Gospodarze zdecydowanie za silni!
W drugim dniu turnieju na Litwie niespodzianki nie było. Polacy dość łatwo ulegli gospodarzom 97:77, zaliczając tym samym drugą porażkę na tegorocznych Mistrzostwach Europy. Powodów porażki z pewnością jest bardzo wiele, jednak rozstrząsanie tego nie ma większego sensu. Nasi reprezentanci powinni teraz możliwie jak najszybciej zapomnieć o tej porażce i skupić się na piątkowym meczu z Portugalią.
Na osłodę warto dodać, że wśród Polaków ponownie najlepszy okazał sie Tomasz Kelati.
Spotkanie z gospodarzami turnieju, Litwinami nasi reprezentanci rozpoczęli od celnego rzutu Tomasza Kelatiego, który już w pierwszych sekundach mimo mocnej obrony rywali przejawiał wielką chęć do gry. Uczciwie trzeba przyznać jednak, że każdy z zawodników w naszej ekipie był niezwykle zmobilizowany i żądny osiągnięcia korzystnego rezultatu. Polacy nie przestraszyli się niezwykle głośnego dopingu w hali w Poniewieżu i przez pierwsze minuty utrzymywali się na prowadzeniu. Rezultat mógł być jeszcze bardziej korzystny, ale w dogodnych sytuacjach nie trafiali Adam Hrycaniuk i Szymon Szewczyk. Taki stan rzeczy Polacy zawdzięczali w dużej mierze niezwykle ambitnej postawie w obronie pod własnym koszem, gdzie przez długi okres czasu nie pozwalali Litwinom dojść do głosu. Hossa Polaków dobiegła jednak końca w ostatnich minutach kwarty, kiedy to po dwóch celnych rzutach z dystansu nasi rywale nie tylko odrobili niewielką stratę, ale wysunęli się też na sześciopunktowe prowadzenie. Jak się później okazało, był to początek dominacji reprezentacji Litwy, która rozkręcała się z minuty na minutę. Podopiecznym Alesa Pipana umiejętności brakowało przede wszystkim w strefie podkoszowej. Mimo wielu prób ani Adam Łapeta, ani Adam Hrycaniuk nie potrafili, bowiem zdobyć punktów z najbliższej odległości, co próbowali zrekompensować Dardan Berisha i Robert Skibniewski. Podobać się mogły akcje szczególnie tego drugiego, który zdobywając 4 „oczka” pod rząd dał jasno do zrozumienia, że Polska mimo niekorzystnej sytuacji będzie walczyć do końca. Po 10 minutach gospodarze wygrywali 25:20, ale na swoich plecach z pewnością czuli oddech biało czerwonych.
W drugiej odsłonie jednak, ku zmartwieniu nielicznych kibiców z Polski obraz gry nie uległ zmianie. Litwini bazowali na swoich wysokich graczach i stopniowo powiększali prowadzenie za sprawą ustawianych pod nich akcji. Nasi koszykarze mimo ambicji i woli walki nie byli w stanie seryjnie zdobywać punktów, co bo przy słabszej postawie w defensywie nie mogło wróżyć nic dobrego. Pojedyncze punkty zdobywali co prawda Szewczyk do spółki z Kelatim, ale było to zbyt mało na rozpędzonych gospodarzy, którzy w drugiej kwarcie zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony. Polakom ewidentnie brakowało wariantu na rozegranie akcji ofensywnej. Ich taktyka szybko została rozszyfrowana przez Litwinów, a indywidualne próby wejścia pod kosz często kończyły się stratą. Efektem tego na 4 minuty przed końcem pierwszej połowy wynik na tablicy świetlnej brzmiał 41:30 i stało się jasne, że tego wieczoru o korzystny rezultat będzie niezwykle trudno. Oliwy do ognia dodawały jeszcze błyskawiczne kontrataki wyprowadzane przez naszych rywali. Dzięki szybkiemu przemieszczaniu się z piłką po parkiecie zawodnicy w zielonych koszulkach kilkakrotnie kończyli swoje akcje niemal sam na sam z koszem co najlepiej świadczyło o posiadanej przez nich przewadze. Warto dodać także, że Litwini grali na świetnej skuteczności rzutów z półdystansu, która wynosiła aż 75 procent! Biorąc pod uwagę ten oraz kilka innych wspomnianych wcześniej czynników, nie było się czemu dziwić, że po pierwszej połowie Litwa wygrywała 53:38. Można było żałować tylko, że nasi zawodnicy nie utrzymali tak wysokiego poziomu gry w obronie, jaki prezentowali w pierwszych momentach meczu, bo wtedy prawdopodobnie strata nie byłaby tak wysoka.
