Pierwsze zwycięstwo biało czerwonych!

Dodano: 2 września 2011 18:49
Pierwsze zwycięstwo biało czerwonych!
Adam Popek, Informacja własna
Obraz własny

Trzeci dzień okazał się szczęśliwy dla reprezentacji Polski. Nasi koszykarze mimo wielu kłopotów zwyciężyli z Portugalią 81:73 i wciąż zachowują szansę na awans do kolejnej rundy. Polacy świetne zawody rozegrali w drugiej połowie, kiedy to nie tylko odrobili starty, ale też przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.

W naszym zespole ponownie najlepszy okazał się Łukasz Koszarek, zdobywca 18 punktów.

Polacy do meczu z Portugalią podchodzili jak do starcia o życie. Motywacja była tym większa, że dzień wcześniej nasi reprezentanci doznali przykrej porażki z Litwinami i za wszelką cenę chcieli się zrehabilitować. Od pierwszych minut polskim koszykarzom towarzyszył głośny doping kibiców, którzy swoim śpiewem wypełnili halę w Poniewieżu. Wynik spotkania ku uciesze większej części widowni otworzył celną „trójką” Łukasz Koszarek, potwierdzając tym samym swoją wysoką formę. Niestety koledzy rozgrywającego Trefla w kolejnych minutach nie wzięli z niego przykładu i w dogodnych sytuacjach pudłowali. Taka nieskuteczność szybko się zemściła. W połowie kwarty na niewielkim prowadzeniu byli, bowiem Portugalczycy i mogło się wydawać, że to oni przejęli inicjatywę. W naszym zespole podobnie jak w poprzednich dniach szwankowała organizacja gry w obronie. Drużyna Portugalii zbyt łatwo dochodziła do czystych pozycji, co sprawiło, że na 4 minuty przed końcem pierwszej kwarty to ona wygrywała 7:3.  Na szczęście w końcówce Polacy otrząsnęli się z letargu i powrócili na właściwe sobie miejsce, dzięki czemu wynik ponownie zaczął oscylować wokół remisu. Mankamentem pozostawał tylko fakt, że trzy faule na swoim koncie miał już podstawowy środkowy Adam Hrycaniuk.

Drugą odsłonę od mocnego uderzenia rozpoczął Paweł Leończyk, którego 4 punkty z rzędu pozwoliły zniwelować straty do jednego „oczka”. Po tych wydarzeniach Portugalczycy ewidentnie poczuli się mniej pewnie, co odbiło się na ich skuteczności rzutów z gry. Nasi zawodnicy jednak długo nie potrafili wykorzystać tego faktu, przez co próżno było wypatrywać choćby kilkupunktowego prowadzenia biało czerwonych. Co gorsza, stagnacja naszej kadry sprawiła, że do głosu ponownie doszli gracze z Portugalii i to oni na nieco ponad 3 minuty przed końcem pierwszej połowy prowadzili 29:21. Wtedy stało się jasne, że nawet w tym spotkaniu będziemy musieli liczyć się z porażką. Prym na parkiecie wiódł doświadczony Felipe Da Silva, który nie tylko dyrygował grą swojego teamu, ale też wykonywał mnóstwo pożytecznej pracy w obronie. W polskiej ekipie natomiast zwiększała się jedynie liczba fauli poszczególnych zawodników, co wobec faktu, że do końca spotkania pozostawało ponad 20 minut nie mogło nastrajać optymistycznie. Nadzieję na lepsze „jutro” w serca kibiców wlał Dardan Berisha, popisując się efektowną „trójką”, jednak to wciąż było za mało na Portugalię, która do przerwy zasłużenie prowadzili 36:29.

Po zmianie stron Polacy prezentowali się już o wiele lepiej. Po kryzysie z poprzedniej „ćwiartki” nie było śladu, a po zaledwie 2 minutach gry na tablicy świetlnej widniał remis 36:36. Taki stan rzeczy Polska w dużej mierze zawdzięczała przemyślanej postawie w obronie oraz „trójce” Szymona Szewczyka, który świetnie odnalazł się w roli strzelca. Gdy jego wyczyn powtórzyli Tomasz Kelati i wspominany już wcześniej Berisha, nasi reprezentanci wyszli na długo wyczekiwane prowadzenie i pozostawało mieć nadzieję, że utrzymają je do samego końca. Warto dodać przy tym, że Polacy zanotowali imponującą serię 13:0, która ewidentnie podcięła skrzydła podopiecznym trenera Mario Palma. Na poparcie tych słów wystarczy przytoczyć fakt, że w ciągu zaledwie 3 minut nasi rywale zanotowali kilka strat, co znacznie ułatwiło zadanie naszym koszykarzom. Niestety w końcowych sekundach Polacy znów spuścili z tonu co sprawiło, że przed decydującą batalią na tablicy świetlnej widniał remis 49:49, w związku z czym żadna ze stron nie mogła być jeszcze pewna swego. Irytować mogło tylko to, że po raz kolejny podopieczni trenera Alesa Pipana roztrwonili efekty swojej pracy. Oliwy do ognia dodał jeszcze celny rzut w ostatniej sekundzie trzeciej kwarty Jose Costy, który przymierzył z … połowy boiska.

Aby myśleć o pierwszym zwycięstwie na tegorocznych Mistrzostwach Europy, biało czerwoni w ostatnich 10 minutach musieli być non stop skoncentrowani i liczyć na łut szczęścia. W naszej ekipie nie zawodził Szymon Szewczyk, który wykorzystując swoje warunki fizyczne, niemiłosiernie ogrywał wolnego Claudio Fonsecę. Portugalczycy jednak nie zamierzali się poddawać i cały czas dotrzymywali kroku faworytom większej części publiczności. Przełamanie nastąpiło dopiero w połowie kwarty, kiedy to po akcji 2 + 1 Adama Hrycaniuka Polska była lepsza o 4 „oczka”. Po tych wydarzeniach Polacy kontrolowali już warunki gry, dzięki czemu odnieśli pierwszą, upragnioną wygraną. Na koniec pozytywnie zapisał się jeszcze Łukasz Koszarek, trafiając równo z końcową syreną.

Polska 81:73 Portugalia (10:13, 19:23, 20:13, 32:24)

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp