Evans przerywa dwie serie
Tyreke Evans został bohaterem "Królów". Jego rzut na kilka sekund przed końcem spotkania dał zwycięstwo 88:86 Kings nad San Antonio Spurs.
Spurs wygrali ostatnich dwanaście spotkań z Kings, a u siebie nie przegrali z nimi od 2006 roku. Na dodatek Spurs wygrali wszystkie spotkania w obecnym sezonie przed własną publicznością. Wszystkie te serie zostały minionej nocy zakończone.
Tak grające Sacramento może napsuć sporo krwi niejednemu w lidze i widać, że jest to przyszłościowy zespół. Ekipa kierowana dzisiaj przez świetnego Evansa (23pkt,11zb,7as) pokazała, że stać ją na wiele. Goście przeszli dzisiaj próbę charakteru. Gdy po pierwszej kwarcie Sacramento wyszło na wysokie prowadzenie 32:20 z czasem Spurs zaczęli ich dochodzić, by na 4 minuty przed końcem po rzucie z dystansu oraz poprawce za dwa Parkera (24pkt,6as) wyjść na prowadzenie 84:78.
Przyjezdni nie załamali się jednak wcale i po trafieniach Cousinsa (17pkt,13zb,4prz), Evansa i dwukrotnie Salmonsa doprowadzili do stanu 86:86. Na 47 sekund przed końcem meczu piłkę w swoje ręce wziął Tyreke Evans i ładnie przymierzył z półdystansu. To były ostatnie punkty w tym meczu, pomimo niwykorzystanych jeszcze szans z obu stron. Najbardziej musi boleć gospodarzy ostatnia akcja, w której po ładnej zasłonie pod kosz wbił się Danny Green, jednak oddany przez niego rzut został skutecznie "muśnięty" przez rywali, a dobijający ją spod samego kosza Duncan także się pomylił.
Jesteśmy w stanie pokonać każdego. Musimy grać tak dzisiaj prowadząc piłkę dokładnie w taki sposób. Mamy wszystkie elementy układanki w ekipie i to pokazuje jakim zespołem możemy być - powiedział po meczu nie kryjący zadowolenia z jego przebiegu Tyreke Evans.
W zuepłnie odmiennym nastroju był za to Tony Parker - Oni nie mogli od nas odskoczyć, a my mimo to nie mogliśmy się dzisiaj wstrzelć, nic nam nie wpadało.
Spurs trafili zaledwie 31 razy na 82 próby z gry, co daje marny wynik 37%.