Minimalna przegrana po pięknej walce!

Dodano: 31 sierpnia 2011 16:54
Minimalna przegrana po pięknej walce!
Adam Popek, Informacja własna
WikiMedia

Pierwszy mecz Mistrzostw Europy z udziałem naszej reprezentacji już za nami! Choć podopieczni trenera Alesa Pipana przegrali z Hiszpanią 83:78, to jednak pod ich adresem należy skierować wielke słowa uznania, bo ani na chwilę nie poddali się i do ostatnich sekund walczyli o korzystny wynik, który byłby sporą sensacją.

Najlepszy w naszej drużynie okazał się Łukasz Koszarek, zdobywca 19 punktów. 

Hiszpania podchodziła do tego meczu jako wielki faworyt. Potencjałem jakim dysponują obrońcy tytułu można by obdzielić bez większego kłopotu jeszcze kilka drużyn. Polacy jednak, mimo braku najlepszych zawodników, nie zamierzali się poddawać już na starcie. Na dowód tego, że w ekipie trenera Pipana panowały bojowe nastroje nie trzeba było długo czekać. Już w pierwszych kilkudziesięciu sekundach efektownym wsadem popisał się Szymon Szewczyk, zdobywając tym samym pierwsze punkty w całym spotkaniu. Gdy chwilę później zza linii 6, 75 m celnie przymierzył Tomasz Kelati, nastroje polskich kibiców w hali w Poniewieżu zdecydowanie się poprawiły. Niestety jednak taki stan rzeczy długo się nie utrzymał. Rozkręcający się z minuty na minutę Hiszpanie zaczęli wykorzystywać swoją największą broń, jaką był Pau Gasol. Efektem tego, zawodnik Los Angeles Lakers miał mnóstwo okazji do wykazania się i już w połowie kwarty notował na swoim koncie 11 „oczek”. W naszym zespole sporą aktywność do gry przejawiał Dardan Berisha, ale jego starania nie przynosiły wymiernego efektu. Wręcz przeciwnie, po jego niecelnych rzutach piłkę przejmowali Hiszpanie, co stwarzało im doskonałe okazje do kontrataku. Wszystko to sprawiło, że po niespełna 7 minutach gry wynik brzmiał 18:9, co nie stawiało Polaków w komfortowym położeniu. Przewagę naszych rywali było widać szczególnie pod koszem. Tam, bracia Gasol i Serge Ibaka wykorzystując swoje warunki fizyczne siali wręcz spustoszenie, a nasi wysocy gracze za nic nie mogli temu zapobiec. Ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 22:15 i pozostawało mieć nadzieję, że w kolejnych partiach Polacy będą walczyć równie ambitnie.

Bardzo obiecujący w naszym wykonaniu był początek drugiej odsłony. Właśnie wtedy Piotr Szczotka do spółki z Pawłem Leończykiem odrobili część strat i mogło się wydawać, że w poczynania Polaków wstąpiła większa pewność siebie. Groźne jednak nadal pozostawały kontry ze strony Hiszpanów, którzy ten element gry mieli dopracowany niemal do perfekcji. Podopieczni Alesa Pipana świetną akcję rozegrali za to w 3 minucie kwarty, kiedy to Koszarek wypatrzył pod koszem Hrycaniuka i zawodnikowi Asseco Prokomu nie pozostało nic innego, jak oddać rzut z najbliższej odległości. Niestety było to za mało na Hiszpanów, którzy posiadali ogromną gammę zagrań ofensywnych i właściwie każdą akcję kończyli celnym rzutem. Polacy mimo ambicji nic nie byli w stanie na temu zaradzić, a na ich twarzach wielokrotnie malowała się bezradność. To stwierdzenie dotyczyło szczególnie Adama Hrycaniuka, który był niemiłosiernie ogrywany przez, bądź co bądź, nieco bardziej sławnego Paua Gasola. W końcówce pierwszej połowy przewaga Hiszpanów minimalnie stopniała po akcji 2 + 1 Łukasza Koszarka, ale było to raczej marne pocieszenie. Po dwóch kwartach nasi reprezentanci przegrywali, bowiem 44:31 i nic nie wskazywało na to, by coś miało ulec zmianie.

Po zmianie stron nasi reprezentanci wyszli na parkiet niezwykle zmotywowani, licząc, że uda im się nawiązać równorzędną walkę z rywalem. I nie da się ukryć, że przez pewien okres czasu skutecznie wcielali w życie swoje założenia. Najwięcej do udowodnienia miał wspomniany już wcześniej Hrycaniuk, który za wszelką cenę chciał odegrać się wysokim koszykarzom Hiszpanii. Ambicja i wola walki sprawiały, że gra Polaków była odbierana nieco pozytywniej. Tyle, że nie zmieniło to specjalnie wyniku, który cały czas oscylował wokół kilkunastu punktów na korzyść aktualnych Mistrzów Europy. W ekipie rywali oprócz Gasola brylował także Juan Carlos Navarro, którego łatwość zdobywania kolejnych punktów budziła zachwyt ekspertów. Na jego rzuty odpowiedzieć próbował najlepszy strzelec w naszej ekipie, Thomas Kelati, ale wobec mocnej obrony Hiszpanów w pojedynkę nie był w stanie wiele zdziałać. Promyk nadziei na korzystny rezultat pojawił się w końcówce trzeciej kwarty, kiedy to po akcji Kelatiego i Hrycaniuka nasza strata zmalała do 9 punktów.

W decydującej batalii reprezentanci Polski nie rezygnowali z dalszych starań i jak gdyby nigdy nic odważnie starali się przedzierać przez zasieki Hiszpanów. Przez kilka chwil nasi rywale sprawiali zaskoczonych takim obrotem sprawy, a po kilku punktach z rzędu podopiecznych trenera Pipana hala w Poniewieżu wypełniła się głośnym dopingiem fanów biało czerwonych. Nie było się zresztą czemu dziwić, skoro na trzy i pół minuty przed końcem meczu Polacy byli gorsi jedynie o 5 „oczek”. Popisową partię rozgrywał Tomasz Kelati, który wcielił się w rolę prawdziwego lidera naszej kadry. Atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej gorętsza w końcowych sekundach, kiedy to wynik brzmiał jedynie 80:78 dla drużyny z zachodu Europy. Niestety Hiszpanie, jak na Mistrzów przystało mimo nieco słabszej postawy nie pozwolili odebrać sobie prowadzenia i do końca kontrolowali sytuację. Ostatecznie, nasi pierwsi grupowi przeciwnicy zwyciężyli 83:78 i po pierwszym meczu mogą być w trochę lepszych nastrojach. Nasi koszykarze jednak nie powinni zwieszać głów, bo pokazali, że tworzą prawdziwy zespół i walczą do końca. W przyszłości taka postawa z pewnością zaprocentuje.  

Polska 78:83 Hiszpania (15:22, 16:22, 21:17, 26:22)

Polska: Koszarek 19, Kelati 18, Hrycaniuk 12, Szewczyk 10, Szczotka 6, Leończyk 6, Skibniewski 4, Pamuła 3, Berisha, Łapeta, Wiśniewski, Waczyński

Hiszpania: P.Gasol 29, Navarro 23, M.Gasol 16

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp