Suns przerywają serię porażek. Gortat z double-double
Minionej nocy Phoenix Suns z Marcinem Gortatem w składzie wybiegli na parkiet w Madison Square Garden, aby zmierzyć się z nowojorskimi Knicks.
Obie drużyny grają ostatnio poniżej oczekiwań, dlatego można było się spodziewać ciekawej rywalizacji dwóch wygłodniałych zwycięstw zespołów.
Mecze pomiędzy nowojorczykami, a koszykarzami ze słonecznego stanu Arizona są spotkaniami z wieloma podtekstami. Po pierwsze - trener Knicks, Mike D'Antoni, lata swojej trenerskiej świetności spędził właśnie przy ławce rezerwowych Suns (nagroda Coach of the Year za sezon 2004/05). Po drugie - Nash również najlepsze lata na parkiecie spędził pod okiem coacha Mike'a (dwukrotny MVP sezonu 2004/05 i 2005/06). Obrazu dopełnia jeszcze Amar'e Stoudemire, który w 2010 roku dołączył do koszykarzy z Wielkiego Jabłka po siedmiu latach spędzonych właśnie w Phoenix, gdzie zdobył nagrodę dla najlepszego debiutanta. Cała wyżej wymieniona załoga to „trzej przyjaciele z boiska”, jednak wczorajszej nocy, kiedy piłka poszła w górę nie było miejsca na sentymenty.
Pierwsze punkty dla gości zdobył Marcin Gortat. Polak był aktywny po obu stronach parkietu i wszystko wskazywało na to, że zaliczy on kolejny bardzo udany występ. W prawdzie na przestrzeni pierwszej połowy jego statystyki wyglądały imponująco (9 punktów, 4 zbiórki), to styl gry nie zachwycał. Widocznie ciężko było Polakowi rywalizować z Tysonem Chandlerem (9 pkt., 17 zb. w całym meczu). MG4 oddawał niewymuszone rzuty z trudnych pozycji, które dwukrotnie bardzo przestrzelił. W przypływie emocji Marcin złapał także przewinienie techniczne. Miał również 4 straty. Ponadto vis-a-vis Gortata zebrał do przerwy osiem piłek, w tym aż trzy na atakowanej tablicy.
Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, z nieznacznym wskazaniem dla graczy Suns. Do przerwy Słońca prowadziły 45-42, a ich lider, Steve Nash, mógł pochwalić się zdobyczą 16 punktów, 4 zbiórek i taką samą ilością asyst. Po stronie Knicks, zawodnikiem dzięki któremu nowojorczycy wciąż byli w grze był Amar'e Stoudemire. STAT notował do przerwy 15 punktów i miał 5 zebranych piłek.
Początek drugiej połowy był pokazem dobrej gry Knicks. Nowojorczycy zaliczyli run 9-2 i wyszli na prowadzenie 50-48. Koszykarze Słoń szybko odpowiedzieli dwoma rzutami zza łuku Shannona Browna i Channinga Frye'a. Po dwóch mini-runach znowu rozpoczęła się bardzo wyrównana gra ekip Alvina Gentry'ego i Mike'a D'Antoniego. Po trzydziestu sześciu minutach gry, Suns prowadzili nieznacznie 64-60.
Wielkie emocje zaczęły się na minutę przed zakończeniem spotkania. Wtedy to rookie Knicks, Iman Shumpert trafił zza łuku na 82-80 dla PHX. Chwilę później również trafieniem trzypunktowym odpowiedział Shannon Brown (85-80). To zaskakujące, jak dużą rolę w ekipie Mike'a D'Antoniego odgrywa pierwszoroczniak, ale to właśnie Shumpert trafił kolejny rzut za trzy (85-83). Knicks musieli ratować się szybkimi faulami. Nash spudłował w tym sezonie tylko jeden rzut osobisty. Wczorajszego wieczoru w MSG był bezbłędny. Ostatecznie Phoenix przerwali serię pięciu porażek z rzędu wygrywając z Knicks 91-88.
W ekipie z Nowego Jorku zawiódł Carmelo Anthony, który trafił tylko 5, spośród 22 oddanych rzutów z gry. Podobnie słabą skutecznością może „pochwalić się” Amar'e Stoudemire (7/22). Co istotne, Marcin Gortat zanotował szóste z kolei double-double (11 pkt., 12 zb.), a jego zespół zanotował drugie wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie.
Najlepsi po obu stronach:
(PHX) S. Nash (26 pkt., 11 as., 5 zb), M. Gortat (11 pkt., 12 zb.)(NYK) A. Stoudemire (23 pkt. 7 zb.), I. Shumpert (20 pkt., 4 przech.)