Howard - bestia nie do zatrzymania
Golden State Warriors wymyślili sposób na pokonanie Orlando Magic i pewnie cieszyli się, że będą w stanie wygrać spotkanie we własnej hali przeciwko gościom z Florydy.
Dwight Howard nie pozwolił jednak na to aby strategia faulowania go w niemalże każdej akcji i wysyłania na linię rzutów wolnych dała zamierzony efekt. Howard zdobył 45 punktów zebrał 23 piłki i poprowadził Magic do zwycięstwa 117:109.
Mecz mógł się podobać, gdyż był niezwykle zacięty. Kibice zobaczyli aż 11 zmian prowadzenia i osiem remisów. I pomimo iż Howard, aż 39 razy stał na linii rzutów wolnych, w meczu na pewno nie brakowało emocji.
W zasadzie do wyniku 109:109 na minutę i 5 sekund przed końcem spotkania losy zwycięstwa były niewiadomą. Wtedy to Howard zebrał piłkę w ataku i zdobył punkty będąc faulowanym. Dorzucił jeden punkt z linii rzutów wolnych i to okazało się akcją, która rozstrzygnęła o losach spotkania.
Po meczu Dwight tak skomentował swoje rzuty wolne: "Po prostu grałem agresywnie i regularnie chodziłem na linię rzutów wolnych. Nie przejmowałem się, że mogę nie trafić 30 rzutów. Każdy rzut traktowałem jakby był osobną zagrywką i nie sumował się z poprzednimi." Howard stanął na linii rzutów wolnych aż 39 razy a trafił 21. 39 rzutów wolnych to nowy rekord NBA w ilości oddanych rzutów z linii w jednym meczu.
Tak jak Howard po stronie Magic tak po stronie Warriors szalał Monta Elis, który rzucił 30 punktów i miał 11 asyst jednak jego gra została zrównowazona przez Howarda i to Magic cieszyli się z ósmego zwycięstwa w sezonie przy trzech porażkach. Z kolei dla Warriors była to siódma porażka przy zaledwie trzech zwycięstwach.