Środa 'Na Surowo'
Jak zwykle w środę NBA fundowała nam dużą dawkę spotkań, jednak jak to bywa w parze z ilością nie zawsze idzie jakość, co nie zmienia faktu, że było parę dobrych gier.
Bulls jechali do Philadelphii z wątpliwościami, co do występu Denga i Hamiltona.
Obaj niestety grać nie mogli i czekała ich trudna przeprawa z Sixers, którzy są bardzo mocną drużyną, jeszcze mocniejszą u siebie (tylko 2 porażki). Gospodarze w trakcie całego meczu wyglądali jakby na bardziej chętnych do gry, wygrywali sporne sytuacje, byli pierwsi do bezpańskich piłek i ogólnie prowadzili w tych „hustle plays”. W parze z tym bardzo dobrze biegali do kontry i wykorzystywali straty gości, zdobywając w kontratakach 21 punktów przy tylko 2 przeciwnika. W Bulls tylko 2 zawodników zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową: Watson 20 i Rose 18. W Sixers bardzo dobrze pokazał się rookie Lavoy Allen z 15 punktami z ławki, który swoją grą motywował pozostały zawodników, a także Igoudala i Young, obaj po 19. Ogólnie gospodarze grali swoją, wyważoną koszykówkę i trzecia kwartą, wygraną 26-11 przesądzili o wyniku meczu na swoją korzyść: 98-82.Magic przed tym meczem przegrali cztery mecze z rzędu i z kim mieliby tą serię skończyć jak nie z Wizards, w dodatku u siebie. Howard powiedział jednak dość i zdominował środek zdobywając 23 punkty i 18 zbiórek, ułatwiając grę pozostałym kolegom z drużyny. Jednak Magic bez Nelsona to zupełnie inna drużyna jeżeli chodzi o kreowanie ataku i Wizards to wykorzystywali utrzymując się w całym meczu do samego końca. Ryan Anderson zdobył tyle punktów, co Howard, a Redick dołożył 21. Rashard Lewis przypomniał się w Orlandozdobywając 20, a Nick Young skończył mecz z 24. Słaby mecz strzelecki Walla, który był 1/ 12 z gry i miał 2 punkty, ale asystował 12 razy. Wygrana Magic 109-103 cieszy, bo w końcu przyszła, ale z taką drużyną powinna wyglądać bardziej okazale.Raptors jechali do Bostonu dalej bez swojego włoskiego lidera, a Celtics wracali z Cleveland po ważnej dla nich wygranej. Pierce w 25 minut zdobył 17 punktów i 8 asysty, kolejny raz spisując się bardzo dobrze w roli rozgrywającego pod nieobecność Rondo. Allen w 23 minuty był 2/3 za 3 i miał na koncie 12 punktów, a Garnett nie potrzebował być na boisku więcej niż 17 minut. Resztę meczu pograli sobie młodsi, gromiąc Raptors 100-64.Nets byli w stanie wystawić na mecz z Pistons tylko 8 zawodników, z których jeden to Keith Bogans, niedobitek, którego Bulls wyrzucili po pierwszym treningu tego sezonu. W tak okrojonym składzie ciężko było grać nawet z drużyną z Detroit. Deron Williams starał się jednak jak mógł zdobywając 26 punktów i 9 asyst oraz dostając wsparcie od Humphriesa z 18 i Farmara z 15 punktami. W Pistons wyróżnili się Prince i Monroe, którzy mieli po 21 oczek. Mecz po zaciętej końcówce zakończył się wynikiem 99-96 dla Nets.Z Heat do Milwaukee przyjeżdża LeBron James rzuca sobie 40 punktów, zbiera 8 piłek oraz asystuje 5 razy, Wade gra spokojnie i kończy z 23 punktami, 8 zbiórkami i 6 asystami, a także przechwytują tysięczną piłkę w swojej karierze. Pewnie pogrom Bucks. Problem w tym, że z 40 punktów LeBrona, 24 pada w pierwszej kwarcie (wyrównanie rekordu kariery), a przez cały mecz popełnia 7 strat. Gospodarze grają jak potrafią i starają się mocno, zbierając o 5 piłek więcej na atakowanej desce oraz tracąc o 5 mniej piłek w przeciągu meczu. Jennings napędza grę Bucks, którzy na przełomie trzeciej i czwartej kwarty robią run 22-3, a późniejrobotę kończy wspomniany rozgrywający dobijając Heat swoimi trójkami (7/14 za 3, dziecko kto ci kazał tyle rzucać zza łuku). Tym sposobem Bucks bez Boguta wygrywają z Heat 105-97.Suns grali w Nowym Orleanie, a my pewnie liczyliśmy na pojedynek dwóch biały centrów: rodaka Gortata i Niemca Kamana. Ten drugi niestety nie grał, odsunięty od zespołu w związku z zawirowaniami transferowymi. Tym razem to nie nasz center był najlepszym zawodnikiem Suns. Steve Nash przypomniał o sobie - 30 punktów i 10 asyst dzięki którym stał się zawodnikiem, który w zanotował ich najwięcej w historii drużyny z Phoenix. Gortat jak zwykle solidnie z 23 punktami (6/10 z gry, 11/14 z wolnych) oraz 11 zbiórkami. W Hornets ciekawie zaprezentował się Vasquez, kończąc mecz z 20 punkami i 12 asystami, ale ostatecznie przegrywając 120-103.W Dallas mistrzowie NBA grali z kandydatami do tego tytułu, młodymi Thunder. Jak widać jest młodym to można grać, goście wystawili do meczu tylko 8 zawodników, Cook tym razem grał w miejsce Sefoloshy, a Harden nie radzący sobie jako starter, powrócił do tego co robi najlepiej, czyli szóstego gracza. Durant bardziej zbierał (13 zbiórek), niż punktował (23punkty), ale za to Westbrook wziął na siebie punktowanie, kończąc mecz z 33 oczkami.Mavericks dalej nie mogą za bardzo liczyć w ataku na swojego lidera, Nowitzki trafiając 2 z 15 rzutów z gry zdobył jedynie 8 punktów, ale stary, dobry kolega pomógł mu i rzucił 25. Liderzy Zachodu, Thunder wygrali jednak ostatecznie 95-86.Pacers grali w Minneapolis licząc na swoje trzecie z rzędu zwycięstwo, a Timberwolves wracali z Houston po przekonującej wygranej. Danny Granger przypomniał o sobie jeszcze bardziej niż w ostatnich meczach. O ile pierwsza połowa była bardzo wyrównana, to w drugiej wspomniany skrzydłowy zaczął przejmować mecz. Z jego 36 punktów w tym meczu, 29 padło w drugiej połowie, a 17 w trzeciej kwarcie. Love robił swoje i zaliczył double- double 21/17, ale 10 punktów i 6 asyst to za mało jak na Rubio, żeby T-Wolves mogli liczyć na wygraną. Cała pierwsza piątka Pacers miała dwucyfrową zdobycz punktową i to wystarczyło, żeby wygrać 109-99.Kolejne derby Teksasu, tym razem w San Antonio gdzie Spurs grali z Rockets. Goście bardzo mocno zaczęli spotkania prowadząc po pierwszej kwarcie 27-16. Wtedy jednak miejscowi weterani zaczęli powoli wracać do meczu i systematycznie zbliżać się do wygranej. Prowadzeni przez Duncana i Parkera, którzy zdobyli odpowiednio po 25 i 24 punkty wygrali z Rockets, których Martin z 29 punkami starał się trzymać w grze, 99-91.Kolejny mecz Bobcats w ich trzymeczowej trasie wyjazdowej po zachodzie. Grali z Blazers których Rose Garden, jest twierdzą w której przegrali jeden mecz i ciężko było się spodziewać, że akurat w tym meczu zaliczą drugą. Wallace przypomniał się swojej starejdrużynie 23 punktami, Aldridge zdobył 21, a Crawford z ławki rzucił 25. W międzyczasieCamby zebrał 7 piłek, asystował 5 razy i zablokował 5 razy zdobywając przy tym 4 punkty.Stary, dobry Marcus. Pogrom Bobcats 112-68.Clippers uderzali do Salt Lake City wygrywając 3 mecze z rzędu, ale co ważne wyglądając jak ta drużyna, która spełnia potencjał talentu wniesionego do niej przed sezonem. Liczyli także na przełamanie złej passy bez zwycięstwa od 2003 roku z Jazz jako gospodarza. Jak to Clippers bywa, było dużo lobów, wsadów i zabawy, ale, co najważniejsze, bardzo dobrze pokazali się Chris Paul (34 punkty, 11 asyst) i Blake Griffin (31 punktów, 14 zbiórek). To od tej dwójki zależy najwięcej i to oni są filarem tej drużyny. Mimo ich bardzo dobrego meczu,nie dostali zbyt dużego wsparcia od pozostałych kolegów, oprócz oczywiście Mo’ Williamsa i jego 19 punktów. Wykorzystali to Jazz, którzy prowadzeni przez Jeffersona (27 punktów i 12 zbiórek) walczyli o wynik dosłownie do ostatniej sekundy i końcowej syreny, przegrywając 107-105.