Brązowe Trójkolorowe

Dodano: 3 lipca 2011 19:33
Brązowe Trójkolorowe
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki

Zanim w łódzkiej Atlas arenie rozegrany został mecz o złoty medal, kibice byli świadkami finału pocieszenia. Ten padł łupem faworyzowanej reprezentacji Francji, która po bardzo wyrównanym meczu pokonała ekipę Czech 63:56 i mogła z radością oczekiwać końcowej dekoracji.

W zespole Francji niesamowity mecz rozegrała Sandrine Gruda, która zdobyła aż 26 punktów.

Mecz o trzecie miejsce pomiędzy reprezentacją Czech a Francją od początku był bardzo wyrównany. Obie strony grały punkt za punkt, co bardzo podobało się międzynarodowej publiczności zgromadzonej w Atlas Arenie. W ekipie Francji szczególnie wyróżniała się Sandrine Gruda, która niemal w pojedynkę rozmontowywała obronę rywalek i już po kilku minutach gry miała na swoim koncie 8 punktów. Czeszki, a konkretnie Eva Viteckova nie pozostawały dłużne. Gdy tylko Francuzkom udało się zdobyć jakiś punkt, podopieczne Lubora Blazka momentalnie ruszały do kontry i z najbliższej odległości umieszczały piłkę w koszu. Dzięki temu oraz świetnie rozegranej końcówce to nasze południowe sąsiadki prowadziły po pierwszej kwarcie 20:15.

Wraz z początkiem drugiej „ćwiartki” jednak Francja przejęła inicjatywę. Po kilku udanych akcjach w wykonaniu „Trójkolorowych” wynik znów zaczął oscylować wokół remisu, co wyraźnie wprowadziło zdenerwowanie w obozie czeskim. Po tych wydarzeniach trener Blazek zmuszony był też poprosić o czas. Po reprymendzie od swojego szkoleniowca, w poczynaniach Czeszek faktycznie można było zauważyć większą aktywność i wolę walki. Znalazło to rzecz jasna odzwierciedlenie w ogólnym rezultacie. Mimo chwilowego kryzysu to Czechy, bowiem wygrywały do przerwy 30:24 i były nieco bliżej brązowego medalu. Francuzki jednak na własne życzenie oglądały plecy rywalek. Same miały mnóstwo okazji do tego, by przynajmniej wyrównać, ale żaden z trzech rzutów z dystansu w ich wykonaniu nie znalazł drogi do kosza.

Po zmianie stron przez większość czasu to nadal Czeszki utrzymywały się na niewielkim prowadzeniu, lecz ich przewaga wcale nie była już taka widoczna. Francja, bowiem z każdą minutą coraz odważniej dochodziła do głosu, efektem czego po 5 minutach drugiej połowy wynik zaczął oscylować wokół remisu. Czeszki cały czas starały się oprzeć grę na swoich wysokich zawodniczkach. Duet Viteckova-Kulichova nie był jednak już tak skuteczny jak przed przerwą. Co więcej, rozprężenie w drużynie z Czech sprawiło, że poszczególne koszykarki zaczęły popełniać zbyt wiele strat, przez co Francuzkom tworzyły się kolejne możliwości do kontrataku. Wykorzystując ten fakt, ekipa Francji doprowadziła do remisu 43:43 przed decydującą batalią, w związku z czym końcowy wynik pozostawał sprawą otwartą.

W ostatnich 10 minutach na parkiecie zapanowała istnie fizyczna walka, co w kobiecej koszykówce jest generalnie rzadkością. Oba zespoły biły się o każdą piłkę i próżno było szukać finezyjnych zagrań. W takiej rzeczywistości lepiej odnalazły się Francuzki, które wysunęły się na czteropunktowe prowadzenie. Czeszki jednak nie poddawały się i dość szybko doprowadziły do wyrównania. Tyle, że podopieczne trenera Blazka nie poszły za ciosem, co je bardzo słono kosztowało. Zawodniczki z Francji widząc bierną postawę rywalek momentalnie to wykorzystały i odskoczyły na kilka punktów, co wobec nieuchronnie zbliżającej się końcowej syreny zwiastowało ich zwycięstwo. Ostatecznie nic w tej kwestii nie uległo zmianie i to Francuzki mogły cieszyć się z brązowego medalu.

Czechy - Francja 56:63 (20:15, 10:9, 13:19, 13:20)

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp