TBL: Kolejna porażka Śląska. AZS w formie

Dodano: 18 października 2011 22:33
TBL:  Kolejna porażka Śląska. AZS w formie
Sebastian Hetman, Informacja własna
Obraz własny

We wtorkowy wieczór przyjezdni z Koszalina nie dali szans gospodarzom z Wrocławia. AZS ograł Śląsk 85:76, wygrywając tym samym swoje trzecie spotkanie w tegorocznych rozgrywkach TBL. Dla Śląska była to trzecia porażka z rzędu, a kibice, którzy przybyli do Hali Stulecia, wyobrażali sobie przebieg spotkania nieco inaczej.

Katami wrocławskiego zespołu okazali się dwaj „emeryci”. George Reese i Igor Milicić zdobyli razem 42 punkty, trafiając łącznie 15 na 21 rzutów z gry. Tym samym zepsuli wrocławskim kibicom powrót do Hali Stulecia, w której równo 10 lat temu koszykarze Śląska pokonali w Suprolidze utytułowany zespół Maccabi Tel Aviv.

Przyznam się, że dawno nie widziałem Reese’a i Milicicia w akcji i nie zdawałem sobie sprawy, co może spotkać Śląsk tego wieczoru. Początkowo Wrocławianie grali nieźle w defensywie, a w ataku mogli liczyć na Qa’raana Calhouna i Aleksandara Mladenovica. Środkowy Śląska pewnie grał w polu trzech sekund i co rusz otwierał się na pick & rollach. Po świetnej pierwszej kwarcie, w której zdobył 6 łatwych punktów, zakończył spotkanie z dorobkiem 9 oczek i był w zasadzie niewidoczny w drugiej połowie.

George Reese zaczął swój koncert w pierwszej kwarcie i miał po jej zakończeniu 8 punktów na koncie, podobnie jak Milicić. Dwaj weterani trafiali dosłownie wszystko, Milicić dwie trójki + dwa rzuty wolne, Reese wszystkie cztery rzuty z gry, głównie z 4-5 metra. Tego dnia nie widziałem w ekipie Śląska kogoś, kto mógłbym zatrzymać rozpędzony duet weteranów. Co ciekawe, Reese przez całe spotkanie grał w zasadzie tak samo. Upychał się w tyłem do koszea, po czym rzucał przez lewe lub prawe ramię. Wpadało wszystko, nawet przez ręce obrońców. Amerykanin „przysiadł” nieco w drugiej kwarcie, w której Śląsk popełnił kilka błędów w ofensywie i było widać gołym okiem, że Slavisa Bogavac nie radzi sobie na początku sezonu w TBL. Zakończył co prawda spotkanie z dorobkiem 16punktów i 7 zbiórek, ale momentami wyglądał na parkiecie tragicznie. Podczas serialu AZS-u (7-2) nadal punktował Milicić, który w drugiej kwarcie rzucił kolejne 8 oczek. Tego dnia nie zszedł z parkietu, grał przez pełne 40 minut. Pomagał mu solidny Marko Lekić. Podkoszowy Koszalina zwrócił moją uwagę już na początku tego spotkania. Typowy drwal harujący pod tablicami, świetne warunki fizyczne. Wczoraj zdobył 12 punktów i 7 zbiórek.

Po przerwie Wrocławianie bardzo chcieli zmienić losy tego spotkania, dlatego Robert Skibniewski coraz częściej penetrował w pole trzech sekund. Po łatwym mijaniu rywali zatrzymywał się w okolicach rzutów wolnych i trafiał. Gorzej było z rzutami zza łuku (1/5), ale na dzień dzisiejszy to największy mankament Śląska, który do tej pory trafił ledwie 16 trójek na 77 oddanych! Honor w tym elemencie gry próbował ratować Paweł Buczak. Absolwent uniwersytetu Princeton starał się jak mógł, dlatego wymusił kilka przewinień i trafił dwa rzuty za trzy z rogów boiska (w sumie 16 oczek). On i Paul Graham (15 pkt.) starali się ciągnąć tonący statek Wrocławian, a wspomniany Amerykanin w trzeciej kwarcie zdobył 6 punktów z rzędu udowadniając niedowiarkom, że potrafi wykorzystywać swoją szybkość przy penetracjach od linii końcowej.

Przy minimalnych zrywach Śląska sprawy w swoje ręce po raz kolejny wziął George Reese, który w samej trzeciej kwarcie zdobył 10 punktów (7 z rzędu) i był tego dnia gorący. Wyróżniał się także Rafał Bigus, o dziwo na półdystansie, a J.J. Montgomery (13 pkt.) wykorzystywał przewagę fizyczną nad mniejszymi obrońcami (Skibniewski, Koelner). Kolejny serial AZS-u (9-2) dołował wrocławskich kibiców, którzy „przegrywali” z Koszalinem w pewnym momencie różnicą 17 punktów. Dziury w defensywie i kiepska gra na obwodzie pogrzebały Śląsk w czwartej kwarcie, aczkolwiek wynik nie oddaje charakteru tego spotkania. 34-letni Reese i 35-letni Milicić udowodnili tylko, że doświadczanie i rutyna są nieodłączną częścią koszykówki, chociażby na poziomie TBL.

Stat meczu: Reese i Milicić razem – 69 lat, 76 minut, 42 punkty, 15/21 z gry (w tym 5/10 za 3). Śląsk Wrocław – 6/25 za 3

Dla Śląska (bilans 0-3) będzie to ciężki sezon, a kibice po powrocie do Ekstraklasy spodziewali się czegoś więcej. „Nie od razu Rzym zbudowano”, ale należy zdawać sobie sprawę z tego, że ambicji wrocławskiemu zespołowi nie brakuje. Wczoraj było kilka dziur w defensywie, nieźle funkcjonowała zbiórka, lecz ofensywa i selekcja rzutów pozostawia wiele do życzenia. Dało się także zauważyć dość wąską rotację trenera Miodraga Rajkovica. Nadal skromne minuty dostają Piotr Niedźwiedzki i Jarosław Zyskowki, którzy w drugiej lidze rozstawiają przeciwników po kątach. We wtorkowy wieczór ten pierwszy zagrał przez 6 minut (podobnie jak Jakub Koelner), a Zyskowski nie pojawił się na parkiecie.

Z kolei AZS Koszalin (bilans 3-1) to zespół grający fizyczną koszykówkę. Mając dwóch weteranów w składzie, na (nie oszukujmy się) bardzo dobrym poziomie, można grać ramię w ramię z najlepszymi w tej lidze. Śląsk jak na razie do nich nie należy, a zespół z Koszalina może spokojnie znaleźć się w pierwszej piątce TBL. Walka o medale jest jak najbardziej w zasięgu. Pytanie tylko, czy starczy zdrowia „emerytom”?

 

Śląsk Wrocław - AZS Koszalin 76:85 (18:23, 14:18, 17:23, 27:21)

Śląsk: Bogavac 16 (7 zb., 2x3), Buczak 16 (2x3), Graham 15, Skibniewski 13 (6 ast.), Mladenovic 9 (8 zb.), Bochno 4, Vairogs 3, Niedźwiedzki 0, Koelner 0

AZS: Reese 23 (2x3), Milicic 19 (5x3), Montgomery 13, Lekic 12 (7zb.), Bigus 9, Strickland 6, Bartosz 3 (1x3), Łączyński 0, Dutkiewicz 0,

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp