Shaq bez cenzury. 'LeBron mógł robić co chciał'

Dodano: 3 listopada 2011 13:57
Shaq bez cenzury. 'LeBron mógł robić co chciał'
Michał Fast, boisko.pl
WikiMedia

W amerykańskich mediach pojawił się kolejny fragment książki „Shaq Uncut: My Story”, która ukaże się w Stanach Zjednoczonych 15 listopada.

Tym razem „Diesel” rozpisuje się o LeBronie Jamesie, z którym grał przez jeden sezon w Cleveland Cavaliers. Odnosi się też do swojego następcy na pozycji centra i zarazem dominatora ligi, Dwighta Howarda.

“LeBron był ogromną gwiazdą. Tak wielką jak ja w 2000 roku w LA, kiedy dominowałem w lidze. Nasz trener, Mike Brown, to miły facet, ale musiał żyć na krawędzi, bo nikt nie miał prawa wdawać w jakiekolwiek konfrontacje z LeBronem. Nikt nie chciał, aby opuścił Cleveland, mógł więc robić co tylko chciał.

Pamiętam jak raz analizowaliśmy zapisy wideo ze spotkań i jeden z nich pokazywał jak LeBron nie wrócił do obrony po niecelnym rzucie. Mike Brown tego nie skomentował. W następnym klipie nie wrócił Mo Williams i Mike powiedział: Yo, Mo, nie możemy tak robić. Musimy więcej walczyć. Siedzący obok Delonte West ma dość, więc wstaje i mówi: Chwila. Nie możesz robić takich uników. Każdy musi odpowiadać za to, co robi, nie tylko niektórzy z nas. Mike Brown odparł: Wiem, Delonte, wiem. Mike wiedział, że Delonte ma rację.

Nie jestem pewien, czy Kobe będzie słuchał Mike’a Browna  LeBron nigdy tego właściwie nie robił. Wiem tylko tyle: Kobe na pewno będzie miał władzę”

"Bez wątpienia w piątym meczu LeBron był nieswój [chodzi o piąty mecz playoffów 2010 pomiędzy Celtics a Cavaliers, po którym Boston wyszedł na prowadzenie w serii, wygranej ostatecznie 4:2 - przyp. red.] Zawsze wierzyłem, że gdy tylko chce, może wrócić na normalny poziom, ale z jakiegoś powodu tego nie robił. Nie przeciwko Celtics w 2010 roku i nie przeciwko Mavericks w 2011. To było dziwne. To, że podajesz to jedna sprawa, ale powinieneś być Tym gościem. Oglądam go z Dallas, wymieniają się piłką, przygotowują mu perfekcyjną pozycję – i on podaje piłkę do Mario Chalmersa. Bez sensu. Mówiłem ludziom: To tak, jak powiedział mi Michael Jordan. Zanim osiągniesz sukces, musisz najpierw upaść”.

"Dwight Howard jest sam. Jeżeli nie zdobędzie czterech pierścieni, będę nim rozczarowany. Nikt nie może mu podskoczyć. Kiedy ja grałem, miałem Ewinga w najwyższej formie. Miałem Rika Smitsa, Arvydasa Sabonisa, Alonzo Mourninga, Dikembe Mutombo. Miałem Vlade Divaca, Kevina Duckwortha. Załapałem się jeszcze na Davida Robinsona. Ostertag. Wielcy faceci. Teraz nie byłbym w stanie wymienić pięciu centrów.

Dwight i ja nie mamy tak naprawdę żadnej relacji. Nie lubię ludzi, którym brakuje oryginalności. Cała ta sprawa z Supermanem na mnie nie działa… Dziwny jest sposób, w jaki dba o swoją karierę. Chce być Supermanem. Mówi się, że przejdzie do LA, gdy skończy mu się kontrakt. Kiedy podczas przerwy w rozgrywkach wracam do Orlando, robią tam dla niego wszystko to, co robili dla mnie. Ale to błąd. To Dwight Howard. Nie Shaq. Bądź sobą. Stwórz własną markę.

Czasami mi go żal. Wszystko spoczywa na jego barkach, tak jak kiedyś na moich, i gdy coś nie idzie, staje i stara się tłumaczyć, mimo że odwalił kawał roboty. Nic się nie zmienia w NBA. Nie zawsze fajnie jest być Dwightem Howardem, ale gdy nazywasz się Szefem, cóż, musisz sobie z tym radzić”.

Zobacz także: Shaq bez cenzury. "Powiedziałem chłopakom: Zabiję go"

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp