Dlaczego ciągle kochamy NBA

Dodano: 9 listopada 2011 08:24
Dlaczego ciągle kochamy NBA
Tomek Nalaskowski, Informacja własna
WikiMedia

Nawet w dobie lokautu najzagorzalsi kibice pamiętają, że NBA to najwspanialsza i najlepsza na świecie organizacja sportowa. Oferuje nam naszą ukochaną dyscyplinę sportu w najlepszym wydaniu. Najlepsi zawodnicy, najlepsze perfekcyjnie realizowane transmisje telewizyjne, naj, naj, naj...

Jednym z najważniejszych elementów decydujących o popularności tej ligi jest zdecydowanie brak stagnacji. W NBA cały czas coś się dzieje. Tu nie ma miejsca dla drużyn wiecznie wygrywających lub skazanych na wieloletni marazm i bezsilność. Wszyscy są, byli lub będą walczyć o mistrzostwo. W Europie wygląda to inaczej. Real Madryt i Barcelona (piłka nożna i kosz), CSKA (koszykówka), Maccabi (koszykówka), Panathinaikos (koszykówka), Manchester United, Bayern Monachium (piłka nożna) to wieczni kandydaci do złota. Reszta jest tłem. Jasne, że w NBA są kluby – ikony, które koszą tytuły częściej niż inni. Nie ma jednak wąskiego grona wiecznych faworytów co udowodniło np. Dallas w poprzednich rozgrywkach lokowane przed PO daleko za głównymi pretendentami. Jednym z ważniejszych kluczy do sukcesu ligii jest system draftu – wyrównujący szanse i premiujący najsłabszych z poprzednich rozgrywek. „Zajrzyjmy” zatem do czterech najgorszych w ubiegłorocznych rozgrywkach ekip żeby przekonać się jak to działa. Warto zwrócić uwagę, że „demontaż” tego co złe i „montaż” czegoś lepszego trwał w tych ekipach cały ubiegły sezon w postaci wymian i pozyskiwań pic-ów w drafcie. To nie tylko bierne czekanie na zasadzie „co los nam da”. Zaczynamy od ostatniej na zachodzie Minnesoty.

Minnesota Timberwolves

Leśne Wilki budują znakomity zespół niedalekiej przyszłości. Po odejściu Kevina Garnetta zespół przez kilka lat nie znaczył w lidze nic. Co gorsza – brakowało też perspektyw na poprawę tego stanu rzeczy. Obecnie za sprawą mądrej polityki kadrowej powstaje ekipa o większym potencjale niż ta z najlepszych czasów Garnetta a wówczas Minnesota nieźle mieszała nawet w Play Off.

Młodość i potencjał kluczowych obecnie graczy – to główny atut Timberwolves. Obecni liderzy drużyny Kevin Love i Michael Beasley mają odpowiednio 23 i 22 lata. W ubiegłorocznych rozgrywkach rzucali razem blisko 40 pkt i zbierali ponad 20 piłek. Uniwersalni rzucający/niscy skrzydłowi Wesley Johnson i Martell Webster to 24-latkowie. Do ekipy dołączyli gracze o nieprzeciętnych umiejętnościach – dwójka draftu, skrzydłowy Derrick Williams (20 l.) oraz Ricky Rubio (21 l.). Całość uzupełniają doświadczeni: rozgrywający Luke Ridnour i center Brad Miller. Wartościowymi graczami są z pewnością też Anthony Randolph (22 l.) i europejscy podkoszowi Nikola Pekovic i Darko Milicic oraz rozgrywający Sebastian Telfair. Jeśli swe nieprzeciętne talenty potwierdzą dwaj młodzi, nowi zawodnicy pierwsza piątka Wolves może wyglądać tak:

1 – Rubio (21 lat) – „piątka” draftu 2009

2 – Johnson (24 lat) – „czwórka” draftu 2010

3 – Beasley (22 lat) – „dwójka” draftu 2008

4 – Williams (20 lat) – „dwójka” draftu 2010

5 – Love (23 lat) – „piątka” draftu 2008

Najstarsi stażem Beasley i Love już dominują. Pozostali powinni dołączyć za sezon - dwa.

Przedostanią ekipą zachodu było w ubiegłym sezonie Sacramento.

Sacramento Kings

Królowie w wyniku licznych przed i po-draftowych wymian zbudowali niezwykle ciekawy skład na bieżące rozgrywki. Drużynę poprowadzi do boju Tyreke Evans. Na pozycjach dwa/trzy – strzelcy: doświadczony John Salmons i coraz lepszy Marcus Thornton. Pozycje podkoszowe to domena wulkanu energii w postaci J.J. Hicksona i młod ego cwaniaka podkoszowego DeMarcusa Cousins`a. Z tego grona tylko Salmons ma więcej niż 24 lata a potencjalni liderzy (Evans, Cousins) nie przekroczyli 22 lat. Na ławce Sacramento zasiądą: pierwszoroczniak znakomity strzelec Jimmer Fredette, wartościowi zmiennicy pod kosz w postaci Samuel Dalemberta i Jasona Thompsona oraz solidni obwodowcy – Marquis Daniels, Francisco Garcia i Donté Greene. Skład kompletny. Włożyć w słoik, zakręcić, odstawić na półkę i czekać. Czekać 2-3 sezony i „produkt” będzie gotowy do użycia w walce o najwyższe laury w lidze.

