Derby L.A. tym razem dla Lakers
Derby L.A. to już nie rywalizacja Dawida Goliatem jak to miało miejsce jeszcze w poprzednim sezonie. Dziś to rywalizacja o to kto jest numerem jeden.
Widać to w każdym spotkaniu tego sezonu a nawet w spotkaniach przedsezonowych. Tak tez było i dziś kiedy w Staples Center królowały barwy Lakers.
Rywalizacja jest tak ostra, że w dzisiejszym spotkaniu mieliśmy do czynienia z sześcioma faulami technicznymi faulem niesportowym i wykluczeniem z gry McRobertsa. Ukarani faulami technicznymi byli po stronie Clippers Billups, Evans, po stronie Lakers Bryant, Gasol i McRoberts.
Mecz zakończył się zwycięstwem Lakers 96:91, dzięki czemu wyrównali oni stan rywalizacji na 1-1. Po spotkaniu trener Lakers Mike Brown tak komentował wydarzenia na boisku: "Co prawda nie zdobyliśmy 110 punktów, bo nie jesteśmy przecież drużyną nastawioną na ofensywę. Jednak 96 punktów przy skuteczności 49% można śmiało nazwać znakomitą ofensywą naszego zespołu."
Rzeczywiście Lakers nie rzucili 100 punktów od 12 meczów co jest ich najdłuższą taką serią w historii klubu. I rzeczywiście mimo 96 punktów ofensywa Lakers zasługiwała w tym meczu na pochwałę. Kobe Bryant zdobył 24 punkty, Pau Gasol 23 i miał 10 zbiórek a Andrew Bynum dołożył 19 punktów. Jeszcze dwóch innych zawodników Lakers popisało się dwucyfrową zdobyczą punktową. Takie zbilansowanie w ataku dało Lakers to prestiżowe zwycięstwo.
Po stronie Clipper najskuteczniejszym graczem był Blake Griffin, który rzucił 26 punktów.
O zwycięstwie Lakers zadecydowała czwarta kwarta meczu, przed którą Clippers prowadzili zaledwie trzema punktami. W czwartej części gry to jednak Lakers zachowali więcej zimnej krwi i wygrywając ją ośmioma punktami wygrali cały mecz.