Suns miażdżą Trail Blazers
Mało kto spodziewał się, że Phoenix Suns dadzą radę rozpędzonym graczom z Oregonu, a już z pewnością nikt nie mógł przewidzieć, że "Słońca" uczynią to w taki sposób.
Na okazałe zwycięstwo 102:77 podopiecznych Gentry'ego złożyło się kilka czynników.
Przede wszystkim bardzo młodo wyglądający w tym spotkaniu lider Suns - Steve Nash, ktory dzilił, rządził, podawał, trafiał i biegał do kontrataków jak za swoich najlepszych lat. Kandyjczyk zakończył mecz z dorobkiem 17 punktów i 9 asyst.
Poza tym Suns świetnie bronili(!) w pierwszej połowie, dzięki czemu wyszli na bezpieczne prowadzenie 49:34 nie pozwalając w którymkolwiek momencie na zbliżenie się rywali.
Marcin Gortat po raz pierwszy w tym sezonie zagrał bez plastikowej szyny usztywniającej na złamany kciuk prawej dłoni, co także miało wpływ na jego grę. Polak 25 minut uzyskał 12 punktów, miał 8 zbiórek, jeden przechwyt i jeden blok. Widać też wyraźnie jego pewniejszą grę w ataku. Prócz dwóch celnych rzutów z półdystansu dwa razy kapitalnie zagrał jeden na jeden schodząc do lini i wbijając się pod kosz - to zagranie wygląda u Marcina na kompletnie dopracowane.
Najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy był Jared Dudley - zdobywca 18 "oczek".
Goście pozwolili w tym meczu ekipie Phoenix na zbyt wiele, ale sami nie zaprezentowali się zbyt dobrze w ataku. Liderzy Portland - Gerald Wallace (1 punkt) oraz LaMarcus Aldridge (14pkt,7zb) wcale nie zachwycili tak, jak w poprzednich pojedynkach. Kiepsko rzucali - ledwo 32% z gry, 10% zza łuku, przegrali także rywalizacje na desce oraz popełnili więcej strat.