Bycze spotkanie w Bostonie
Wczorajszym hitem w NBA było niewątpliwie spotkanie pomiędzy Boston Celtics, a Chicago Bulls.
Mimo że C's notują nie najlepszy start sezonu (4-5), to ich starcie z Bykami (10-2) warto było oglądać chociażby ze względu na rywalizację dwóch znakomitych rozgrywających – Rajona Rondo i Derricka Rose'a.
Kolejny smaczkiem było podziwianie rywalizacji na ławkach trenerskich, bo kto, jak nie trener Tom Thibodeau, który był odpowiedzialny za obronę Celtics przez trzy lata, wiedziałby jak zatrzymać C's w ataku. Coach Thibs i jego Byki zatrzymali bostoński zespół na zaledwie 13 punktach w pierwszej kwarcie. Bulls grali wysokie pick'n'rolle, po których łatwe punkty zdobywał Carlos Boozer czy Luol Deng (obaj po 8 pkt. w 1q), a kolejne asysty kompletował Derrick Rose. Lider zespołu z Chicago miał aż pięć kluczowych podań w pierwszych dwunastu minutach gry. Boston jest 29. ekipą w zbiórkach w tym sezonie, Chicago z kolei zajmują drugą pozycję. Znalazło to odzwierciedlenie już na początku piątkowego spotkania, kiedy to CHI wygrywali walkę na tablicach 20-8. Po pierwszej odsłonie meczu Bulls prowadzili 26-13.
W drugiej ćwiartce koszykarze z Chicago wciąż utrzymywali swoją przewagę. Celtics potrafili zbliżyć się tylko do dystansu 10 punktów. Wśród Celtów bardzo aktywny był Rajon Rondo, swoją drogą tak jak w każdym meczu swojej drużyny w tym sezonie. Byki uniemożliwiały jednak rozgrywającemu Bostonu grę pod kosz. Mimo że RR9 poprawił rzut z półdystansu ciągle daleki jest od ideału. Do przerwy w wielkim pojedynku wielkich „jedynek” statystycznie lepiej wypadł rozgrywający gości. Rondo zdobył przez dwie kwarty 8 punktów, zebrał 5 piłek i rozdał 6 asyst. Z drugiej strony parkietu D-Rose miał uzbierał również 8 oczek i zaliczył 6 kluczowych podań. Najważniejsza statystyka była jednak po stronie MVP ubiegłego sezonu – Bulls wygrywali do przerwy dziewiętnastoma punktami, 52-33.
Na starcie drugiej połowy Chicago nie zwalniali tempa. Znakomity spotkanie rozgrywał Luol Deng. Sudańczyk z angielskim paszportem po 36 minutach gry mógł pochwalić się zdobyczą 18 punktów i 13 zbiórek. Bulls prowadzili już nawet różnicą 20 oczek, ale podopieczni Doca Riversa zaliczyli dobrą końcówkę kwarty, niwelując straty do zaledwie ośmiu punktów. Rondo po trzech odsłonach meczu legitymował się podwójną zdobyczą – 14 oczek, 11 asyst. Celtics w końcu zaczęli przyzwoicie wyglądać w walce na tablicach.
Po trzypunktowym trafieniu Mickaela Pietrusa, Boston był już tylko na -1, a do końca spotkania zostało 10 minut. W tamtym momencie Celtics notowali imponujący run 25-6, a Chicago trafiali w drugiej połowie tylko 29 % swoich rzutów. Koszykarze trenera Thibodeau postawili wówczas twardszą obronę, wypychając Celtów spod atakowanego kosza. Celna trójka Rose'a i agresywna gra Joakima Noah sprawiła, że Byki znów odskoczył Celtom na 9 oczek na niespełna 5 minut przed końcem spotkania. Istotnym czynnikiem było totalne wyłączenie z gry RR9. Ostatecznie Bulls wygrali 88-79, a w starciu wielkich rozgrywających górą był MVP ubiegłego sezonu.
Najlepsi po obu stronach:
(CHI) L. Deng (21 pkt., 16 zb.), D.Rose (25 pkt., 7 as.), (BOS) R. Rondo (14 pkt., 11 as.), R. Allen (16 pkt.)