Wielkie zwycięstwo Leciejewskiej

Dodano: 12 grudnia 2011 21:05
Wielkie zwycięstwo Leciejewskiej
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Zwykle gdy mówimy o różnorakich sukcesach przytaczamy tytuły odznaczeń bądź trofeów zdobywanych przez daną jednostkę lub zespół. Zbyt rzadko jednak dostrzegamy osobiste zwycięstwa poszczególnych osób, które swoją postawą mogłyby posłużyć jako przykład dla wielu, którym trudno jest znaleźć motywację do walki.

Pisząc te słowa mam na myśli znaną polska koszykarkę, Magdę Leciejewską, która po blisko ośmiu miesiącach zmagań z kontuzją powróciła na parkiet, spełniając tym samym największe marzenie, jakie towarzyszyło jej w ostatnim czasie.

Wiele osób podobne informacje traktuje bardzo powierzchownie. Uważa, bowiem że skoro sport generuje kontuzje to takie sytuacje są normalnością i nie niosą w sobie nic nadzwyczajnego. Tyle, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Walka o powrót do zdrowia często wymaga, bowiem tak wielkiej wiary w końcowy sukces, której nigdzie indziej nie można spotkać. I którą nie każdy potrafi w sobie zrodzić.25 letnia zawodniczka pod koniec ubiegłego sezonu była na wysokim pułapie swojej kariery. Miała miejsce w podstawowym składzie zespołu, który za kilka tygodni zdobywał mistrzostwo Polski i pewnie myślami czasem wybiegała również w kierunku Mistrzostw Europy, które rozgrywane były w naszym kraju. Niestety pewnego feralnego dnia, ta pełna kolorytu wizja zamieniła się w szarą otchłań. „Lecia” zerwała, bowiem więzadła w kolanie i stało się jasne, że na parkiet powróci nie wcześniej niż za 6 miesięcy.Jeszcze w pierwszych chwilach, gdy wokół było ogromne zamieszanie związane z badaniami, diagnozami czy różnego rodzaju przypuszczeniami ta informacja nie docierała do końca do jej świadomości. Zresztą tak jest w wielu przypadkach, jeśli wszystko dzieje się „na gorąco”. Pierwsze, racjonalne odczucia pojawiły się po kilku dniach. I co wtedy? Koleżanki jak zwykle były na treningu i szykowały się do kolejnego meczu. Trenerzy, ze zmiennym zaangażowaniem instruowali swoje podopieczne jak mają zachowywać się na parkiecie, by gra wyglądała jak najlepiej. Kibice zaś żyli już nadchodzącym weekendem i nie mogli się doczekać samej konfrontacji oraz wieczornego piwka.A Magda? A Magda krążyła po lekarzach, wysłuchując ich mniej lub bardziej pesymistycznych opinii i próbowała sobie w głowie po układać „jak to teraz będzie”. A było niełatwo. Innym czas mijał niepostrzeżenie, a reprezentantka Polski odliczała minuty, godziny i niewiele się zmieniało. I tak dzień po dniu w oczekiwaniu na zabieg. Można powiedzieć, że dobrej jakości autostrada budowana od lat nagle zmieniła się w zwykłą polną drogę i na skonstruowanie jej kolejnego odcinka trzeba było poczekać trochę czasu. Wtedy często pojawiają się myśli, czy na pewno warto tyle czekać? Czy jest sens się poświęcać, czy dam radę po wielu sukcesach znów chwycić za łopatę i zaczynać od początku?I prawdziwego zwycięzcę poznaje się właśnie w takich chwilach. Wielu, bowiem rezygnuje, nie podejmuje trudu i po prostu przegrywa. Magda natomiast staczała walkę co dzień. Przeszkoda po przeszkodzie. Bywały chwile gorsze, bywały chwile lepsze, a najbardziej we znaki dawało się uczucie bezsilności, które nasiliło się szczególnie w trakcie Eurobasketu, na którym przecież też miała być obecna. I to jakże fatalne uczucie w tym wszystkim było chyba najgorsze, bo trudno jest zachować pogodę ducha i wewnętrzny spokój, gdy cały czas nie można robić tego, co tak bardzo się kocha.Jednakże nawet to nie złamało podkoszowej Wisły, która z miesiąca na miesiąc dochodziła do coraz większej sprawności i tuż obok swojego zespołu powoli stawiała kolejne kroki. Jednakże i na tym etapie nie było różowo. Wszystko dlatego, że niedługo później spotkał ją kolejny zawód. Miało to miejsce w listopadzie, gdy ból w kolanie ustąpił i pojawiła się nadzieja na szybszy powrót. Tyle, że jak się okazało nadzieja ta prysła tak szybko, jak się zrodziła. Klubowi lekarze nie chcieli, bowiem ryzykować i odradzali występ. I znów wszystko zaczęło się przeciągać. Aż do minionej soboty.Ten ostatni weekend dla Leciejewskiej niewątpliwie na zawsze pozostanie szczególny. Po tak długiej przerwie z ukochanym zawodem powróciła na parkiet i znów mogła rywalizować pod tablicami, jak za dawnych czasów. Spiker dumnie wyczytał jej nazwisko, a kibice wydzierali się ze wszystkich sił na jej cześć. Tego uczucia z pewnością nie da się opisać wprost i poczuje je tylko ten, kto nigdy nie stracił wiary w końcowe zwycięstwo.

Czytaj również na: http://sportowyswiat.com/teksty/wielkie-zwyciestwo-leciejewskiej/

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp