Powrót Wade'a w dobrym stylu
Minionej nocy w American Airlines Arena doszło do ciekawego starcia pomiędzy NY Knicks a Miami Heat.
Spotkania te bez względu na aktualne składy od lat wzbudzają wiele emocji. Nie inaczej było i tym razem, gdyż wielu oczekiwało na pojedynek "Kinga" z "Melo". Niestety skryzdłowy Knicks nie pojawił się z powodu kontuzji. Można było za to nacieszyć oko występem porwacającego do zdrowia Dwyane Wade'a.
Obrońca Heat nie zagrał w ostatnich sześciu spotkaniach z powodu skręcenia kostki.
Powrót do gry okazał sie być bardzo udany, gdyż to właśnie głównie jemu Heat zawdzięczają zwycięstwo w dzisiejszym meczu 99:89.
Próbowałem dzisiaj być agresywny i udało mi się. Po pierwszym bloku od Amar'e postanowiłem wchodzić na kosz jeszcze mocniej. Najlepszym sposobem na złapanie rytmu jest udane wejście pod kosz - powiedział po meczu zdobywca 28 punktów.
Goście z Nowego Jorku postawili dzisiaj na rzuty z dystansu, których oddali aż 43. Do kosza wpadło z tego aż 18, co jest niezłym wynikiem. Głównie dzięki dobrej celności za trzy punkty Knicks trzymali się w grze przez większą część spotkania. Prym wiódł w tym Bill Walker, który udanie zastąpił nieobecnego Melo. Walker uzyskał 21 punktów, a całą zdobycz uzyskał właśnie po trafieniach z dystansu.
Heat przejęli inicjatywę w meczu dopiero w czwartej kwarcie, kiedy Wade zdobył swoje kolejne 8 punktów, a LeBron James (także świetny występ tego dnia - 31pkt, 8zb,7as) skutecznie wykorzystywał rzuty wolne.
Kiepsko w tym elemencie szło natomiast byłemu zawodnikowi Heat - Mike'owi Bibby, który pomimo wielu czystych pozycji trafił tylko dwa razy na osiem prób.
Ciężaru gry nie wziął też na swoje barki Amar'e Stoudemire, który zaliczył kolejny przeciętny występ (12pkt,6zb). Knicks w ostatnich dziewięciu spotkaniach przegrali aż ośmiokrotnie. Grunt pod nogami Mike'a D'Antoniego staje się być coraz mniej stabilnym.
Miami już jutro zagra w szlagierowym meczu na Wschodzie, a ich rywalem będą "Byki" z Chicago.