II liga: Derby Wrocławia dla Śląska

Dodano: 28 listopada 2011 08:33
II liga: Derby Wrocławia dla Śląska
Sebastian Hetman, Informacja własna
MediaWiki

W drugoligowym pojedynku, o którym głośno huczał cały Wrocław, koszykarze Śląska okazali się lepsi od miejscowych rywali z WKK. Komplet widzów w hali przy ul. Mieszczańskiej obejrzał dość brutalne spotkanie, gdzie obu zespołom odgwizdano łącznie aż 49 przewinień. WKS Śląsk pokonał WKK Wrocław 72:48.

Jeszcze w zapowiedzi pisałem, że Śląsk ma zdecydowaną przewagę pod koszem i dało się to zauważyć w sobotni wieczór, kiedy koszykarze Rafała Kalwasińskiego konsekwentnie grali „pod dziurę”. Mirosław Łopatka i Radosław Hyży zagrali na swoim poziomie i nie zawiedli kibiców w popularnej „Kosynierce”. 

Śląsk rozpoczął mecz od mocnego uderzenia, a dwie trójki z rzędu trafione przez Marcina Kowalskiego przyczyniły się do szybkiego serialu 12-0. „Kosynierzy” wyszli na parkiet skoncentrowani, a ich bojowe nastawienie odzwierciedlało się świetną defensywą, momentami na pograniczach faulu. Warto wspomnieć, iż na parkiet nie wyszedł Bartosz Diduszko, który po podpisaniu kontraktu w Ekstraklasie musi pauzować przez pewien okres, aby od czasu do czasu wracać na mecze drugiej ligi. Jego brak był widoczny w zasadzie od pierwszej minuty, a obwodowi WKK mieli ogromne problemy z tzw. „ball movement”, kiedy Śląsk postawił mocną strefę. Jeszcze w pierwszej kwarcie podopiecznych Tomasza Niedbalskiego uratował drugi oddech, a serial 10-2 przybliżył nieco młody zespół do starych wyjadaczy, którzy świetnie ustawiali się na faule ofensywne (4 „ofensy” WKK w pierwsze cztery minuty).

Jan Grzeliński (4 pkt., 2/10 z gry) swoją motoryką zachwycał dziennikarską ławkę, ale boleśnie pudłował z półdystansu i rozdał tylko 4 asysty. Mocne wejście w mecz miał za to Jakub Koelner (11 pkt.), który trafił kilka rzutów, ale przez resztę spotkania nie mógł za bardzo się odnaleźć. Kacper Sęk (13 pkt., 6 zb.) był motorem napędowym, zebrał kilka piłek, po których Grzeliński uruchamiał szybki atak. Dodał do tego dwa naprawdę fajne wsady i po prostu szkoda, że ten chłopak nie ma dobrego rzutu z dystansu i momentami był wręcz lekceważony przez koszykarzy WKS-u.

Mirosław Łopatka (15 pkt., 8 zb., 1 blk.) zagrał w zasadzie po swojemu, standardowo. WKK nie mieli odpowiedzi na popularnego „Szuflę” i nadal zastanawia mnie fakt, dlaczego tak rzadko uruchamiany w ofensywie był Piotr Niedźwiedzki (10 pkt., 12 zb.). „Mydło” oddał raptem 7 rzutów z gry, z czego aż 4 pochodziły zza linii trzypunktowej. W strefie pomalowanej był błyskawicznie podwajany, ale jestem przekonany, że przy Łopatce radziłby sobie lepiej na pick’n’rollach, gdzie obrońców gubił wspominany wyżej Grzeliński. Inna sprawa, że Niedźwiedzki miał problemy w pomalowanym, kiedy Łopatkę zmieniał Paweł Bochenkiewicz. Silny "Bochen" zastawiał zbiórkę jak mało kto, a jego twarde zasłony zatrzymywały graczy WKK. Przekonał się o tym m.in. Jakub Koelner, który runął na parkiet po jednej z nich i przez jakiś czas nie mógł dojść do siebie.

