Starcie na szczycie konferencji wschodniej dla Heat
To było spotkanie z wieloma podtekstami. Między innymi był to rewanż za fianł konferencji poprzedniego sezonu, w którym Heat ograli Bulls 4-1. Tak jak wszyscy się spodziewali walka w meczu trwała do ostatniego gwizdka.
W końcówce więcej szczęścia mieli jednak gracze z Miami, którzy pokonali Bulls 97:93 ponownie pokazując, że potrafią wygrywać z najlepszą aktualnie ekipą ze wschodu NBA.
Mecz od pierwszego do ostatniego gwizdka toczył się kosz za kosz jednak cały czas to gospodarze prowadzili kilkoma punktami. Bulls potrafili co prawda czterokrotnie doprowadzić do remisu, ale za każdym razem łapali wtedy zadyszkę i nie potrafili wyjść na prowadzenie.
Symptomatyczną sytuacją był ta na niespełna 23 sekundy przed końcem, kiedy to przy wyniku 94:93 dla Heat na linii rzutó wolnych stanął Derrick Rose, który do tej pory trafił 12 z 12 rzutów wolnych. Rose, który ponownie mógł wyprowadzić swoich Bulls na prowadzenie nie trafił dwóch kolejnych wolnych. Następnie na linii stanął LeBron James i on także nie trafił dwóch rzutów. Dopiero Mario Chalmers trafił jeden z dwóch wolnych i wyprowadził Heat na dwa punkty przewagi. Rose mógł jeszcze doprowadzić co najmniej do dogrywki jednak jego rzut na 4 sekundy przed końcem nie znalazł drogi do kosza i było po meczu.
Bulls zagrali drużynową koszykówkę. Wszyscy gracze pierwszej piątki zdobyli co najmniej 10 punktów a najskuteczniejszy wśród nich był Derrick Rose zdobywca 34 i miał po 6 zbiórek i asyst.
Po stronie Heat dwucyfrowymi zdobyczami popisali się gracze wielkiej trójki. Najskuteczniejszy wśród nich był LeBron James z 35 punktami. James dołożył do tego 11 zbiórek i 5 asyst.