Wygranie desek i trzymanie Heat w ataku pozycyjnym w którym nie mogli sobie radzić było kluczowe w tym spotkaniu. Bardzo ważne zwycięstwo dla Magic, a najbardziej dla Howarda, który może uwierzy w ten zespół i w jego możliwości.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp