Gdzie Chauncey Billups jest ciągle Big Shot
Jeszcze kilka lat temu, mało kto przeszedłby koło tego meczu z zainteresowaniem, a stawki bukmacherów nie dawałyby wielkich nadziei (nielicznym) kibicom Clippers.
Ten rok jest jednak dla zawodników z Los Angeles wejściem w nowy etap – etap zwycięstw. LAC pokonali aktualnych mistrzów NBA 91-89.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem mini-ucieczek. Na początku Clipps z prowadzenia Mavs 7-6 wyszli na swoje po rzutach Griffina i Billupsa na 14-9. Następnie to West, Marion i Haywood zrobili mały zryw, po którym koszykarze Ricka Carlise prowadzili 22-16. To nie było jednak ostatnie słowo graczy z Miasta Aniołów. Głównie za sprawą Mo Williamsa (11 pkt. w pierwszej kwarcie) LAC znowu byli górą przy stanie 31-27. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza ćwiartka.
Druga odsłona meczu to niemal kalka pierwszej części spotkania. Mavericks zdobyli wówczas 11 punktów z rzędu i to Clipps znowu musieli gonić wynik. Ostatecznie ta sztuka udała się graczom z LA, schodzili oni na przerwę z prowadzeniem 52-51. Znowu swoje zrobił Mo-Will. Były rozgrywający Cleveland Cavaliers po dwóch ćwiartkach miał na swoim koncie 18 punktów. Po drugiej stronie, również zaskakująco, najlepszym strzelcem był Dalonte West z liczbą 17 oczek.
W trzeciej kwarcie pupile Marka Cubana byli lepsi od rywali tylko o jeden punkt. Nie trudno zatem obliczyć, że przed ostatnią odsłoną tego widowiska mieliśmy remis, a to dzięki rzutowi Iana Mihinmi, który na niespełna 5 sekund przed trzeciej końcem ćwiartki, trafił na 71-71.
Ostatnia kwarta była popisem strzeleckim koszykarzy obu ekip. Po stronie Maverick ważne rzuty trafiał Dirk Nowitzki, który zdobył 7 pierwszych punktów swojego zespołu w ostatniej części meczu. Na półtorej minuty przed końcem spotkania Clippers prowadzili już 88-83 i wydawać by się mogło, że spokojna gra i szukanie przewinień rywali pozwoli im spokojnie dowieść zwycięstwo do końca. Nic bardziej błędnego. Na 36 sek. przed ostatnią syreną znakomicie za trzy trafił Terry. Sztukę tę powtórzył pół minuty później i Mavs wyszli na jednopunktowe prowadzenie 89-88. Jet pokazał wtedy jak cennym jest zawodnikiem dla zespołu z Dallas. Radość koszykarzy z Teksasu nie trwała jednak zbyt długo. Na sekundę przed końcem Chauncey Billups otrzymał podanie z zasłoną od Blake'a Griffina i przypomniał wszystkim, dlaczego za czasów lat świetności Detroit Pistons mówiono na niego The Big Shot. Billups trafił wielki rzut za trzy (w całym meczu był 5/11 zza łuku) i to Clippers mogli cieszyć się z ogrania mistrzów.
Najlepsi po obu stronach:
(DAL) D. Nowitzki (17 pkt. 3/6 za trzy, 7 zb., 4 as.), D. West (17 pkt., 3/5 za trzy) (LAC) M. Williams (26 pkt., 4 as.), C. Billups (21 pkt. 5/11 za trzy, 8 zb.)