NIE TACY KNICKS WIELCY...
W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego, w nowojorskim MSG miejscowi Knicks zmierzyli się z Toronto Raptors.
Od początku sezonu, kiedy to do Melo Anthony'ego i Amar'e Stoudemire'a dołączył Tyson Chandler, mówi się o NYK jako o jednej z istotniejszych sił na wschodzie. Mecz z Kanadyjczykami pokazał jednak, jak daleka od basketu z najwyższym poziomie jest ekipa Mike'a D'Antoniego.
Mimo bardzo dobrych występów Andrei Bargnaniego (28 pkt., 7 zb. w meczu z Orlando), koszykarze z Kanady przed spotkaniem z Knicks byli na minusie, notując bilans 1-3. Najmłodsza pierwsza piątka w historii klubu mówi wiele – to co najlepsze dla Raptors ma dopiero nadejść. Dlatego pewnym zaskoczeniem było dobre rozpoczęcie spotkania przez koszykarzy z Toronto. Andrea Bargnani korzystał z sytuacji, kiedy krył go niższy zawodnik (Toney Douglas lub Landry Fields), grając izolację w post-up. Pierwszy numer draftu 2006 roku dał też lekcję koszykówki debiutantowi z uczelni Kentucky, Joshowi Harrellsonowi, trafiając wszystkie ze swoich pięciu rzutów. Nowojorczycy wygrali pierwszą kwartę 23:22 tylko dzięki Melo, który był 3/4 zza łuku.
Druga odsłona meczu była prawdziwym popisem DeMara DeRozana, który do przerwy uzbierał 16 „oczek”. Nowojorczycy byli zupełnie poza grą. To żadna nowość, że w słowniku Knicks zabrakło tego słowa na „D”, rzecz w tym, że nie było dobrej egzekucji. Raptors odskoczyli nawet na 18 punktów, a do przerwy prowadzili 34:51.W trzeciej kwarcie Knicks lepiej szukali pozycji, a koszykarze z Toronto nie byli już tak skuteczni. Z akcji na akcję NYK podkręcali tempo i po niespełna 9 minutach przewaga Raptorów stopniała do 3 punktów. Duża w tym zasługa Toney'a Douglasa, który po trzech kwartach uzbierał 19 „oczek”. Coach Dwane Casey zapanował jednak nad sytuacją, a Kanadyjczycy nie oddali przewagi w trzeciej odsłonie spotkania, prowadząc na 12 minut przed końcem meczu 58:67.
Czwarta kwarta to popis Carmelo. Gwiazdor Knicks znów chciał przejąć mecz w MSG. W połowie ostatniej kwarty zdobył 9 punktów z rzędu, co spowodowało, że koszykarze z Wielkiego Jabłka znów zbliżyli się do gości. Na niespełna 18 sekund przed końcem Landry Fields sfaulował Bargnaniego, który wykorzystał dwa rzuty wolne. NYK przegrywali wtedy 85:88. Niecelna trójka Melo i szybki faul na Anthonym Carterze dała Toronto kolejne dwa punkty. Tej przewagi Knicks już nie odrobili. Mecz zakończył się wynikiem 85:90.
We wczorajszym spotkaniu zabrakło Amar'e Stoudemire'a, któremu, od meczu z Lakers (29.12), doskwiera uraz kostki. Nowojorczycy mimo to, mają więcej atutów i brak STAT-a nie powinien być żadną wymówką na porażkę z zawodnikami Toronto.