Po zmianie stron gra naszego zespołu wyglądała nieco lepiej. Polacy postanowili zdecydowanie częściej stosować w ataku zagranie pick’n’roll, co szybko przyniosło oczekiwane efekty. Nadzieję na lepsze chwile budziła także twarda obrona, przez którą Litwini do pewnego momentu wręcz nie potrafili się przedrzeć. Niestety, podobnie jak w pierwszej kwarcie marzenia objęciu prowadzenia trzeba było odłożyć na później. Osiem punktów z rzędu, jakie zdobyli Litwini, w tym niezawodny Simas Jasaitis ostudziło zapędy naszych reprezentantów, a pięciotysięczna hala w Poniewieżu wręcz oszalała ze szczęścia. W naszej ekipie dały znać o sobie stare grzechy. Na obwodzie podopieczni Alesa Pipana w żaden sposób nie potrafili powstrzymać skutecznych do bólu gospodarzy, a przy kontrach Polacy ratowali się jedynie faulem. W ten sposób już po 5 minutach drugiej połowy cztery faule na swoim koncie miał kapitan Piotr Szczotka. Stagnacja jednak panowała również w ofensywie. Rzuty oddawane z nieprzygotowanych pozycji bądź wymuszone kończącym się czasem 24 sekund najczęściej jedynie obijały „deskę”, a wynik w tym momencie brzmiał już 72:49 na korzyść faworytów miejscowej publiczności. Jęk zawodu w naszej ekipie wywoływały także punkty zdobywane przez Krzysztofa Ławrynowicza, który dwa razy w krótkim odstępie czasu pozostał kompletnie nie obstawiony. Efektem tego, przed decydującą batalią Litwa prowadziła 76:52, w związku z czym losy tego starcia wydawały się być przesądzone.
Ostatnia kwarta nie przyniosła za sobą zauważalnej zmiany w przebiegu meczu. Na parkiecie nadal rządzili gospodarze, którzy przez cały czas byli już pewni swego i nawet nie angażowali się zbytnio do walki w obronie. Pod naszym koszem natomiast, nadal szalał Mantas Kalnietis, którego forma strzelecka budziła podziw wszystkich ekspertów. Końcowe minuty przebiegły pod znakiem walki Adama Łapety i młodego Jonasa Valanciunasa. Obaj zawodnicy oprócz efektownych wsadów zaliczyli także po kilka fauli na sobie, co niezbyt podobało się gorąco reagującej widowni. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 97:77 i naszym reprezentantom pozostaje jedynie wyciągnąć wnioski z popełnionych dzisiaj błędów i w meczu z Portugalią udowodnić, że są w stanie zagrać również na wysokim poziomie.
Polska 77: 97 Litwa (20:25, 18:28, 14:23, 25:21)
Polska: Kelati 16, Szewczyk 10, Berisha 10, Łapeta 8, Wiśniewski 6, Koszarek 6, Pamuła 6, Hrycaniuk 5, Skibniewski 4, Leończyk 4, Waczyński
Litwa: Kalnietis 19, Songalia 14, Kaukenas 11