TBL: 'Święta Wojna' dla Anwilu
Bilety wyprzedane na pniu, ogłuszający doping, wielka historia i dramatyczny pojedynek – te wszystkie atuty nieść mogło jedynie spotkanie dwóch niezwykle zasłużonych dla rodzimego basketu firm.
Po trzymającym do ostatnich sekund meczu, górą okazali się przyjezdni. W ligowym klasyku 67:64 dla Anwilu.
Od pierwszej minuty wydarzenia na parkiecie zdradzały to w jaki sposób obydwa zespoły podeszły do tego spotkania. Niestety Śląsk do walki przystąpił osłabiony, z powodu choroby pauzuje Adam Wójcik, a Paul Graham w trakcie meczu z ŁKS-em Łódź nabawił się kontuzji barku, decyzji o jego powrocie jeszcze nie ma, ale jego powrót do gry to raczej kwestia dni. Agresywna obrona włocławian ukierunkowana była szczególnie na rozgrywającego Śląska Roberta Skibniewskiego, „mózg” wrocławian dobrze kreował swoich kolegów i już w pierwszych 10 minutach zanotował 4 asysty. Anwil, wobec absencji Wójcika i obecności młodego Niedźwiedzkiego w pierwszej piątce, swojej siły upatrywał pod koszem
Gwiazdą przyjezdnych jest doświadczony center Corsley Edwards i to do niego adresowane były piłki w pierwszych akcjach meczu. Nadspodziewanie dobrze z rutynowanym Amerykaninem poradził sobie 19 letni Niedźwiedzki, który w pierwszych dwóch minutach zdążył go zablokować i wymusić przewinienie ofensywne. Ambitna postawa podkoszowego Śląska wyraźnie podrażniła Edwardsa, który w następnej akcji zagrał bardzo siłowo i włożył piłkę nad młodym podkoszowym, nieszczęśliwie doszło do kontaktu Niedźwiedzkiego z ręką bądź ramieniem centra gości, zderzenie zakończyło się rozbitym nosem ,a Piotrka na parkiecie już nie zobaczyliśmy. Po meczu okazało się, że nie jest to raczej nic groźnego. W piątej minucie gry Śląsk prowadził 12:6, a dobrą zmianę dał Paweł Buczak, który szybko uzbierał 5 punktów. Za odrabianie strat wziął się Bartłomiej Wołoszyn trafiając zza łuku, szybko w ślady swojego kolegi poszedł „wszędobylski” rozgrywający Krzysztof Szubarga, który dodał 2 „oczka” i na 4 minuty przed końcem prowadzenie gospodarzy spadło do 3 punktów ( 14:11). Fenomenalnie, w tej części gry, zagrał Slavisa Bogavac autor 9 punktów, kwarta zakończyła się zwycięstwem Śląska 20:15.
Drugą ćwiartkę meczu otworzył Vairogs, jego szybkie trafienie zza linii 6,75m dało 8 punktową przewagę i raczej nikt nie wierzył, że do końca tej kwarty wrocławianie dorzucą raptem 7 punktów. Koszykarze trenera Rajkovica w tej części gry oddali 15 rzutów, w tym 8 za 3, z czego trafili odpowiednio 2 za 2 i 2 za 3 punkty. W szeregach graczy z Włocławka najskuteczniejsi przed przerwą byli John Allen, Szubarga i Nicka Lewis zdobywcy, odpowiednio 7, 6 i 5 punktów. Przyjezdni wygrali tą część gry 20:10 i przed drugą połową prowadzili 35:30.
Trzecia kwarta to gra kosz za kosz i nieustanna gonitwa Śląska. „Killerem” wrocławskiego zespołu okazał się wspomniany wcześniej Allen, w kluczowych momentach ratował swoją drużynę z opresji ważnymi rzutami. Gospodarzom trzy razy udało się zmniejszyć prowadzenie Anwilu do 1 punktu i trzy razy w roli „strażaka” występował Allen, który w odpowiedzi trafiał za 2 i 2×3 punkty i gasił, chwilowo, całą Orbitę. Prowadzenie do 4 „oczek” 52:48 zapewnił Anwilowi Lewis, który równo z końcową syreną trafił spod kosza.
Ostatnia część gry przyniosła niesamowite emocje i bez wstydu można powiedzieć, że ten mecz nawiązuje do najpiękniejszych batalii jakie udało się klubom z Wrocławia i Włocławka stoczyć. Na 6 minut przed końcem Anwil, dzięki „trójce” Allena, wyszedł na 8 punktowe prowadzenie 60:52. Od tego momentu Śląsk wziął się jednak do roboty i po niemrawym starcie czwartej kwarty zaczął odrabiać straty. Sygnał dał Skibniewski trafiając za 3 pkt. Śląsk zaliczył „run” 8:0 a włocławianie przez 4.30 min. nie potrafili trafić do kosza. Bohaterem pościgu został Aleksandar Mladenovic doprowadzając do remisu (60:60), Serb w swoim stylu, oszukując pod koszem swojego obrońce jak dziecko, rzucił z półhaka, a w kolejnej akcji popisał się efektownym blokiem typu „powietrze-powietrze”, a piłka niczym pocisk rakietowy trafiła do rąk Skibniewskiego. Z punktowego impasu wyrwał swoją drużynę Edwards, trafiając rzut z półdystansu. Wielkie emocje zaczęły się na 45 sek. przed końcem meczu, a wybawcą ekipy z Włocławka okazał się Szubarga, który trafił rzut niemożliwy. Rozgrywający wchodząc pod kosz zrobił dwutakt i ratując się, prawdopodobnie, przed stratą, a będąc bokiem/tyłem do kosza przełożył piłkę na lewą rękę i trafił od tablicy. W tym momencie przewaga gości wzrosła do 4″oczek” 64:60. Śląsk szybko odpowiedział za 2 punkty i momentalnie sfaulował Dardana Berishę, do tej pory w meczu 3/3 za 1 pkt., ten spudłował 1 rzut wolny i nadzieje wrocławian zostały przywrócone.
Do 1 punktu (65:64) straty doprowadził Bogavac rzutami wolnymi. Śląsk szybko sfaulował, a na linii zameldował się tym razem Lawrenence Kinnard, którego jedna próba także nie trafiła do kosza. Drużynie z Wrocławia zostało 18 sekund na skonstruowanie akcji w ataku, piłka trafiła do będącego pod koszem Mladenovica i ten przy próbie rzutu do kosza, był prawdopodobnie faulowany przez spóźnionego w kryciu Edwardsa. Piłkę przejął Szubarga, który na 3 sek przed końcem został sfaulowany, reprezentacyjny ‘playmaker’ trafił tylko drugi rzut i teoretyczne szanse jeszcze istniały. Wrocławianie zaryzykowali i zdecydowali się na długie podanie spod własnego kosza w stronę Skibniewskiego, niestety etatowy tego dnia „strażak” Allen przejął piłkę i w ten sposób zakończył mecz.
Śląsk Wrocław-Anwil Włocławek 64:67 (20:15, 10:20, 18:17, 16:15)
Śląsk: Bogavac 18, Skibniewski 12, Vairogs 10, Mladenović 10, Calhoun 6, Buczak 5, Diduszko 3
Anwil: Allen 18, Edwards 11, Lewis 9, Szubarga 9, Berisha 8, Kinnard 7, Hajrić 2
Oto wypowiedź szkoleniowca Śląska z pomeczowej konferencji:
Miodrag Rajković (trener Śląska): Zrobiliśmy dziś wszystko, co mogliśmy i pokazaliśmy, na co w tej chwili nas stać. Paula Grahama nie było w składzie, a jest on bardzo ważnym graczem. Obrona była dziś bardzo dobra. W kilku sytuacjach gościom nie tyle dopisało szczęście co ułożyły się nieprzychylnie dla nas, źle zastawiliśmy pod koszem czy straciliśmy piłkę. Powoli myślimy już o kolejnym meczu, z Treflem Sopot. Dziękuje kibicom za stworzenie wyjątkowej atmosfery i zapraszam ich ponownie w środę, bo będziemy ich potrzebować.