Niesamowite zwycięstwo nad Turcją!
To co wydarzyło się w niedzielne popołudnie w hali w Poniewieżu było po prostu niesamowite! Skazywana na pożarcie Polska po długiej i heroicznej walce pokonała Turcję 84:83 i jest niezwykle blisko awansu do kolejnej rundy. Polacy udowodnili tym samym, że ambicji i woli walki nic nie jest w stanie zastąpić!
Smaczku tej wygranej dodaje fakt, że Turcja to aktualny wicemistrz Świata.
Biało czerwoni przed meczem z Turcją za faworyta lekko mówiąc uznawani nie byli. Nasi niedzielni rywale w swoich dotychczasowych meczach imponowali formą szczególnie w grze podkoszowej, a nazwiska takich graczy jak Illiasova, Kanter czy Asik z pewnością budziły respekt. Mimo to, Polacy nie przestraszyli się bardziej utytułowanego rywala i do pierwszych minut starali się narzucić na parkiecie swój styl gry. I trzeba przyznać, że ta sztuka naszym reprezentantom udawała się co najmniej dobrze. Wśród podopiecznych trenera Alesa Pipana imponowała przede wszystkim dobra skuteczność rzutów z gry. Polscy zawodnicy zaskakująco łatwo dochodzili do czystych pozycji rzutowych i nie mieli problemów z umieszczaniem piłki w koszu. Świetnie na boisku radził sobie Adam Hrycaniuk. Krytykowany po poprzednich spotkaniach środkowy Asseco Prokomu Gdynia był prawdziwą ostoją Polaków w ofensywie, co chwilę ogrywając rosłych koszykarzy w czerwonych strojach. Notabene, na ich twarzach przy zorganizowanej grze Polaków malowała się bezradność i pozostawało mieć nadzieję, że nasi zawodnicy wykorzystają tę nostalgię. Słowa pochwały należy jednak skierować także w kierunku gry obronnej Polaków. Turcy przez długi okres czasu nie potrafili przedrzeć pod nasz kosz, co nie wróżyło im nic dobrego. Gdy do tego dodamy fakt, że dobre zawody rozgrywał Dardan Berisha, nie dziwiło, że po pierwszej kwarcie prowadziliśmy 17:14.
Wielu spodziewało się, że w drugiej kwarcie Turcy nie pozwolą sobie na taką nonszalancję i to oni będą nadawać tempo zawodom. Tymczasem, Polska nadal kontynuowała dobrą grę, a Turcy za nic nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych reprezentantom biało czerwonych. Cieszyć mogło też to, że po słabym początku, podopieczni trenera Pipana potrafili się podnieść i skutecznie walczyć z aktualnymi wicemistrzami Świata. Co ciekawe, zaskakiwała bezradność podkoszowych koszykarzy ekipy znad Bosforu . Oczywiście mieli oni przewagę w walce o górne piłki, ale kompletnie nie przekładało się to na ich zdobycz punktową. Polacy natomiast, o dziwo nie mieli z tym problemów i przez cały czas utrzymywali się na prowadzeniu. O dobrej grze naszych reprezentantów może świadczyć też fakt, że Ales Pipan o pierwszą w meczu przerwę na żądanie poprosił dopiero na kilka chwil przed końcem połowy. Wskazówki od naszego selekcjonera okazały się na szczęście pomocne. Polacy do końca drugiej odsłony utrzymali prowadzenie i zasłużenie wygrywali po 20 minutach 39:35.
Po zmianie stron nadzieje na to, że uda się osiągnąć korzystny rezultat w starciu z tak mocnym rywalem były ogromne. Mankamentem pozostawała jedynie przewaga Turków na tablicach, ale ten czynnik jak dotąd nie przeszkadzał naszym graczom w prowadzeniu. Nastroje były tym lepsze, że w pierwszych minutach po składnych kontrach biało czerwoni wygrywali różnicą prawie 10 punktów. Niestety w kolejnych minutach podrażnieni Turkowie nie byli już tak łaskawi i to oni zapisywali na swoim koncie kolejne punkty. W naszych szeregach szwankował przede wszystkim powrót do obrony przy kontrach rywali. W ten sposób pozwoliliśmy na to, by wynik nie tylko zaczął oscylować wokół remisu, ale też był korzystny dla reprezentacji Turcji. Gdy wydawało się, że nic więcej nie da się zrobić, niemal równo z końcową syreną Polaków spotkał prawdziwy bonus. Przy rzucie za trzy faulowany był Szymon Szewczyk, a dodatkowo, trener Turków za krytykowanie tej decyzji został ukarany faulem technicznym. Tym samym, Polakom przyszło wykonać… 5 rzutów osobistych. Co ważne, wszystkie próby na punkty zamienił sam poszkodowany i Polska powróciła do gry!
Niestety na początku decydującej batalii do głosu znowu doszła Turcja. Polacy mieli ogromny problem z powstrzymaniem akcji rywali w polu trzech sekund przez co próżno było oczekiwać, by ogólny rezultat był korzystny dla nas. Nadrobić braki w defensywie biało czerwoni starali się skuteczną grą w ataku, ale w tym elemencie biało czerwoni nie brylowali już tak, jak w pierwszych dwudziestu minutach. Efektem tego, na 4 minuty przed końcem spotkania to Turcja wygrywała 71:75 i była bliżej kolejnego zwycięstwa na Mistrzostwach Europy. Chwilę później jednak, Polska znów podniosła się z dołka i dzięki Tomaszowi Kelatiemu oraz Łukaszowi Koszarkowi na tablicy świetlnej znów widniał remis. Problem polegał jednak na tym, że Paweł Leończyk i Szymon Szewczyk w tym czasie mieli już na koncie 5 fauli, przez co nie mogli uczestniczyć w spotkaniu. Odwrócenie losów spotkania nastąpiło na 50 sekund przed końcem. Przegrywając różnicą 2 „oczek” Polacy za sprawą celnego rzutu Piotra Pamuły zza linii 6, 75 m wyszli na minimalne prowadzenie, przez co zwycięstwo było w naszym zasięgu! Wygrana stała się faktem w momencie gdy na 12 sekund przed końcem z półdystansu celnie przymierzył Berisha! Turcja co prawda miała ostatnią akcję w meczu, ale gdy Tunceri nie trafił decydującego rzutu, w hali w Poniewieżu zapanowała euforia. Polska zwyciężyła w niesamowitym stylu i z rywalem, który wydawał się być nie do pokonania. Na wielkie słowa uznania zasługują wszyscy zawodnicy, ale wyszczególnić trzeba młodych. Dardan Berisha w całym spotkaniu zdobył 21 punktów, walnie przyczyniając się do tego sukcesu, a Piotr Pamuła nie zawahał się w decydującym momencie i to on wyprowadził nas na prowadzenie w tej jakże nerwowej końcówce. Tym samym, Polakom pozostało zasłużone świętowanie, a już jutro czeka nas decydujące starcie z Wielką Brytanią o awans do kolejnej rundy! Emocje wzięły górę…
Polska 84:83 Turcja (17:14, 22:21, 22:27, 23:21)
Polska: Berisha 21, Hrycaniuk 15, Szewczyk 12
Turcja: Kanter 19, Illiasova 14, Turkoglu 13