Trener Niedbalski w trzeciej kwarcie eksperymentował z defensywą i wyglądało to naprawdę dobrze do bodajże 26 minuty spotkania, a Jarosław Zyskowski (10 pkt.) zaliczył kilka ciekawych wejść z lewego skrzydła. Potem Śląsk po raz kolejny trafił dwie trójki z rzędu (w tym Hyży) i zaliczył run 11-3. Było w zasadzie po wszystkim, zaś Piotr Bawolski z samych szybkich kontr uzbierał kilka łatwych punktów. Dobry mecz rozegrał także Mateusz Płatek (8 pkt.), który był niczym plaster w grze jeden na jeden.

Gra na obwodzie w wykonaniu Śląska nie była zbyt kolorowa, gdy zza łuku pudłowali Adrian Mroczek-Truskowski (11 pkt., 0/5 za trzy) i Artur Grygiel (9 pkt., 2/9 za trzy). Owy duet trafił raptem dwie trójki, a z tarapatów ekipę Kalwasińskiego wyciągał Radosław Hyży. Popularny „Rudy” miał 15 punktów, 10 zbiórek i przede wszystkim aż 8 wymuszonych przewinień mimo, że sam miał problemy z faulami jeszcze w pierwszej kwarcie (3). Hyży był na parkiecie wszędzie, a jego „cwaniackie” zagrania na granicy „flopowania” wprowadzały w szał skromny sektor kibiców WKK, gdzie najbardziej oddanym fanem był tylko Przemysław Koelner.

Stat meczu: 38 punktów Śląska pod koszem przy skuteczności 5/26 za trzy, 47-35 na deskach. WKK – 2/21 za trzy, 17 strat.

Po meczu dwóch miejscowych rywali dało się zauważyć pewien niedosyt w oczach kibiców, którzy obejrzeli tak naprawdę dobre pierwsze dwie kwarty. Sam obstawiałem wynik korzystny dla Śląska w granicach 8-10 punktów, ale nie spodziewałem się takiego pogromu i myślę, że mecz mógłby wyglądać nieco inaczej, gdyby na parkiecie biegał Bartosz Diduszko. To tylko subiektywna uwaga i dodam, że powoli stają się nudne słowne, transparentowe, czy medialne potyczki pomiędzy dwoma obozami. Wczoraj między trzecią a czwartą kwartą głośni kibice z „Kosynierki” oprócz wielkiej flagi na środku parkietu ukazali transparent „Tylko awans sportowy jest dla nas honorowy”. Oczywiście owe hasło „piło” do ekstraklasowego Śląska, który wykupił „dzika kartę” do gry w TBL.

Ja mogę tylko podziękować obu zespołom za świetne widowisko i z niecierpliwością czekam na rewanż, który wg nieoficjalnych informacji ma odbyć się w Hali Orbita. I jak mówią zawodowcy: „Na parkiecie rozstrzygamy wszystkie spory”. Skoro tak, to dajmy spokój z fermentem, który płynie po wrocławskich ulicach i skupmy się na koszykówce. Wrocławskiej koszykówce, która dała kibicom 17 tytułów Mistrza Polski, a z drugiej strony powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.

 

WKS Śląsk - WKK Wrocław  72:48 [20:15, 16:12, 19:11, 17:10]

Śląsk: Łopatka 15 (8 zb., 1 blk.), Hyży 15 (10 zb., 1x3), Mroczek-Truskowski 11 (8 zb.), Grygiel 9 (2x3), Płatek 8, Kowalski 6 (2x3), Bawolski 4, Bochenkiewicz 2, Bluma 0

WKK: Sęk 13 (6 zb.), Koelner 11 (1x3), Zyskowski 10, Niedźwiedzki 10 (12 zb., 1x3), Grzeliński 4 (4 ast.), Bojko 0, Zuber 0, Dusiło 0, Głuchowicz 0, Mazur 0, Kilian 0, Józefiak 0 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp