Deng odebrał nam marzenia! Porażka Polaków w decydującym starciu!
Zapowiadając mecz Polski z Wielką Brytanią trudno było uwierzyć w to, że ostatnie spotkanie pierwszej fazy EuroBasketu będzie naszym głównym starciem o promocję do kolejnej rundy. Niemniej jednak, jakże miłe wydarzenia z ostatnich dni, w tym oczywiście kapitalne zwycięstwo nad Turcją sprawiły, że przed nami stała ogromna szansa. Trzeba było „tylko” zwyciężyć Wielką Brytanię.
Niestety ta sztuka niezwykle ambitnym reprezentantom Polski się nie udała i mimo pokonania Turcji musimy pożegnać się z Mistrzostwami.
Po efektownej wygranej z ekipą znad Bosforu wielu osobom wydawało się, że ten poniedziałkowy mecz powinien być jedynie formalnością. Szybko jednak okazało się, że o korzystny rezultat będzie równie trudno. Podobnie zresztą jak w poprzednich spotkaniach. Pierwsze minuty świetnie ułożyły się dla Brytyjczyków, którzy wyszli na prowadzenie 10:2, co najlepiej oddawało sytuację panującą na parkiecie. Polacy byli bardzo nieskuteczni, efektem czego długo nie potrafili odpowiedzieć na poczynania rywali. A nasi przeciwnicy dowodzeni przez Loul Denga prawie każdą akcję kończyli celnym rzutem. Na szczęście otrzeźwienie w szeregach naszego zespołu, jakie nastąpiło w końcówce kwarty pozwoliło na zniwelowanie strat. Stało się tak za sprawą celnych prób z dystansu Tomasza Kelatiego i Dardana Berishy, którzy potwierdzili, że są w wysokiej formie i potrafią wziąć na siebie ciężar gry w trudnych momentach. Po tych wydarzeniach Brytyjczycy prowadzili jedynie 18:17 i ewidentnie nie byli już tak pewni siebie, jak w początkowych momentach.
W drugiej kwarcie Polacy swoje starania obronne skupili wokół szarżującego Denga, który bezapelacyjnie był najgroźniejszym graczem naszych rywali. Dzięki temu, zawodnik z Wielkiej Brytanii nie miał już tak łatwej drogi do kosza, co też przekładało się na ilość zdobywanych przez niego punktów. Problem polegał jednak na tym, że Brytyjczycy potrafili wyjść i z tej opresji, punktując z dalszych odległości. Podopieczni trenera Alesa Pipana próbowali w tym czasie przejąć inicjatywę, ale wciąż popełniali zbyt wiele prostych błędów, które dyskwalifikowały ich w walce o korzystny wynik. Ponadto, w naszych szeregach brakowało też agresywnej gry w ataku, która w poprzedniej kwarcie pozwoliła nam na dogonienie przeciwnika. Nieskuteczny tym razem był Piotr Pamuła, który mimo dwóch dogodnych pozycji, ani razu nie zdołał umieścić piłki w koszu. Na nasze nieszczęście, w ostatnich minutach pierwszej połowy drugi oddech złapali Brytyjczycy i to oni po składnych akcjach podkoszowych w pewnym momencie wygrywali 34:26, co z pewnością nie satysfakcjonowało głośno dopingującej grupy kibiców z Polski. Co gorsza, po kilku minutach przebudził się także wyłączony na początku „ćwiartki” Deng, który zapewnił swojej drużynie prowadzenie 39:31 po 20 minutach gry.
Po zmianie stron od razu zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Wielka Brytania wygrywała po kilkudziesięciu sekundach już 42:31 i na twarzach naszych reprezentantów malowało się zdenerwowanie. Nadzieję, na lepszy rezultat w serca kibiców wlał co prawda Łukasz Koszarek, zaliczając akcję 2 + 1, ale radość nie trwała długo. Brytyjczycy zadziwiająco łatwo radzili sobie z czującymi w nogach trudy wczorajszego meczu Polakami i to oni byli w zdecydowanie lepszej sytuacji. Nasi kadrowicze jednak nie poddawali się, cały czas próbowali nawiązać równorzędną walkę z lepiej dysponowanymi koszykarzami z Wysp. Jeszcze wtedy mogło się zdawać, że awans jest na wyciągnięcie ręki, bo różnica punktowa między oboma zespołami była niewielka, a do końca meczu pozostawało sporo ponad 10 minut. Problem polskiej reprezentacji nazywał się jednak Luol Deng. Występujący na co dzień na parkietach NBA czarnoskóry koszykarz nic nie robił sobie z asysty niekiedy nawet 4 obrońców i właściwie w pojedynkę śrubował swoje rekordy punktowe, zapewniając tym samym prymat swojej reprezentacji. Zła karta odwróciła się na chwilę po 7 punktach z rzędu niezawodnego Łukasza Koszarka. Wtedy wynik na tablicy świetlnej brzmiał 56:53 i można było sądzić, że walka zaczynała się od nowa!
Niestety wiara polskich kibiców po raz kolejny została wystawiona na ciężką próbę. Początek decydującej batalii znów należał, bowiem do naszych rywali. Ich dominacja widoczna była szczególnie w strefie podkoszowej, gdzie przewaga centymetrów i doświadczenia ma ogromne znaczenie. Polacy w tych bądź co bądź końcowych minutach byli już potwornie zmęczeni. Brak wartościowych zmienników też nie pozostawał bez znaczenia w kontekście gry obronnej. W ofensywie z kolei, w naszym wykonaniu dobre były tylko pojedyncze akcje. Wciąż brakowało tego „ognia” w oku biało czerwonych i pozostało liczyć na przebudzenie chociaż jednego z graczy. Takowe nadeszło ze strony Dardana Berishy, który na 4 minuty przed końcową syreną doprowadził do wyrównania. Tyle, że ostatnie zdanie należało do duetu Deng – Freeland. Obaj wysocy Brytyjczycy okazali się być nie do zatrzymania i ostatecznie pozbawili Polaków szans na dalsze występy na Litwie, przesądzając o zwycięstwie swojej reprezentacji. Mimo to, dla naszej kadry należą się wielkie słowa uznania za to, czego dokonali i mimo porażki, z pewnością można ich traktować jako zwycięzców.
Na szersze podsumowanie występu Polaków w tegorocznych Mistrzostwach Europy zapraszamy już jutro!
Polska 81:88 Wielka Brytania (17:18, 14:21, 25:16, 25:33)
Polska: Berisha 19, Koszarek 15, Hrycaniuk 15
Wielka Brytania: Deng 28, Freeland 27, Reinking 7