Cleveland Cavaliers

Tu sprawa nie ma się tak słodko jak u kolegów outsiderów Zachodu. Poturbowane przez los zwany „LBJ mówi See you” oblicze drużyny jeszcze jakiś czas nie nabierze właściwego wyrazu. Proces budowy „Nowych Cavs” jest już jednak widoczny. Głównie za sprawą nowych graczy drużyny z Cleveland „jedynki” (Kyrie Irving) i „czwórki” (Tristan Thompson) tegorocznego draftu. Impulsem do dalszej konstruktywnej odbudowy tej drużyny może być też fakt niskiego poziomu wynagrodzeń zawodników. Tylko weterani (Davis i Jamison) przekraczają kwotę 8 mln dolarów za sezon a to w kontekście ich rychłego końca karier daje drużynie znakomite możliwości w zakresie Salary Cap. Na dziś team prezentuje się... nijak, choć na pewno lepiej niż w ubiegłym sezonie. Na pozycjach 1-2 wspomniany nr 1 draftu Kyrie Irving z doświadczonym Baronem Davisem. Zmianą dla nich mogą być superstrzelcy Daniel „Bobby” Gibson i Anthony Parker. W odwodzie pozostaje pozostają jeszcze „Prokomowy” Alonzo Gee, Ramon Sessions czy Joey Graham. Na pozycjach 3,4,5 też szału nie ma. Powinni je obsadzić, coraz lepszy Omri Casspi, gwiazda – weteran Antawn Jamison i waleczny Anderson Varejao. Na ławce wśród skrzydłowych i centrów zasiadać będą: „czwórka” tegorocznego draftu Tristan Thompson, Christian Eyenga, Rayan Hollins i rozwijający się Samardo Samuels. Jak na pierwszy rok budowy nowego teamu przystało – efekty jeszcze nie w tym sezonie, choć na wynik trochę lepszy niż ubiegło sezonowy można liczyć.

Toronto Raptors

Forsowana przez ostatnie lata „opcja europejska” w tej jedynej spoza USA drużynie NBA dotychczas nie przyniosła pożądanych skutków. Szefowie klubu z kraju klonowego liścia postanowili więc... forsować ją nadal. Jedyną szansą na zmianę tego stanu rzeczy jest samoistne wykreowanie, jak to mawiał kiedyś Pan Prezydent Wałęsa – opcji wariantowej. W osobie rzecz jasna DeMar Derozana w charakterze lidera. Ale po kolei. Raptors wybrało w drafcie jego „piątkę” – Jonasa Valanciunasa. Bez dwóch zdań – młody Litwin ma talent i wśród swoich równolatków dominuje, czego najlepszym dowodem jest jego 36 pkt w finale MŚ U-19. Jednak na warunki NBA to za mało. Minie kilka sezonów zanim stanie się rasowym centrem. Przyjmując optymistyczne założenie, że Jonas już w tym sezonie wejdzie do pierwszej piątki, wyjściowy skład Raptors wyglądałby tak:

1 – Calderon

2 – Barbosa

3 – DeRozan

4 – Bargnani

5 – Valanciunas

Ekipa prezentuje się znakomicie ale... na warunki Euroligii. Ławka Raptors też nie ugości wielkich gwiazd. W kolejności pozycji Jerryd Bayless, Sonny Weems, Julian Wright, Ed Davis i Amir Johnson. Dodatkowo człowiek wyłącznie do zbiórek Reggie Evans i Linas Kleiza jak się wykuruje. Mecze kanadyjczyków odbywać się więc będą w przerwach między modlitwami „daj nam Panie by DeMar i Jonas szybko stali się gwiazdami”.

Po tych pobieżnych analizach łatwo można dojść do konkluzji, że na zachodnim wybrzeżu USA mieszkają przezorniejsi obywatele tego kraju. „Zachodni” Mistrzowie Ligii zawodowej zwykle budują się latami, jak np. ubiegłosezonowe Dallas czy wcześniej Lakers i Spurs. Wschód ściąga pół ligi by tworzyć teamy typu Boston czy Miami...

Jedynym chlubnym wyjątkiem od tej reguły było i jest nadal Chicago. All Stars ostatnich drużyn wschodu i zachodu:

Wschód:

1 – Baron Davis 32 lata

2 – Leandro Barbosa 28 lat

3 – DeMar DeRozan 22 lat

4 – Antawn Jamison 35 lat

5 – Andrea Bargnani 26 lat

średnia wieku 28,6

Zachód:

1 – Tyreke Evans 22 lata

2 – Marcus Thornton 24 lata

3 – Michael Beasley 22 lata

4 – Kevin Love 23 lata

5 – DeMarcus Cousins 21 lat

średnia wieku 22,4

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp