Moje przemyślenia na temat Draftu 2011 - cz. 1
Ciężko jest wrócić po kilkudniowej przerwie spowodowanej brakiem Internetu. Skutki tego są o tyle fatalne, że nie mogłem oglądać na żywo Draftu 2011 w Newark. Na drugi dzień w pracy przeglądając masę artykułów, jak to się popularnie teraz mówi „ze Stanów” lub „z UeSA”, postanowiłem co nieco dodać od siebie. Chad Ford z ESPN Insider zrobił całkiem niedawno kilka podsumowań owego Draftu, który moim zdaniem może okazać się jednym ze słabszych na przełomie ostatnich dziesięciu lat. Może, ale nie musi.
Nie mniej jednak wracając do Forda, który fajnie przedstawił na zasadzie „ocen” poszczególne zespoły i ich wybory, chciałem na podobnej zasadzie zrobić coś takiego tutaj. Stwierdziłem jednak, że nie będę się „bawił” w ocenianie, bo żaden ze mnie ekspert, czy skaut, ale dodam swoje „3 grosze” do każdego zespołu ligi. Tym bardziej, że moi drodzy od 1 lipca czeka nas dość długa posucha związana z lokautem, chociaż amerykańskie źródła donoszą, że nie będzie on trwał tak długo jak myślimy. Zapraszam do lektury: „Moje przemyślenia na temat Draftu 2011 – cz. 1”!
Atlanta Hawks – Keith Benson (pick 48)Dobry wybór Hawks? Wg Chada Forda średni, ale gdy popatrzymy na rotacje wysokich z ławki to bez kontraktu na sezon 2011/12 są chociażby Jason Collins, Etan Thomas, Josh Powell i Hilton Armstrong. Benson nie jest muskularnym centrem, ale to jeden z lepszych zbierających i blokujących w NCAA, przynajmmniej w sezonie 2010/11. Na uczelni Oakland Benson grał spokojnie na poziomie 20-10-2 i prezentował dość agresywny arsenał zagrań, szczególnie na atakowanej desce. Krążą plotki, że w NBA może się spalić, że jest soft i nie poradzi sobie z silniejszymi centrami. Moim zdaniem 211 cm i spory zasięg ramion mogą zrobić z niego solidnego role-playera, który grając przez 15-20 minut z ławki zbierze te 6-7 piłek i dorzuci kilka bloków z pomocy.
Boston Celtics – JaJuan Johnson (pick 27 od New Jersey), E’Twaun Moore (55)Wybierając jeden z najlepszych duetów w znanej z dobrej defensywy Konferencji Big Ten, Celtics zrobili moim zdaniem krok na przód, patrząc na dość niskie picki w każdej z dwóch rund. O ile Moore został wybrany już przez sam Boston, o tyle Johnson poszedł w wymianie z New Jersey za Marshona Brooksa (pick 25 – Celtics). Co zyskali Celtics? Dobrze zbierającego środkowego/skrzydłowego, z którego Kevin Garnett może zrobić mężczyznę i niezłego obrońcę na obwodzie (Moore), który nie jest wyborowym strzelcem, ale przyda się na te 15 minut z ławki. Może grać także jako jedynka. Moim skromnym zdaniem C’s zrobili kawał dobrej roboty, będąc raczej na straconych pozycjach w tegorocznym Drafcie. Danny Ainge nie nawalił. W swoim prywatnym „mocku” do Celtics przymierzałem właśnie JaJuana Johnsona, Marshona Brooksa i ew. Chrisa Singletona, który poszedł w tym roku wyżej.
Charlotte Bobcats – Bismack Biyombo (pick 7 od Sacramento), Kemba Walker (pick 9)Cichy wygrany tegorocznego Draftu, zaś nowy GM Cats Rich Cho zrobił kawał dobrej roboty. Bobcats zyskali to co chcieli. Solidnego obrońcę pod koszem, który może być nowym Benem Wallacem lub Sergem Ibaką. Czy będzie jeszcze lepszy? Nie wiem. O Biyombo wiemy tylko tyle, że miał świetny występ w Nike Hoop Summit, słaby workout na Adidas Eurocamp, za to świetne treningi indywidualne w kilku zespołach. Z kolei Kemba Walker już w marcu był przymierzany do Charlotte. Michael Jordan zakochał się w nim po Big East Tournament. Walker to lider, zwycięzca i ciężko pracujący combo-guard. Swego rodzaju wielka gwiazda z uczelni Connecticut, gdzie program Huskies od lat jest jednym z najlepszych w kraju. W Charlotte nie mogli trafić lepiej, poważnie. Dla mnie te dwa picki w przyszłości mogą być lepszymi wyborami niż chociażby picki Cavs, czy Jazz. Czy będziecie teraz częściej oglądać „Rysie”?
Chicago Bulls – Nikola Mirotic (pick 23 przez Orlando, Houston i Phoenix), Jimmy Butler (pick 30)Ponoć szukali solidnego strzelca na obwód, ale Klay Thompson, Alec Burks i Marshon Brooks poszli o wiele wyżej. Skończyli na utalentowanym Czarnogórcu, o którym wiem tyle, że będzie nadal rozwijał swoje talenty w Europie. Dobra inwestycja na przyszłość, ale raczej gracz występujący na niskim skrzydle. Z kolei Jimmy Butler z Marquette to bardzo solidny obrońca na obwodzie i chyba Bulls szukali na przyszłość kogoś, kto będzie mógł stopować takich graczy jak Dwyane Wade lub LeBron James. Butler ma warunki i zadatki na świetnego defensora, a warunki fizycznymi i ciężką pracą na treningach zachęcił działaczy Bulls do działań. Moim zdaniem ten pick bardziej opłaci się w przyszłości niż pozyskany w wymianie Mirotis.
Cleveland Cavaliers – Kyrie Irving (pick 1), Tristan Thompson (pick 4), Milan Macvan (pick 54 od Oklahoma City przez Miami)Za Irvinga daję kibicom Cavs cegiełkę do zbudowania wielkiej nadziei na lepsze czasy. Poważnie. Kyrie Irving może stać się drugim Chrisem Paulem. Jeśli się nie stanie, to i tak Byron Scott zrobi z niego solidnego grajka. Szkoda tylko, że Clippers oddali ten pick w wymianie Williamsa i Davisa. Tak czy owak, Irving będzie kiedyś jednym z lepszych graczy tej ligi na swojej pozycji. Przejdźmy do Thompsona. Jeżeli Tristan Thompson idzie z numerem 4 w Drafcie, to wiedz, że coś się dzieje. Nie pojmuję wyboru Cavs, którzy czekali na Enesa Kantera (Jazz), ale ponoć Thompson znakomicie się u nich zaprezentował. To solidny zbierający i niezły defensor pod koszem, ale czy zasłużył na czwarty wybór w Drafcie? Przekonamy się o tym za kilka lat. Kolejnym pickiem, który Cavs pozyskali tym razem z Thunder jest Milan Macvan. Wybaczcie, ale Milan Macvan ma kiedyś zagrać w NBA? Skoro Brian Cardinal gra, to czemu Macvan miałby nie zagrać? Tak na poważnie, Cavs mogli lepiej wykorzystać ten pick. Przecież z graczy podkoszowych do Draftu nie załapali się Rick Jackson z Syracuse, czy Garry McGhe z Pittsburgha. Poza Macvanem reszta na plus.
Dallas Mavericks – picki 26 i 57 w transferachO Hamiltonie i Ngombo napiszę kilka słów przy drużynach, do których ostatecznie trafili. Mavs w łączonej wymianie z Nuggets i Blazers pozyskali Rudy’ego Fernandeza i chyba tutaj należy szukać największego bonusu dla świeżo upieczonych mistrzów NBA.
Denver Nuggets – Kenneth Faried (pick 22), Jordan Hamilton (pick 26 od Dallas), Chukwudiebere Maduabum (pick 56 od LA Lakers)Nuggets prawdopodobnie zaliczyli jeden ze “stealów” pierwszej rundy i mowa tutaj o Fariedzie. Jeden z najlepszych zbierających w historii mógł paść łupem Portland Trail Blazers (dlaczego nie padł?!?), jednak znalazł swoje miejsce w Denver. Czy się przyda? A jakże! Patrząc sytuację kontraktową Nene i od czasu do czasu problemy zdrowotne Kenyona Martina (+ brak nowego kontraktu na 2011/12), Kenneth Faried będzie świetnym uzupełnieniem Chrisa Andersena i wspólnie mogą tworzyć jeden z najtwardszych froncourtów w lidze z ławki. Jordan Hamilton? Rewelacyjny gracz z uczelni Texas, który ku mojemu zaskoczeniu poszedł dość nisko, bo dopiero z numerem 26. W jego przypadku myślałem także o Blazers i był już w Oregonie jedną nogą, ale ostatecznie wylądował w Nuggets, którzy na „trójce” mają już takich graczy jak Danilo Gallinari i Wilson Chandler. Szkoda, aby taki talent z powodu braku minut zmarnował się gdzieś w pobliskim barze w Colorado. Nuggz być może będą chcieli go przehandlować. Chukwudiebere Maduabum, czy jak kto woli „Chu Chu” – nie mam pojęcia kim jest ten gość i tak naprawdę nie chcę wiedzieć. Ponoć wypatrzył go jakiś skaut i za parę lat ten nigeryjski skrzydłowy będzie kimś w NBA. Mi na dzień dzisiejszy ciężko w to uwierzyć.
Detroit Pistons – Brandon Knight (pick 8), Kyle Singler (pick 33 od Toronto), Vernon Macklin (pick 52)Joe Dumars zagrał w tym roku twardo. Naprawdę! Świetne wybory Pistons, którzy przede wszystkim z numerem 8 czekali na kogoś z wysokich (Kanter, Valanciunas, Biyombo, Thompson). Chcieli dodać kogoś do Grega Monroe. Najbardziej prawdopodobnym wyborem był ten ostatni, który nieoczekiwanie z czwórką wylądował w Cleveland. Pistons w tej chwili byli skazani brać najlepszy i zarazem dostępny talent ze wszystkich kandydatów. Brandon Knight to talent, prospect, który potrafi grać po obydwu stronach parkietu. Kiedyś pisałem o nim, że Jon Calipari nazwał go „najlepiej rzucającym rozgrywającym jakiego miał okazje trenować”. Niezły obrońca i typ gracza uwielbiającego brać ciężar gry na swoje barki, jeżeli potrzebuje tego drużyna. Mówi się głośno o przesunięciu Rodneya Stuckeya na SG, i pomimo utraty wysokich w Drafcie Joe Dumars może być zadowolony z tego wyboru. Kolejnym pickiem jest Kyle Singler. Fanom NCAA nie musze go przedstawiać, ale napiszę tylko tyle, że po cichu liczyłem na jego nazwisko w pierwszej rundzie. Singler już rok temu po świetnym sezonie i mistrzostwie zdobytym z Duke typowany był do Top 20. Zdecydował się dokończyć studia, by wylądować w Detroit po rewelacyjnej akademickiej karierze w barwach Blue Devils. Wiemy, że Mike Krzyzewski ma świetny warsztat trenerski. Pick 52 to Vernon Macklin i tutaj Pistons znaleźli nieco mnie atletyczną wersję Jasona Maxiella. Moim zdaniem są w czołówce „wygranych” tego Draftu.
Golden State Warriors – Klay Thompson (pick 11), Jeremy Tyler (pick 39 od Charlotte), Charles Jenkins (pick 44 od Phoenix przez Chicago)Nie ustają plotki na temat ew. wymiany Monty Ellisa. Warriors od dawna z numerem 11 celowali kogoś z pary Thompson-Burks. Wybór padł na świetnego strzelca uczelni Washington State i sam Thompson powinien pasować do układanki „Wojowników”. Może z powodzeniem biegac na zasłonach lub zdobywac punkty z piłką, na koźle. Jednak to typowy spot-up shooter i wg doniesień z Bay Area, Warriors chcieli „trejdować” po Bismacka Biyombo. Powinni być zadowoleni z Klaya Thomspona , a rotacje podkoszową postanowili wzmocnić dość nieznanym graczem na parkietach USA. Jeremy Tyler w Kalifornii był jedną z gwiazd szkół średnich, ale zdecydował się wyjechać i chociażby ostatni sezon spędził w Japonii. Kilku ekspertów wrzucało go do pierwszej rudny, ale ostatecznie Tyler skończył na picku 39, z czego może się tylko cieszyć. Nie – nie będzie Stealem, przynajmniej nie w Golden State. Charles Jenkins z numerem 44 może przydać się jako trzecia-czwarta opcja z ławki, ale moim zdaniem powinien dostać szansę. Przecież na parkietach NCAA zdobywał ponad 23 punkty w każdym spotkaniu. Świetny strzelec i zarazem kreator gry, który nieźle rzuca zza łuku.
Houston Rockets - Marcus Morris (pick 14), Donatas Motiejunas (pick 20 od Minnesoty przez Memphis i Utah), Chandler Parsons (pick 38 od LA Clippers)Rockets wymieniali sporo tego wieczoru I jedynym osobistym pickiem był wybór Marcusa Morrisa. Ten lepszy z braci Morris o dziwo został wybrany numer niżej niż brat Markieff (pick 13 – Suns). Nie rozumiem co stało się z Marcusem Morrisem w okolicach Draft Combine, który zaczął buńczucznie wypowiadać się na różne tematy. „Lepszy” Morris twierdzi, że będzie idealnym graczem na pozycje numer 3, ale wybaczcie, ja w to absolutnie nie wierzę. Umiejętności ofensywny jak na typową „czwórkę” nie można mu odebrać, ponieważ potrafi trafiać przez lewe i prawe remię. Zagra tyłem do kosza, po piwocie, na pick’n’rollu. W Rockets może nie zmieścić się w podstawowej rotacji gdzie minuty kradnie Louis Scola, a niezłe fragmenty w ubiegłym sezonie miał Pattrick Patterson. Kibice Rockets – Marcus Morris nie zastąpi Wam Shane’a Battiera. I pomyślcie, że do wyboru byli jeszcze Kawhi Leonard, czy Jordan Hamilton. Jeśli chodzi o Motiejunasa to z cieszę się, że ostatecznie trafił do Houston. Dlaczego? Coachem został przecież Kevin McHale, który (co jak co) potrafi szkolić graczy wysokich. Motiejunas ma w sobie litewski swagger i posiada arsenał manewrów podkoszowych. Złośliwi twierdzą, że jest nieco soft, ale nie od razu Rzym zbudowano, prawda? Chandler Parsons to dla mnie zagadka, ale tylko w przypadku Rockets, którzy w składzie mają kilku grajków na pozycjach 3-4. Nie mniej jednak, to bardzo solidny skrzydłowy, który miał świetny sezon w barwach Florida Gators i został uznany najlepszym zawodnikiem Konferencji SEC.
Indiana Pacers – picki 15 i 42 transferachKawhi Leonard i Davis Bertans wylądowali w Spurs. Do Indiany wraca George Hill, chłopak „stąd”, który powinien dobrze zaklimatyzować się w młodych i rozwijających się z roku na rok Pacers. O Leoanrdzie i Bertansie napiszę przy pickach San Antonio.
Los Angeles Clippers – Trey Thompkins (pick 37 od Detroit), Travis Leslie (pick 47 od Houston)Clipps zainwestowali w duet z uczelni Georgia. Po niezłych sezonach obaj gracze być może zasłużyli na grę w NBA, ale nie jestem do końca przekonany czy wystarczy dla nich miejsca w rotacji rosnących w siłę Clippers. Thompkins to dobrze rzucający silny skrzydłowy, który nie boi się walki na tablicach. Nie jest atletycznym tytanem, ale jego rzut z 4-5 metra przydałby się w nie jednym zespole. Z kolei Travis Leslie to raczej lepszy defensor niż strzelec, który nie tak dawno dissował się z Tonym Allenem na twitterze. Należy jednak pamiętać, że w rotacji przed nim są Eric Gordon i Randy Foye, lecz umiejętności w defensywie nigdy nie za mało.
Los Angeles Lakers – Darius Morris (pick 41 od Golden State przez New Jersey), Andrew Goudelock (pick 46 od Nowego Jorku), Ater Majok (pick 58 od Miami)Lakers wygrali chyba drugą rundę wybierając Dariusa Morrisa, który 2-3 dni przed Draftem typowany był nawet w Top 20. Chłopak rodem z Los Angeles po dwóch latach spędzonych na kampusie Michigan wraca do domu. Nie będzie drugim Magicem Johnsonem, ale ma doskonałe warunki jak na playmakera (196 cm + duże dłonie). Morris powinien nauczyć się wielu cennych rzeczy od Dereka Fishera i tym samym może stać się niezłym „przechwytem” Drafto 2011. Na temat Godelocka nie mam prawa się wypowiadać, bo nie wiem o nim nic, co byłoby warte uwagi. Zdobywał ponad 23 punkty na mecz w mało znanej uczelni Charlton. Z kolei Ater Majok 2-3 lata temu mógł być w pierwszej dziesiątce któregoś z Draftów, ale jego dziwne historie na uczelni Connecticut sprowadziły go na ziemię gdzieś w Australii. Ostatni sezon spędził właśnie tam i zdobywał średnio 2,8 pkt. i 2,3 zb. Imponujące, prawda?
Memphis Grizzlies – Josh Selby (pick 49)A jednak, stało się tak jak przewidywałem. Selby nie znalazł miejsca w pierwszej rundzie i sporo osób twierdzi, że może być wielkim „stealem” tego Draftu. Po niezłym początku sezonu i problemach zdrowotnych na uczelni Kansas, Selby postanowił zgłosić się do Draftu i jak sam wspominał: „od zawsze chciał grać w NBA”. Z tego co się orientuję, Selby jest dość pazerny na kasę i miał przez to kłopoty w lidze NCAA. Ja jednak życzę mu jak najlepiej, ale na dzień dzisiejszy nie wierzę w jego talent, który mógł eksplodować na drugim roku gry w Jayhawks i tym samym zwiększyć jego notowania przed Draftem 2012. Może uwierzą w niego działacze Grizzlies? Patrząc na rotację, Josh Selby będzie tylko trzecią-czwartą opcją z ławki na obwodzie, a bliżej mu do pozycji undersize SG, niż do typowego playmakera, który dzieli się piłką. Obym się mylił.
Miami Heat – Norris Cole (28 od Chicago)Wybór Cole’a w pierwszej rundzie potwierdza tylko fakt, że w tym roku Draft był dość flegmatyczny, słaby. Cole miał dobry sezon w barwach Cleveland State, ale z niższymi numerami zostali wybrani tacy rozgrywający jak Shelvin Mack, Darius Morris, Charles Jenknis, czy Isaiah Thomas, Doprawdy? Norris Cole jest aż tak dobrym graczem? Chad Ford twierdzi, że gdyby grał na lepszej uczelni, mógłby zostać wybrany o wiele wyżej. Dla mnie bzdura. Co wniesie Cole do Miami? Może być niezłym zmiennikiem na 10-15 minut w rotacji, w której nawet LeBron James od czasu do czasu bierze się za rozgrywanie.
Tyle ode mnie. Dzięki za przeczytanie! Cześć druga i pozostałe 15 ekip już niebawem!